
Podsumowanie sezonu, czyli jak wyglądała moja hodowla ziół
Moja hodowla ziół mnie cieszy
Wprawdzie mamy dopiero wczesną jesień, to jednak zdecydowałam się jakby zakończyć sezon i opisać jak wyglądała moja tegoroczna hodowla ziół doniczkowych. Ale to nie jest tak, że w tej chwili nie mam już czego hodować. Nadal cieszą mnie niektóre zioła i liczę na to, że część z nich jeszcze trochę pożyje.
Chociaż niektóre zioła są roślinami dwuletnimi, a nawet wieloletnimi, to jednak moja hodowla ziół rzadko dożywa chociażby drugiego roku. Przeważnie tracę kolejne zioła w krótkim czasie, z reguły zioła rosną u mnie około trzech miesięcy. Zawsze coś się przyplącze i zostaję z pustymi doniczkami.
Wiem, że często o tym piszę, ale chcę pokazać, że domowa hodowla ziół wcale nie jest taka łatwa, jak piszą różne poradniki. Być może część z Was też próbuje hodować zioła doniczkowe i Wasza hodowla ziół też spędza Wam sen z powiek. Takim osobom chcę pokazać, że nie są same, bo czytając poradniki pokazujące “jak łatwa jest domowa hodowla ziół”, można poczuć się nieudacznikiem. Ja na szczęście już się przyzwyczaiłam i konsekwentnie dalej robię swoje, ciągle zdobywając nowe doświadczenia. Cieszą mnie moje sukcesy i zdarza się, że moja hodowla ziół napawa mnie dumą.

Hodowla ziół na ścianie w kuchni
W tym sezonie rzadko wspominałam jak wygląda moja hodowla ziół, bo szczerze powiedziawszy znów trochę “obraziłam się” na moje zioła. Na początku lipca pisałam, że zioła ładnie rosną i moja hodowla ziół mogła zostać przeniesiona na kratkę do kuchni: “Świeże zioła w doniczkach pod ręką w kuchni”. Byłam nimi zachwycona, niestety tylko przez około tydzień. W tym czasie wyglądały jak sztuczne, idealne, proste, soczyste i zdrowe. Lubiłam na nie patrzeć, wyglądały jakby czas się dla nich zatrzymał. Nie mogłam uwierzyć, że wyglądają tak idealnie i nic im nie dolega. Pękałam z dumy, zwłaszcza że domownicy chwalili, że moja hodowla ziół ładnie wygląda na specjalnie dla niej przeznaczonej kratce w kuchni.
Tak było przez tydzień, potem zaczęłam zauważać, że niektóre zioła więdną i żółkną. Zachowywały się tak, jak zawsze po przeniesieniu na ścianę w kuchni. Za każdym razem szukam przyczyny, czemu tak jest. Czemu hodowla ziół na parapetach, chociaż nie jest bujna jakoś mi wychodzi, a po przeniesieniu na ścianę zioła zamierają. Kiedy listki bazylii zaczęły brązowieć i gnić, szybko ją zabrałam. Wiem, że na wybraną przeze mnie ścianę nie dociera odpowiednie światło naturalne, ale myślę, że to nie jest główna przyczyna.

Hodowla ziół w metalowych osłonkach
Jako przyczynę bardziej stawiam na to, że przelewam zioła przy podlewaniu. Kiedy zioła rosną na parapetach, łatwiej mi kontrolować ilość wody do podlewania. Czasem podlewam zioła od dołu, czyli leję wodę do podstawek, a zioła pobierają jej tyle ile potrzebują. Na kratce w kuchni nie mam takiej możliwości i zioła podlewam lejąc wodę bezpośrednio na ziemię. Wprawdzie wcześniej sprawdzam palcem wilgotność ziemi, a w dnach doniczek są otwory pomagające odprowadzić wodę, to jednak coś mi nie wychodzi.
Poza tym myślę, że moja hodowla ziół się jakby dusi w metalowych osłonkach, do których wkładam doniczki. Trochę mnie to dziwi, bo przecież często doniczki wkłada się do różnych nieprzepuszczających powietrza osłonek, a rośliny pięknie rosną. Kiedy jednak wyciągam plastikowe doniczki z osłonek, te są wilgotne i jakby ciepłe z wierzchu. Póki co muszę się bardziej przyjrzeć temu problemowi. Być może poeksperymentuję z ziołami na których mi nie zależy, albo spróbuję włożyć tam inne rośliny.
W każdym razie po dwóch tygodniach moje osłonki na ścianie w kuchni znów były puste, a moja hodowla ziół pomniejszyła się o 4 doniczki. Najbardziej ucierpiały 2 pietruszki, rukola i koperek. Tych ziół nie udało mi się uratować. Ledwo przeżyło oregano i tymianek. A najlepiej poradziła sobie bazylia i majeranek.

Hodowla ziół na parapecie
Cztery uratowane zioła wróciły na parapet w pokoju i były przeze mnie szczególnie traktowane. Ale moja hodowla ziół to nie tylko te 8 doniczek. Łącznie mam do dyspozycji 7 doniczek większych i 15 mniejszych. Do tego trzy doniczki balkonowe. Zioła w tym roku siałam w dwóch turach w odstępie miesiąca. Robię tak, żeby mieć zawsze świeże zioła do wykorzystania w kuchni. Kiedy jedne już się kończą, to akurat dorastają następne.
W związku z tym miałam więcej ziół, które mogłam przenieść na kratkę w kuchni, ale za bardzo się bałam. W tym roku moja hodowla ziół nawet mi się podoba i bałam się, że stracę kolejne roślinki. Dlatego przez większość czasu moje zioła rosły na parapetach w pokoju.
Dopiero na początku września zdecydowałam się przenieść zioła do kuchni. Byłam ciekawa, czy tym razem się uda. Niestety sytuacja się powtórzyła. Ale tym razem najbardziej po tyłku dostał rozmaryn, nad którym trochę popłakałam. Nie przeżyła też bazylia i tymianek. Jak na razie kratka w kuchni pozostanie pusta, nie będę narażała kolejnych ziół. Najpierw muszę rozkminić o co chodzi.

Szkodniki atakują zioła w doniczkach
W inne lata myślałam, że winne są nasiona, zła ziemia, ale najczęściej i najbardziej winiłam ziemiórki. W tym roku niestety też miałam z nimi do czynienia i została zaatakowana cała moja hodowla ziół. Jednak zioła na parapetach w pokoju tak bardzo nie chorowały, a przecież ziemiórki były chyba w każdej doniczce. Wiem, że ciągle piszę o ziemiórkach, ale może też macie z nimi problemy, będzie Wam raźniej i czegoś więcej się o nich dowiecie.
W tym sezonie moja hodowla ziół była odwiedzana przez różne szkodniki. A ja zastanawiałam się czy “To szkodnik, czy przyjaciel siedzi na moich ziołach?”. Jednak myślę, że żadne z nich nie były przyczyną zamierania moich ziół. Opisując ostatnio “gości”, których znajdowałam na moich ziołach, powstrzymałam się przed opisaniem tegorocznej walki z ziemiórkami, dlatego zrobię to dzisiaj.
Już nie raz wspominałam, że “Ziemiórki to mój największy wróg”, na którego jestem skazana gdy tylko zacznę wiosną otwierać okna. Ziemiórki bardzo szybko się rozmnażają, cały cykl życia ziemiórek trwa około trzech tygodni. Gdy nie zareagujemy w miarę szybko, będziemy mieli prawdziwą plagę małych czarnych muszek i żarłocznych larw. Kiedy więc zobaczyłam tą uroczą parkę ziemiórek na randce we wspólnej doniczce wiedziałam, że będę miała kłopoty.

Nicienie – skuteczny sposób na ziemiórki
W tym roku już na początku sezonu zauważyłam ziemiórki w doniczkach i postanowiłam od razu zadziałać radykalnie. Wspominałam już, że za najbardziej skuteczny sposób uważam nicienie, czyli biologicznego wroga ziemiórek. Więcej na ten temat możecie przeczytać w innych moich artykułach np. w “Własne zioła w doniczkach kontra ziemiórki”. Wspomnę tylko, że nicienie to nie szkodnik, tylko przyjaciel pomocny w pozbyciu się ziemiórek. Nicienie nie są szkodliwe ani dla ludzi, ani dla roślin.
Ponieważ nemycel jest dość drogi, chociaż bardzo skuteczny to zawsze czekałam, żeby kupić go w ostateczności. I nie chodziło nawet o cenę tylko o fakt, że czasem musiałam kupić go dwa trzy razy na sezon, o czym też już pisałam. W tym roku kupiłam nemycel już na początku sezonu licząc na to, że dopóki nicienie będą miały co jeść, to będą w doniczkach czekały na nowe larwy ziemiórek. Szczerze mówiąc nie wiem na ile to się udało.
Niby już po kilku dniach nie widziałam dorosłych ziemiórek, a nicienie bez jedzenia mogą wytrwać około miesiąca. I wtedy właśnie znowu zaczęłam widywać dorosłe ziemiórki, na szczęście w pojedynczych sztukach. Profilaktycznie podlewałam zioła roztworem wody utlenionej lub naparem z rumianku i ziemiórki nie rozmnożyły się za bardzo. O tych i innych sposobach na ziemiórki możecie przeczytać w “Ziemiórki, a więc wojna! Sposoby ekologiczne i biologiczne”. Do tej pory widuję pojedyncze ziemiórki w doniczkach, pewnie wlatują z dworu. Ale mimo to moja tegoroczna hodowla ziół ma się całkiem dobrze. Nie zapeszając, jest chyba najlepsza jak do tej pory. A najbardziej cieszą mnie aromatyczne: tymianek, majeranek i oregano.

Ziemiórki szybko się rozmnożyły
Wracając do nicieni – nemycel, tylko w przypadku jednej największej doniczki z miętą coś poszło nie tak. Doniczka była odizolowana od innych, ale do niej też zaaplikowałam nicienie. Wprawdzie ziemiórki zginęły, ale po około miesiącu zauważyłam, że w tej doniczce życie ziemiórek toczy się w najlepsze. Takiej plagi jeszcze nie miałam. Myślę, że pojawiły się bardzo płodne samice, które szybko zadbały o nowe pokolenie ziemiórek.
Uznałam, że nie kupię kolejnych nicieni i spróbuję z wodą utlenioną. W międzyczasie mój kot znowu uznał, że ta doniczka to jego kuweta na czas deszczowych dni i nieźle w niej nakopał. Czyli znowu okazało się, nawet kot to szkodnik moich ziół, a mi przestało już zależeć na tej mięcie. Dlatego, żeby nie narażać dłużej innych doniczek z ziołami, wszystko wylądowało w koszu na zewnątrz. Obawiając się, że po drodze ziemiórki przelecą na inne doniczki, usunęłam wszystkie doniczki, które stały po drodze do wyjścia.
Tutaj muszę jeszcze napisać, że liczyłam się z tym, że jakieś dorosłe ziemiórki mogą zostać w okolicy parapetu, na którym stała skażona doniczka. Dlatego, żeby jeszcze bardziej przeszkodzić dorosłym ziemiórkom, zanim podniosłam doniczkę, spryskałam ją i jej okolice obficie wodą z octem. Zrobiłam to, żeby zmoczyć muszkom skrzydełka i liczyłam trochę na to, że ocet im jeszcze bardziej dokuczy. Nie martwiłam się o miętę, bo mi na niej nie zależało. A czemu o tym piszę, możecie przeczytać w “Mszyce – jak pozbyłam się ich oraz mięty i tymianku”.

Hodowla ziół na parapecie zewnętrznym i wewnętrznym
Podsumowując tegoroczny sezon, muszę jeszcze napisać, jak zakończył się mój eksperyment z ziołami przedzielonymi tylko szybą. O co chodzi i dlaczego przeprowadziłam eksperyment pisałam w “Czy ziołowy ogródek bujnie urośnie w domu na parapecie?”. Teraz przybliżę tylko pokrótce. Chciałam sprawdzić czy hodowla ziół wysiana i uprawiana w ten sam sposób, ale w domu i na dworze będzie rosła tak samo. W tym celu w identyczny sposób wysiałam koperek karłowy, pietruszkę naciową i rukolę, każde zioło po dwa razy. Trzy doniczki postawiłam na parapecie zewnętrznym, a trzy na wewnętrznym, tak żeby hodowla ziół była oddzielona tylko szybą okna.
Niby dzieliła ja tylko szyba, to jednak miały inne warunki wzrostu. Zioła na dworze czasem podlewał deszcz, a czasem bardziej wysuszało słońce. Były też narażone na przeciągi i wszelkie szkodniki. Patrząc na różnice z mojej strony, to w sumie hodowla ziół różniła się tylko częstotliwością podlewania. Nawet jeśli nie padał deszcz i mogłam podlewać je jednakowo, to jednak zioła w domu podlewałam rzadziej, bo nie wymagały tak częstego podlewania jak te na parapecie zewnętrznym.

Zdrowsze zioła hodowane na dworze
Zaskoczyło mnie, że szybciej wschodziły rosły zioła hodowane w domu, bo myślałam, że będzie odwrotnie. Jednak tłumaczę sobie, że szyba stanowiła coś w rodzaju szklarni, przepuszczała promienie słońca, ale chroniła przed chłodnymi nocami, a nawet dni tego lata nie były najcieplejsze.

Zdecydowane różnice zaczęłam zauważać dopiero gdy hodowla ziół bardziej podrosła. Wprawdzie zioła rosnące w domu były gęściejsze, ale bardziej wiotkie. Miały cienkie i powyciągane, długie pędy. Hodowla ziół na parapecie zewnętrznym była bardziej masywna, mięsista, chociaż mam wrażenie, że nie wszystkie nasiona wzeszły. Trochę wyglądało to tak, jakby “natura” sama zdecydowała i wybrała najmocniejsze nasiona do wzrostu, żeby te słabsze nie zabierały niepotrzebnego miejsca w doniczce. Zrobiłam parę zdjęć, żeby pokazać o co mi chodzi. Te doniczki stojące bliżej to te, które rosły w domu, a te dalej to hodowla ziół w parapetu zewnętrznego. Czyli wyobraźcie sobie, że pomiędzy rzędami jest szyba okna.

Na zdjęciach poniżej pokazuję kolejno rukolę, pietruszkę i koperek z mojego eksperymentu. Zioła w doniczkach po lewej stronie rosły na parapecie zewnętrznym, a te po prawej na parapecie w domu.



Zioła nie rosną jednakowo
Miałam zamiar przeflancować zioła do większych doniczek, ale uznałam, że zjemy je na bieżąco. Zresztą długo nie cieszyłam się tymi ziołami, bo po około dwóch miesiącach, koperek i rukola na dworze zostały zaatakowane przez małe zielone gąsienice. Ponieważ nadal nie wiem jak pozbyć się tych zielonych żarłocznych szkodników, wyrzuciłam wszystko do śmieci zanim się rozniosło. O moich przygodach z gąsienicami możecie przeczytać w “Sio z moich ziół! Pierwsze szkodniki – gąsienice”.
Jeśli chodzi o pietruszkę, to jak zwykle zrobiły się na niej białe kreseczki i uschła jak zawsze. Nie wiem co robię źle hodując pietruszkę, ale wyżalałam się już w “Pietruszka w doniczce, tak trudno mi ją wyhodować”. Tak więc do wykorzystania została tylko rukola i dość marny koperek, którego starczyło ledwie na jeden obiad.
Wspomnę tylko jeszcze, że rukola w tym roku ogólnie mi bardzo słabo rosła. Najładniejsza była wysiana wiosną do dwóch doniczek w domu i jednej na dworze. Rosła bujnie i miała grube, mięsiste listki, które bardzo chętnie podskubywaliśmy. Nie pamiętam jak wyglądały jej nasiona, ale wszystkie następne tegoroczne próby wyhodowania rukoli, nie przynosiły obfitych plonów. Za każdym razem rukola miała bardzo małe i wąskie listki. Nie wiem czemu tak było, bo rukola to zioło, które szybko rośnie i z reguły nie ma z nią problemów. Poniżej pokazuję kolejne zdjęcie rukoli z eksperymentu. Podobny problem w tym sezonie miałam z bazylią, najładniejsza była tylko ta wysiana w pierwszej turze. Wszystkie kolejne bazylie słabo rosły i miały bardzo pomarszczone listki.

Podsumowanie ziołowego sezonu
W tej chwili moja hodowla ziół nawet mi się podoba, nie licząc bazylii i rukoli. Do życia próbuje wrócić rozmaryn po przygodzie w kuchni. Nieźle radzą sobie tymianek, majeranek i oregano, które raz już przycinałam i puszczają na nowo. Najbardziej podoba mi się szałwia, którą posiałam wiosną i którą hoduje po raz pierwszy. Bardzo ładnie się rozrasta, może na wiosnę uda mi się przesadzić część do ogrodu. Mam dwie całkiem ładne mięty, chociaż widzę, że puszczają coraz mniejsze listki. Obawiam się, że będzie tak samo jak w tamtym roku i zimą mięta będzie miała mikroskopijne listki.
Pisałam już, że nie potrafię wyhodować zimowego ziołowego ogródka, ale właśnie w najbliższych dniach chcę znowu spróbować. Mam akurat kilka wolnych doniczek, więc posieję parę ziół, żeby sprawdzić jak poradzą sobie jesienią i zimą tego roku. Planuję posiać tylko te najczęściej wybierane przez nas zioła. Tak więc moja zimowa hodowla ziół powiększy się o nową bazylię, rukolę i pietruszkę, które pewnie posieję podwójnie. Może pokuszę się też o koperek. Na pewno będę też chciała pędzić szczypiorek z cebuli. A co z tego wyjdzie, opiszę w stosownym czasie. Trzymajcie kciuki, żeby moja hodowla ziół mogła być moją dumą.
Ana

