zioła zimowy ogródek
Ziołowe rozczarowanie

Zimowy ogródek, czemu tylko mi się nie udaje?

Mój zimowy ogródek, nie rośnie

Kiedy zaczynałam hodować zioła w doniczkach, chciałam mieć nie tylko piękną ozdobę kuchni, ale i świeże zioła pod ręką przez cały rok. Mój ziołowy, zimowy ogródek, miał być piękny i bujny, nawet kiedy za oknem mróz i śnieg. Tak czytałam w internecie i gazetach dla pań: “to co, że chlapa za oknem, załóż sobie zimowy ogródek”, “niech świeże zioła będą z Tobą przez cały rok”, “zimowy ogródek, daje wiele radości i świeże zdrowie, gdy mróz za oknem”, “to nic trudnego, nawet zimą możesz mieć świeże zioła na wyciągnięcie ręki” itd., itp., bla, bla, bla. Wszystkie poradniki pięknie i prosto opisywały jakie to łatwe, tylko, że u mnie zioła zimą nie rosną.

Mój zimowy ogródek, wygląda jak na powyższym zdjęciu, które zrobiłam parę dni temu. A wybrałam do niego i tak najlepsze doniczki z ziołami. Nie wiem, czy znowu to ja się nie sprawdziłam jako ogrodnik, czy te artykuły nie do końca opisywały prawdę. Wprawdzie, znalazłam też parę takich poradników, które przyznawały, że zimowy ogródek, nie zawsze się udaje i nie każde zioła się do tego nadają. Ale większość poradników, krzyczy, to co napisałam na początku, a ja znów czuję się jak sierota, bo mi to nie wychodzi. 

maleńkie listki mięty

Zimowy ogródek z zakupionych ziół

Spotkałam się też z radami, że najlepszy sposób na zimowy ogródek, to zioła kupione w markecie. Ale i tu się nie zgodzę. Takie zioła, często hodowane są w szklarniach i nawożone tak, żeby wytrzymały tylko do sklepowej kasy. W domu zwłaszcza, te kupione zimą, nadają się tylko do zjedzenia i to w ciągu kilku dni. Nieraz próbowałam eksperymentować z takimi ziołami. Czasem od razu je przesadzałam, a czasem, kupowałam tylko po to, żeby zebrać szczepki i je ukorzenić. Niestety oba sposoby, mnie zawiodły i zimowy ogródek, mimo moich starań lądował w koszu.

W okresie zimowym, żeby kupić zioła w sklepie, trzeba się naszukać (może chodzę nie do tych sklepów, co trzeba). A jak już znajdę, to widok niektórych sprawia, że mam ochotę je adoptować, żeby dłużej się nie męczyły. Wątpię, żeby chociaż z nich, udało się uzyskać zimowy ogródek. Myślę, że szkoda na to czasu, pieniędzy i włożonej pracy, o nadziei, nie wspominając.

Moje zioła w doniczkach, dużo przeszły

Wiem, że moje zioła w tym roku, dużo przeszły, w tamtym zresztą też. Nie wiem, czy teraz nie rosną, po tych przejściach, czy mają złe warunki, czy po prostu zima, to nie czas na zioła w doniczkach. I co bym nie zrobiła, nie mam szans na ziołowy, zimowy ogródek, bo większości ziół, zima się nie podoba. 

W tej chwili mam, parę marnych doniczek (w sumie doniczki są w porządku, gorzej z ziołami). Mam wrażenie, że dla wielu moich ziół, czas się zatrzymał, w tamtym roku, miałam podobnie. Winę zwaliłam na ziemiórki, z którymi walczyłam do połowy grudnia. W sumie tamtą zimę przeżyły tylko trzy zioła, których w tej chwili i tak już nie mam. Poza miętą, którą przycięłam i rozsadziłam do innych doniczek. 

W tym roku, mój zimowy ogródek, to trochę więcej doniczek z ziołami. Ale w tym roku, oprócz inwazji ziemiórek, miałam też pleśń w doniczkach. Problem z pleśnią, udało mi się opanować, chociaż ziemia nie jest najlepsza, o czym pisałam w „Skąd się bierze pleśń w doniczkach?”. Aż czasem jak widzę ziemię, w której muszą rosnąć moje zioła, to mi ich szkoda. Na szczęście problem ten dotyczy kilku doniczek, większość ziół rośnie w lepszej ziemi. Nie chcę na razie nic przesadzać, bo uważam, że zima, to nie najlepszy na to czas. Dlatego ograniczam się do podlewania naparem z rumianku lub biohumusem.

zimowy ogródek z ziołami

Szczypiorek, idealny na zimowy ogródek

Jedyne zioło, jakie udaje mi się wyhodować zimą, to szczypiorek. Pozyskuję go oczywiście z cebuli. Już robiąc zakupy w sklepie, staram się wybierać taką cebulę, która zaczyna puszczać szczypiorek. Wtedy mam już gotową “siewkę”, którą wkładam do wilgotnej ziemi. Jeśli nie uda mi się kupić takiej cebuli, to na kilka dni kładę cebulę na podstawce z wodą. Ważne, żeby zamoczone były tylko korzonki, dlatego często kładę ją na kieliszku, żeby cebula nie mogła się zamoczyć. Mogłaby wtedy zacząć gnić. Gdy zaczyna puszczać szczypiorek, wsadzam ją do ziemi. Muszę przyznać, że z zimową hodowlą szczypiorku nie mam problemu. Ale przecież zimowy ogródek, to nie tylko szczypiorek, chociaż często mam po kilka doniczek ze szczypiorkiem. 

Parę razy miałam też szczypiorek z czosnku i powiem Wam, że też bardzo fajnie rósł. Brałam całą główkę czosnku, lekko oddzielając od siebie ząbki. Potem wkładałam do wody, tak żeby tylko korzonki były zamoczone. Gdy poszczególne ząbki czosnku, zaczynały puszczać zielone listki, wsadzałam całość do ziemi. Nie dość, że świetnie to wyglądało, to jeszcze szczypiorek czosnkowy ma inny, bardziej delikatny smak, niż ten cebulowy. Niestety nie wszyscy moi domownicy go lubili, więc przestałam go już hodować. Czasami jednak gdy nie mam odpowiedniej cebuli, a mam za dużo czosnku, to próbuję wyhodować szczypiorek czosnkowy. Mi on pasuje. Bardzo lubię wykorzystywać go do różnych zapiekanek np. z lekko nieświeżych bułek. Dodaję go do past, które kładę na bułki i zapiekam. Najlepiej pasuje do tych serowych.

ziołowy zimowy ogródek

Pietruszka zimą słabo rośnie

Bardzo chciałabym, żeby tak łatwo jak szczypiorek, rosła moja ukochana natka pietruszki. Jak dla mnie cały mój zimowy ogródek, mógłby składać się z doniczek z natką pietruszki. Niestety pietruszka, a właściwie natka, którą chciałabym pozyskać, nie lubi mnie tak bardzo, jak ja ją. To jest temat, na osobny artykuł, tym razem, tylko trochę wspomnę, jak się staram, żeby mi się udało.

Natkę pietruszki, próbowałam hodować na różne sposoby. Nie wychodzi mi zarówno ta wysiewana z nasion pietruszki naciowej, jak i wkładany w ziemię korzeń. Nie ma tu nawet znaczenia, pora roku. Tym razem spróbowałam do doniczek w domu, przeflancować małe pietruszki, które późnym latem, posiałam na dworze. Liczyłam na to, że będę miała zimowy ogródek, pachnący moją ulubioną natką pietruszki. Niestety i tym razem, pietruszki wyglądają marnie, no ale jakieś są. Z tym, że co pewien czas, kolejna pietruszka obumiera. Nie wiem co robię źle, jeśli chodzi o pietruszkę, ale jak wspominałam o tym napiszę kiedy indziej. Dziwi mnie tylko to, że pietruszka lubi rosnąć w chłodzie. W ogrodzie wysiewam pietruszkę, późną jesienią i wtedy zimą, mam pietruszkowy zimowy ogródek, tylko, że nie w domu.

ziołowy ogródek pietruszka

Mój miętowy zimowy ogródek

Teraz opiszę mój miętowy zimowy ogródek, bo plony jakie mam w nim do bujnych nie należą. Obecnie mam łącznie pięć doniczek z miętą. Wszystkie pochodzą od jednej mamy i są pozyskane z jej korzeni lub szczepek. Trzy doniczki z miętą, które stoją w osłonce, zostały posadzone późną wiosną i bardzo ładnie rosły. Te pozyskałam z korzonków, ubiegłorocznej mięty. Jeszcze we wrześniu, pokazałam Wam ich zdjęcia, chwaląc się jak ładnie zaczęły rosnąć, po walce z pleśnią w doniczkach. Ich listki regularnie obrywałam do herbaty i nie tylko. Nie były za duże, ale mi pasowały. 

Potem nowe listki, już nie rosły, a starsze zaczęły opadać, jak te z drzew w listopadzie. Mięta wprawdzie puszczała nowe listki, w innych miejscach, ale te były i nadal są strasznie małe. Dlatego część gałązek mięty przycięłam i postanowiłam ukorzenić. Powiem Wam, że nawet ukorzenienie zimą trwało dłużej. Myślałam, że może jak posadzę ukorzenione mięty, to będą puszczały większe listki. Niestety, te też są maleńkie, widać to w doniczkach, stojących poza osłonką.

miętowy zimowy ogródek

Pogodziłam się z tym, chociaż to przykre, bo właśnie zimą potrzebuję listków mięty do herbaty, bardziej niż latem. Wtedy wprawdzie wrzucam je do wody, ale zimą wody piję mniej, bardziej stawiam na różne rodzaje herbat. Dlatego gdy potrzebuję mięty, zrywam całe małe gałązki, nawet po kilka, a resztę obcinam przy ziemi. Wiem, że mięta na wiosnę znowu odbije, bo tak samo było w tamtym roku, tylko, że ja miałam mieć zimowy ogródek. Na szczęście mięta nadal pachnie i smakuje tak jak powinna, a że ma inny wygląd, no cóż. Akurat jeśli chodzi o miętę, to spotkałam się z uwagami, że ogólnie mięta w doniczce gorzej rośnie i ma mniejsze listki, zwłaszcza zimą. Widzę to zresztą po mięcie w sklepach, no ale nie oszukujmy się, moja mięta nawet jej nie przypomina.

gałązki mięty drobne listki

Bazylię na zimę wysiałam z nasion

Teraz czas na opisanie bazylii, a tu to jest niezła historia. Gdy skończyłam już we wrześniu walkę z ziemiórkami, postanowiłam na nowo posiać bazylię do doniczek. Wiem, że jesień nie jest najlepszym momentem na wysiew, ale przecież moja bazylia miała rosnąć w domu, a nie na dworze. I miała rosnąć pięknie i bujnie, tak mi obiecano: “zakładając zimowy ogródek, zacznij od bazylii, która ładnie rośnie i nie wymaga specjalnych zabiegów pielęgnacyjnych”. Posiałam ją w kilku doniczkach, część z nich niestety już straciłam, ale pokażę Wam, jak wygląda moja bazylia, po czterech miesiącach od wysiania.

Wiem, że to niewiarygodne, ale naprawdę tak wygląda. Ci, którzy wiedzą, jak powinna wyglądać czteromiesięczna bazylia, na pewno zrozumieją o co mi chodzi. Dla tych, którzy nie wiedzą, przekazuję informację, że czteromiesięczna bazylia, przeważnie jest już zjedzona. Może nawet się dziwicie, po co trzymam tą bazylię, przecież i tak nic już z niej nie będzie. Ja po prostu trochę eksperymentuję i tak wiem, że niedługo, a najpóźniej na wiosnę, ją wyrzucę, żeby na nowo wykorzystać doniczki. Chciałam po prostu sprawdzić, czy faktycznie bazylia wysiana zimą, może mi dać zimowy ogródek, jak widać niekoniecznie.

wysiana bazylia w doniczkach

Bazylia, nie nadaje się na zimowy ogródek

Ale, żeby nie było tak, że durna, bo kto wysiewa bazylię jesienią, spróbowałam też uzyskać bazylię z siewek. Wzięłam te bazylie, które rosły na balkonie. Mniejsze, po prostu przesadziłam. Z większych wzięłam szczepki i je ukorzeniłam, następnie wsadziłam do ziemi. Ogólnie wszystkich doniczek z bazylią miałam co najmniej 7. Teraz te ze szczepkami zostały mi tylko dwie, ale zobaczcie jak te szczepki wyglądają, to jest totalny dramat. Zostały wsadzone do ziemi, w tym samym momencie, gdy wysiewałam nasiona bazylii. Nie dość, że prawie wcale nie urosły, to jeszcze gubią listki, które najpierw  brązowieją i się marszczą. Nie powiem, bo z tych szczepek, uzyskałam jakieś 5 listków, które oczywiście zjedliśmy. Ale czy tak miał wyglądać mój zimowy ogródek? Takie miałam mieć zbiory?

Najpierw myślałam, że to wina ziemiórek i pleśni, ale przecież już nie mam tych problemów. Część szczepek po prostu całkowicie padła i musiałam je wyciągnąć doniczek. Dlatego jak widzicie na zdjęciach zostały mi, jakieś marne szczepki w doniczkach, a w każdej było po około 5 szczepek. Gdy zobaczyłam że mam dużo wolnego miejsca w doniczkach, postanowiłam tam też wysiać bazylię z nasion, czyli te maleństwa, które widzicie obok niby siewek bazylii, to są młode bazylie, które już mają około trzech miesięcy.

chore siewki bazylii

Rozmaryn zdobi zimowy ogródek

Trochę jestem zaskoczona tym, jak zimą daje sobie radę, mój jedyny ocalały rozmaryn. Jak mój rozmaryn wyglądał jeszcze przed atakiem pleśni i ziemiórek pokazywałam we wcześniejszym artykule. Teraz niestety pozostał mi tylko ten jeden mały rozmaryn, który jest moją chwilową dumą. To, że rośnie tak krzywo jakby się płożył, dziwiło mnie od początku, ale może akurat ten tak ma. Wszystkie rozmaryny z tej paczki tak rosły. Nie przeszkadza mi to, bo nawet ciekawie wygląda. Cieszę się, że rozmaryn wypuszcza młode pędy, przez co mam nadzieję będzie gęściejszy, o ile przeżyje tą zimę.

Przecież rozmaryn jest rośliną ciepłolubną i ciężko znosi zimowe warunki. Zaleca się nawet zabieranie go na czas zimy do domu. Chociaż jak widzę, jak wielkie rozmiary może uzyskać rozmaryn, to jestem zaskoczona, jak to się ludziom udaje. Oczywiście mówię o tych rozmarynach, które rosną w ogrodach. Ten rozmaryn, o którym Wam teraz piszę jest moim dzieckiem, wysianym wiosną i jedynym ocalałym, po wszelkich przejściach, które w tym roku spotkały moje zioła. 

rozmaryn w doniczce

Czemu listki rozmarynu się skręciły?

W tamtym roku rozmaryny, które siałam 2 razy, niestety nie przeżywały. Bardzo chciałam mieć rozmaryn w kuchni, dlatego jesienią tamtego roku, kupiłam ładny egzemplarz w markecie. Kupiłam go w tym momencie, kiedy miałam ziemiórki w domu, więc wiedziałam, że nawet jak przywlekę nowe ziemiórki, to nic się nie stanie. Przesadziłam ten rozmaryn do innej doniczki i sobie rósł przez zimę. Tylko byłam strasznie zaskoczona tym, jak wyglądał. Wszystkie pędy, które puścił zimą, rosły dosyć szybko i miały poskręcane igiełki. Takie słodkie loczki. Nie znalazłam ani jednego zdjęcia internecie i ani jednej informacji, dlaczego tak się zdarzyło. Obserwowałam ten rozmaryn cały czas i cieszyłam się z tego, że rośnie, chociaż wyglądał dziwnie, tak jakby „kręcił włosy” na wałki lub lokówką.

dziwne igły rozmarynu

Rósł tak, aż do wiosny. Niestety wiosną wszystkie pędy, które puścił w czasie zimy zaczęły brązowieć i usychać. Potem zaczął brązowieć cały rozmaryn i niestety musiałam było wyrzucić. Nie wiem, czy chodziło o to, że go przelałam, a on tego nie lubi, chociaż czasem to właśnie rozmaryn ma najbardziej sucho w doniczce. Są dni, że podlewam tylko rozmaryn, bo inne zioła nadal mają wilgotną ziemię, wtedy mówię mu, że pije jak smok. Czy może zbrązowiał, bo dobrały się do niego ziemiórki, bo straciłam go jeszcze przed problemami z pleśnią. Ja tłumaczę sobie to tak, że wszystkie te się pędy, które wypuścił zimą, rosły za szybko, tak jakby na dziko, a wiosną, gdy rozmaryn, już się obudził do życia, chciał się ich pozbyć.

Ciekawa jestem, czy spotkaliście się kiedyś z takim przypadkiem i co o tym myślicie. Dla mnie to była prawdziwa ciekawostka i dalej nie wiem, o co chodziło. Nie wiem też, czy mogłabym jeść taki rozmaryn. Smaku nie poznałam, ale pachniał pięknie, tak jak pachnie rozmaryn.

rozmaryn w doniczce choruje

Oregano i tymianek lubią ciepło i słońce

Do opisania zostały mi jeszcze oregano i tymianek. Oba te zioła, nie za bardzo nadają się do zimowej hodowli, ponieważ lubią ciepło i słońce. W sumie trochę nie rozumiem tymianku, bo z tego co widzę w internecie, wysiany do ogrodu, potrafi tworzyć piękne rozległe dywany. Przecież nikt ich nie zwija na zimę do domu i zmarznięty tymianek jakoś przeżywa. Mój hodowany w domu, zatrzymał się w rozwoju. Gdy pokazywałam Wam w listopadzie, zdjęcie gąsienicy na tymianku, to tymianek był tej samej wielkości co teraz. A zdjęcie, było robione, jeszcze wcześniej. Czyli zobaczcie sami, minęły prawie cztery miesiące, a on nie urósł nawet o centymetr. W dodatku, ma taki kolor, że czasami się zastanawiam, czy on jeszcze żyje. Na razie go trzymam i mam nadzieję, że tymianek odbije na wiosnę. Jeśli nie, to trudno, nie wygląda tak pięknie, żeby było mi szkoda.

Jeśli chodzi o oregano, to jest to moja pierwsza próba. Wcześniej nigdy go nie hodowałam, więc nie mam porównania. Moje oregano posiałam wczesnym latem z nasion. Dosyć długo nie wschodziło, nawet zastanawiałam się, czy w ogóle wzejdzie. W końcu zaczęło wschodzić, trochę urosło i też się zatrzymało. Tak jak wygląda teraz, wyglądało również trzy miesiące temu. Tu również liczę na to, że oregano, obudzi się na wiosnę.

tymianek w doniczce

Zimowy ogródek – ziołowe rozczarowanie

Muszę jeszcze dodać, że wszystkie moje doniczki z ziołami, stoją na parapetach z dostępem do światła, bo chyba do słońca, to za dużo powiedziane. Wyjątkiem są doniczki ze szczypiorkiem, które ponieważ szczypiorek dobrze rośnie, wiszą na kratce w kuchni, żeby były pod ręką. Na tej kratce miał wisieć, mój cały zimowy ogródek, a nie parę doniczek ze szczypiorkiem. Ważne jest również to, że specjalnie niektóre doniczki z ziołami stoją w chłodniejszych pomieszczeniach np. pietruszka woli takie warunki. Niektóre doniczki stoją na parapetach, pod którymi nie odkręcam grzejników, co też mogłoby mieć wpływ na wzrost moich ziół. Czyli, jak widzicie, nie wszystkie zioła rosną w jednakowych warunkach, a mimo to, moje zioła, zimą nie chcą rosnąć.

Ten wpis tak bardzo pokazuje, dlaczego kategoria, w której się znajduje, nazywa się Ziołowe Rozczarowanie. Długo zastanawiałam się, czy w ogóle pisać na ten temat, bo może naprawdę to tylko moja wina, że zimowy ogródek się nie udaje. Ale uznałam, że napiszę, może poznam Wasze zdanie, może macie podobnie. A może wiecie, jak prawidłowo założyć zimowy ogródek? Ja w każdym razie, cały czas się uczę, żeby uzyskać piękne zioła w doniczkach i nie chodzi tylko o te hodowane zimą. Próbując założyć przyszłoroczny zimowy ogródek, wykorzystam wszystkie sposoby jakie do tej pory poznałam. Jeśli mi się nie uda, to się z tym pogodzę, bo do trzech razy sztuka. Zimą będę hodowała tylko te zioła, które chcą jakoś rosnąć, gdy mróz za oknem, a słońce można tylko powspominać.

Ana

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *