zwiędła pietruszka natka w doniczce
Ziołowe rozczarowanie

Pietruszka w doniczce – tak trudno mi ją wyhodować

Moja natka pietruszki w doniczce

Pietruszka w doniczce, a dokładniej natka pietruszki, to kolejne zioło, które spędza mi sen z powiek. Czytałam różne porady na temat hodowli natki w doniczce. Jedni pisali, że to łatwe – inni, że pietruszka w doniczce jest trudna w uprawie. Myślę, że to zależało od tego, w jaki sposób chciałabym uzyskać natkę pietruszki. Szczerze mówiąc jest mi wszystko jedno, ważne, żeby ładnie i zdrowo rosła.

Bardzo lubię natkę pietruszki i chciałabym mieć ją zawsze pod ręką, bez względu na porę roku. Z bólem serca patrzę zimą na piękne pęczki natki pietruszki w marketach. Często korci mnie, żeby kupić taki pęczek. Ale łapię się na tym, że chyba jestem zbyt dumna. Wolę wrócić do domu i skubnąć jeden malutki listek, którym raczyła obdarzyć mnie pietruszka w doniczce. Ale wiem, że jest mój. To moja pietruszka. I to ja ją wyhodowałam.

Pietruszka w doniczce, wyhodowana z nasion

Moją pierwszą próbę, z pozyskaniem natki pietruszki w doniczce, postanowiłam zacząć od jej wysiania. Kupiłam nasiona ulubionej pietruszki naciowej o gładkich liściach, nie lubię i nie podoba mi się pietruszka odmiany kędzierzawej. Wcześniej czytałam, że pietruszka w doniczce wysiana z nasion długo wschodzi, ale jestem cierpliwa i wiedziałam, że mogę poczekać, byleby osiągnąć cel. 

Zioła w doniczkach, próbuję hodować już prawie dwa lata. Zawsze, w przynajmniej jednej doniczce “rośnie” (za dużo powiedziane) pietruszka. Z samych nasion, próbuję wysiewać pietruszkę jakieś trzy razy w roku. Niestety mam wrażenie, że pietruszka nie lubi mnie tak bardzo, jak ja jej i nie chce rosnąć. Zawsze wyrastała, ale prawie wcale jej nie jadłam, nigdy nie była taka jakiej oczekiwałam. Nazwałabym ją raczej ozdobną niż jadalną. Za każdym razem, była bardzo drobna i miała cienkie łodyżki. Nie wiem, może się czepiam i pietruszka w doniczce ma tak wyglądać. Bałam się ją podskubywać, żeby jej nie zaszkodzić. Myślałam, że to wina nasion, więc kupowałam nowe, ale wszystkie rosły podobnie. 

Pietruszka wysiana z nasion usycha

Podczas dwóch pierwszych prób, miałam problemy ze szkodnikami i pleśnią w doniczce, o czym już pisałam, więc myślałam, że to może być przyczyna. Oczywiście najbardziej winiłam ziemiórki, które ciągle do mnie wracają. Ale ostatnie podejście otworzyło mi oczy. Po prostu bardziej zaczęłam obserwować moją hodowlę pietruszki. Zauważyłam, że pietruszka w doniczce zawsze rośnie do pewnego momentu. Dziwne, jest również to, że nie ważne czy posieję ją rzadko, czy gęsto, ona przemieszcza się jakby na środek doniczki, a na brzegach nic nie rośnie. I za każdym razem około 2-3 miesiące od wysiania, zaczynają się problemy. 

Wtedy, kiedy ja czekam na jej wzmocnienie, żeby móc jej bardziej używać (wcześniej podskubuję delikatnie), ona zaczyna umierać. Najpierw pojawiają się białe kreseczki na listkach. Potem doniczka robi się bardzo lekka, jakby ziemia była sucha lub wręcz wcale jej nie było. Przy podlewaniu woda po prostu przelatuje na podstawkę i tam zostaje. Mam wtedy wrażenie, że pietruszka w ogóle nie pije. Potem natka pietruszki żółknie lub brązowieje, aż w końcu usycha cała pietruszka. A ja nawet nie skubnęłam nic, choćby do ususzenia. Pietruszka jest rośliną dwuletnią, a u mnie zamiera we wczesnej młodości.

ziemiórka na pietruszce

Białe kreseczki na natce pietruszki

Białe kreseczki na natce pietruszki, pojawiają się bardzo często. A ja naprawdę nie wiem co to jest i dlaczego się pojawia. Nie znalazłam żadnych informacji, dlaczego tak się dzieje. Odrzuciłam już przyczynę, że chodzi o gatunek pietruszki. Nie winię za to żadnego producenta nasion, bo nie ważne jaka pietruszka rośnie w moich doniczkach i tak pojawią się białe kreseczki na jej natce. Najpierw uważałam, że to nawet uroczo wygląda. Ale nie wiem, czy to nie jest jakaś choroba. Nie wiem, czy taką natkę pietruszki powinnam jeść.

Najbardziej jednak, martwi mnie to, że nie wiem, jak temu zapobiec. Staram się, żeby moja pietruszka rosła w dobrych warunkach, ale eksperymentuję. Stawiam ją w różnych miejscach, z różnym poziomem nasłonecznienia. Próbuję różnych sposobów podlewania. Czasem podlewam do podstawek, a czasem bezpośrednio. Bywa, że zraszam natkę pietruszki, a bywa, że staram się jej nie moczyć. Mimo wszystko, pietruszka prawie zawsze zachowuje się podobnie i w podobnym czasie usycha. A moje serce krwawi.

białe kreseczki na natce pietruszki

Natka pietruszki z zero waste

Ponieważ moja pietruszka w doniczce, wysiewana z nasion, nie chciała rosnąć i wszystkie próby kończyły się niepowodzeniem, postanowiłam spróbować inaczej. Wybrałam najpopularniejszy i “najłatwiejszy” sposób polecany w internecie. Pozyskiwanie natki pietruszki z korzenia pietruszki. 

Porady na ten temat były różne. Jedni polecali obciąć 2-3 cm grubszej końcówki pietruszki, inni trochę więcej, a jeszcze inni radzili wykorzystać cały korzeń pietruszki. Jednak najczęściej chodziło o nie marnowanie i wykorzystanie tylko krótkiej końcówki, której i tak często nie jemy. Czyli modne ostatnio zero waste. Ważne jednak było, żeby pietruszka była zdrowa, świeża i dosyć gruba. Im grubsza miała być pietruszka, tym więcej miała dać świeżej natki. O, tak!

Kolejne różnice polegały na tym, jak tak ucięta pietruszka ma być posadzona. Jedni radzili na kilka dni położyć ją na podstawce z wodą, żeby się ukorzeniła. A inni, twierdzili, że obcięta pietruszka powinna być od razu wsadzona do ziemi. Ale zawsze, chodziło o to, żeby pietruszka, nie była wsadzona za głęboko, miała lekko wystawać nad ziemię. 

pietruszka korzenie na natkę

Pietruszka z zalążkami natki

Jak widzicie, wersje były różne, więc i ja różnie próbowałam uzyskać natkę pietruszki z korzenia. Pamiętam, że podczas moich pierwszych prób, wykorzystywałam około 3-4 cm górnej części pietruszki. Byłam bardzo podekscytowana i pewna, że się uda, bo to taki „prosty sposób”. Jednak, trochę broniłam się przed tym sposobem na natkę pietruszki, bo wydawał mi się za łatwy i nie do końca uważałam, że jest to hodowla pietruszki w doniczce. Przecież pietruszka, którą wykorzystywałam, była już wyhodowana przez kogoś innego, a ja tylko próbowałam uzyskać coś z resztek.

Pamiętam, że wtedy pietruszka była magazynowana w mojej lodówce w ilościach przekraczających potrzeby. Ponieważ chciałam, żeby pietruszka ładnie wyglądała w doniczce, potrzebowałam około 5 sztuk na doniczkę. Bardzo lubię i natkę i korzeń pietruszki, ale bez przesady. Zwłaszcza, że wybierałam grube i duże pietruszki do mojej hodowli. A jak już zobaczyłam w sklepie, że pietruszka puszcza natkę w skrzynce, to nie mogłam się powstrzymać i kupowałam więcej. Przecież moja ukochana natka, nie może się zmarnować. Pietruszka, która miała chociaż zalążki listków w sklepie, zapewniała większe powodzenie w uzyskaniu natki. To była kolejna z rad. Dlatego kupowałam i biegłam do domu.

Potem zanim włożyłam korzenie pietruszki do lodówki, odcinałam odpowiednią końcówkę. Intuicyjnie czułam, że powinnam kłaść je na podstawce z wodą, żeby się ukorzeniły. Ale zdarzało się, że zmiękły, zbrązowiały i zaczynały gnić, a korzenie się nie pojawiały. Więc przestałam czekać na “korzenie z korzenia?” (trochę to dziwne) i wsadzałam końcówkę pietruszki do ziemi już po 1-2 dniach. W kolejnych próbach obcięta pietruszka lądowała od razu w ziemi. 

pietruszka w doniczce zero waste

Kolejne ziołowe rozczarowanie

A co z tego wychodziło? Kolejne ziołowe rozczarowanie. Wsadzałam do doniczki 5 sztuk, z czego 3 w miarę ładnie rosły, jedna się zastanawiała, a jedna gniła lub usychała. Co wtedy robiłam? Dokupywałam chociaż jedną pietruszkę, żeby zapełnić lukę w doniczce, a reszta korzenia, do magazynu w lodówce. Natka pozyskiwana w ten sposób, raczej nie była dorodna. Rzadko zdarzało się, żeby miała długie i grube listki. Dziwne, było też to, że z korzeni pietruszki, wybieranych z jednej skrzynki w sklepie, rosła różnie wyglądająca natka. Jedne listki były krótkie, jakby karłowate, przypominające odmianę kędzierzawą. A inne długie i smukłe, takie jakie lubię najbardziej. 

Przeważnie, te karłowate zamierały wcześniej, mniej więcej gdy natka osiągała wysokość 5-7 cm. Listki zaczynały się zwijać i więdnąć. Czasem kilka łodyżek, jeszcze walczyło, a reszta już się ze mną żegnała. Pietruszka, której część była w ziemi, robiła się sucha i pusta. Nie wiedziałam, co się dzieje, bo prędzej czy później traciłam wszystkie tak hodowane korzenie pietruszki. 

natka hodowana w doniczce

Skoczogonki żywią się resztkami roślin

Pewnego dnia odkryłam, że pod korzeniem pietruszki i wokół niego jest pełno małych robaczków. Tak poznałam skoczogonki. To bardzo maleńkie, białe robaczki, które żyją w ziemi i żywią się jej materią i resztkami roślin. Nawet mnie to rozbawiło, bo moje końcówki korzenia pietruszki, to przecież resztki, więc nie powinnam mieć pretensji, że je zjadły. Myślały może, że je dokarmiam. 

To tyle żartów, bo naprawdę się przeraziłam, jak zobaczyłam skoczogonki w moich doniczkach. Trochę o nich poczytałam i okazało się, że bardzo lubią mieszkać w ziemi z dodatkiem kompostu. Wtedy taką kupiłam, do moich doniczek, o czym pisałam w “Robaki w doniczkach – czy kupiłam je z ziemią?”. Jak na razie nie znam sposobu, żeby pozbyć się skoczogonków z doniczek, jak już się tam pojawią. Dlatego każdą nowo kupioną ziemię, przed posianiem ziół, wyparzam w piekarniku, żeby zabić to co tam żyje.

natka pietruszki w doniczce

Sposoby na skoczogonki w doniczce

Kiedy skoczogonki już się pojawią w doniczkach, to trudno się ich pozbyć. Polecane zanurzanie rośliny z doniczką, w celu utopienia skoczogonków, do mnie nie przemawia, bo przeleję też roślinę. Jak mam nadmiar wody wycisnąć z ziemi doniczkowej? Zaprzestanie podlewania rośliny, żeby skoczogonki zginęły też dla mnie nie ma sensu. Pewnie razem ze skoczogonkami zginęłaby przesuszona roślina. W dodatku oba sposoby dotyczą zabicia dorosłych skoczogonków, a jaja tych szkodników by to przetrwały. 

Jaja niektórych robaków, potrafią przetrwać w ziemi bardzo długo, nawet w niedogodnych warunkach. Dlatego, gdy warunki w ziemi doniczkowej, doszłyby do normy, znowu pojawiłyby się skoczogonki, znowu toczyłby się cały proces i znowu zostałyby jaja. Skoro na razie nie znam skutecznego sposobu na skoczogonki, to gdy się pojawiają wywalam je z całą zawartością doniczki, żeby się nie rozprzestrzeniały na inne. Czasem, kiedy w doniczce rośnie ważna dla mnie roślina, próbuję jeszcze o nią walczyć, ale z reguły roślina i ja przegrywamy.

skoczogonki w ziemi doniczkowej

Czemu tylko mi się nie udaje?

Skoro już wiedziałam dlaczego moja pietruszka w doniczce nie rośnie, znowu z zapałem i nadzieją podchodziłam do kolejnych prób. Procedura taka sama jak wcześniej, czasem korzeń kładłam do wody, czasem od razu do ziemi. Niestety mimo iż, nie miałam już w doniczkach żadnych robaków, pietruszka z czasem zamierała. Korzeń pietruszki robił się suchy i pusty, jakby gnił w środku.

Próbowałam nawet poświęcać dłuższe części korzenia pietruszki i wkładać tak długie, jakie tylko były w stanie zmieścić się w moich doniczkach. Nic to nie dało, większe korzenie też po prostu gniły i natka więdła. Nie wiem dlaczego tak się działo. Przecież miało być tak łatwo i wszystkim się udaje. Ja jak na razie dałam sobie spokój z takim sposobem na natkę pietruszki. Dopóki, nie dowiem się co robię źle, nie będę marnowała korzeni pietruszki. Wolę je zjeść, bo w moim przypadku, to nie było wykorzystywanie resztek, tylko marnowanie grubszej całości. 

zgniła pietruszka po zero waste

Pietruszka puszcza natkę

Najlepsze jest to, że mam dowody na to, że taki sposób na natkę pietruszki się sprawdza. W moim domu mój Tata, z którym mieszkamy, też tak hoduje natkę. Gdy próbowałam podejrzeć i podpytać jak to robi. Powiedział, że normalnie. Kupił korzenie pietruszki, wsadził do zwykłej ziemi z ogrodu, w dodatku wykorzystywanej już w doniczce wcześniej. Doniczka stara i brudna, ziemia nie parzona, więc może z robakami. Trzyma ją długo na dworze, bo pietruszka lubi zimno, jak przychodzą pierwsze mrozy, doniczkę wstawia do piwnicy, bo zimniej niż w domu. Podlewa jak sobie przypomni.

A natka pietruszki rośnie jak szalona całą zimę. Ciągle ją poskubuję, więc nie hoduję własnej. Czy ja za bardzo się staram? Czy naprawdę nigdy niczego nie wyhoduję? Nauczona przykładem Taty, swoje doniczki z pietruszką też trzymałam w zimnym pomieszczeniu, niestety nic to nie dało. Czuję się z tym fatalnie. Pocieszam się, że razem z córką, coś tak poskubałyśmy, ale przeważnie natka nie wygląda tak, jakbym chciała.

Pietruszka woli rosnąć w chłodzie

Przekonałam się, że pietruszka lubi zimno, już ubiegłej zimy. Późnym latem, postanowiłam wysiać pół paczki nasion pietruszki, które mi zostały. Ponieważ nie chciałam już, żeby pietruszka z nasion rosła w doniczkach w domu, bo tam miały być pietruszki z korzenia, nasiona postanowiłam wysiać do dużej doniczki stojącej na stałe na dworze. Akurat była pusta, to znaczy, nic w niej nie rosło, ale miała całkiem dobrą ziemię z ogrodu. Szczerze mówiąc, nie wierzyłam, że coś z tego będzie. Bardziej chodziło o to, że nie chciałam tak po prostu wyrzucać tych nasion i uznałam, że dam im szansę.

Jak mam być szczera, to prawie wcale nie interesowałam się tym, czy pietruszka w ogóle wzeszła. Po jakiś trzech miesiącach, przypadkiem odkryłam, że pietruszka pięknie rośnie, ma duże zielone liście, a była już późna jesień. Ja o nią wcale nie dbałam, nie podlewałam, liczyłam na deszcz. Okazało się, że mój Tata ją podlewał, podlewając małe sadzonki iglaków w doniczkach stojące obok. Gdy przyszły chłodniejsze dni, przykrył pietruszkę częściowo szybą, żeby ochronić ją przed zimnem.

Pietruszka przeżyła zimę i pięknie rosła jeszcze do końca lata. Jesienią mniejsze pietruszki, z tej doniczki przesadziłam do doniczek w domu. Niestety, w niczym nie przypominają tej z dworu i bardzo słabo rosną. Nie wiem, czy chodzi o to, że o tamtą dbał mój Tata i dlatego ładnie rosła, a te pod moją opieką tylko wegetują? Kiedy zabrałam z doniczki na dworze, ubiegłoroczną pietruszkę, posiadam tam nową z nasion, jak rok temu. Również tym razem, mało się nią opiekuję, ale nie rośnie tak okazałe jak w tamtym roku. Liczę jednak na to, że da mi całkiem fajne, zdrowe siewki, które przesadzę do doniczek w domu. Na razie wygląda na to, że mogę mieć taką nadzieję.

młode siewki pietruszki naciowej

Nie wiem, co mi z tego wyjdzie, bo tak naprawdę nadal nie wiem, jak powinnam wyhodować pietruszkę w doniczce i nadal będę się uczyć. Niedługo wiosna i na nowo zacznę przygodę z ziołami w doniczkach. Sama jestem ciekawa, jak mi pójdzie w tym roku. Dużo się nauczyłam w poprzednich latach i pewnie jeszcze dużo się nauczę. Kiedy wreszcie uda mi się wyhodować natkę pietruszki w doniczce, na pewno się nią pochwalę, a dopiero potem ją zjem. Trzymajcie kciuki.

Ana

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *