ziemiórki na kwiatku
Ziołowe rozczarowanie

Ziemiórki, a więc wojna! Sposoby ekologiczne i biologiczne

Ziemiórki, a więc wojna!

Postanowiłam jednak walczyć z ziemiórkami, bo w doniczkach w kuchni, chciałam mieć zioła, a nie ziemiórki. Przeczytałam naprawdę dużo porad. Jedne bardziej przypadły mi do gustu, inne mniej. Dużo pozytywnych opinii czytałam o nemycelu, to rodzaj nicieni, czyli środek biologiczny. Nie byłam do tego przekonana, bo wtedy miałabym dwa rodzaje robaków w doniczkach. Nie podobał mi się też pomysł z wywarem z petów, czy z czosnku. Ale znalazłam kilka ciekawych, ekologicznych metod, które postanowiłam wypróbować. 

Ekologiczne, ale czy skuteczne?

Opiszę wszystkie ekologiczne metody walki z ziemiórkami, jakie stosowałam. Muszę tylko coś wyjaśnić. Gdy czytałam o tych sposobach, były to naprawdę ciekawie i profesjonalnie opisane porady, na różnych stronach w internecie. Dużo osób pisało, że u nich się sprawdziły, ale na forach czy w komentarzach, niektórzy pisali, że te metody nie do końca były dobre, a to znaczy, że nie były w 100% skuteczne. Ale i tak postanowiłam spróbować.

U mnie pomagały raczej słabo, ale pamiętajcie, że żaden ze mnie ogrodnik. Jeśli chodzi o hodowlę ziół w doniczkach, to nic mi nie wychodzi. Może ja źle stosowałam te metody, może w złych proporcjach, może nie to co trzeba. Po prostu miejcie to na uwadze, ja nie krytykuję tych metod, wierzę, że mogą być skuteczne.

ziemiórki czarne muszki

Żółte lepy na ziemiórki 

Najpierw wybrałam żółte lepy na owady doniczkowe. Chodzi w nich o to, że owady a dokładniej ziemiórki, mają przyklejać się do lepów, wabione ich żółtym kolorem. Wydały mi się najłatwiejsze w użyciu i najmniej ingerujące w życie ziół. Niestety myliłam się.

Oryginalne lepy są dość duże, więc postanowiłam pociąć je na mniejsze i powtykać częściej. Niektóre z nich wbijałam bezpośrednio w ziemię, inne mocowałam na załączonych patyczkach. Niestety lepy spadały z tych patyczków, myślę, że same z siebie. Może wpływ na to miał też ciężar lepów, może słońce za oknem, które rozpuszczało klej. Zresztą te wbite w ziemię, też same potrafiły się przewrócić. W efekcie, do lepów przyklejały się moje i tak wątłe roślinki. Bywało, że np. bazylia miała dopiero 6 listków, z czego na trzy spadł lep. Próbowałam odklejać lepy od listków, ale było to niemożliwe. Z reguły traciłam całą małą roślinkę. U mnie najbardziej ucierpiały bazylia i koperek. 

Na jakimś forum przeczytałam, że najlepiej kłaść lepy bezpośrednio na ziemi, bo młode muszki z niej wychodzące, od razu się przykleją. Myślę, że ten sposób oraz ogólnie lepy sprawdziłyby się przy roślinach, które przy ziemi nie mają wcale liści, tylko gołą łodyżkę. Ja chyba więcej straciłam ziół przez te lepy niż przez ziemiórki. Do tego dochodzi też wygląd estetyczny z poprzyklejanymi do lepów muszkami i innymi “fruwaczami”. 

żółte lepy na ziemiórki

Woda utleniona na ziemiórki

Kolejnym sposobem na ziemiórki, który mnie zainteresował, było podlewanie ziół roztworem wody utlenionej. Na początku mnie to zaskoczyło, ale postanowiłam bardziej zainteresować się tematem. Okazało się, że nadtlenek wodoru (H202) znajduje się naturalnie w deszczówce i ma zbawienny wpływ na rozwój roślin. Wiadomo, że wszystko co rośnie samo, radzi sobie bez nawozów i innych ulepszaczy, często energię do życia czerpie głównie z deszczu. Dlatego woda utleniona jest wykorzystywana do podlewania roślin, wzmacnia ich korzenie i przyspiesza wzrost całej rośliny. Dodatkowo ma działanie owadobójcze i grzybobójcze. Skutecznie zabija ziemiórki.

Zaleca się podlewanie roślin zaatakowanych przez ziemiórki roztworem odstanej, najlepiej przegotowanej wody kranowej z 3% wodą utlenioną. Jeśli chodzi o proporcje, spotkałam się z bardzo różnymi. Stężenie duże 1 porcja wody utlenionej, na 4 porcje wody zwykłej. Stężenie bardzo małe, pół łyżeczki wody utlenionej na litr wody zwykłej. Ponieważ zależało mi na zabiciu ziemiórek, byłam bliższa stężeniu większemu. Stosowałam naprzemiennie stężenie 1-6 lub 1-10. Co do częstotliwości podlewania, to też opinie były różne, jedni pisali, żeby podlewać raz na tydzień, inni raz na trzy tygodnie. Postanowiłam podlewać raz na tydzień, bo po trzech miałabym nowe pokolenie ziemiórek.

Czy ta metoda coś dała? Tak, zioła ewidentnie miały się lepiej, już na drugi dzień widziałam poprawę. Dlatego nadal raz na miesiąc stosuję podlewanie ziół wodą utlenioną, tak profilaktycznie. A ziemiórki? Tak zdecydowanie było ich mniej, uważam, że ta metoda, była bardzo dobra. Trupki larw widziałam potem na podstawkach. Minusem tej metody było zbyt rzadkie podlewanie i wylęgały się nowe ziemiórki. Może gdybym była bardziej cierpliwa, tym sposobem wytępiłabym to tałatajstwo, ale poddałam się po miesiącu.

woda utleniona na ziemiórki

Napar z rumianku na ziemiórki

Znalazłam też informację, że na ziemiórki dobry jest napar z rumianku. Pomysł bardzo mi się spodobał. Około 8-9 torebek herbaty rumiankowej zalać pół litra wrzącej wody i przykryć, żeby się zaparzyła. Może tak stać nawet ok 10 godzin, potem odcisnąć torebki i naparem podlewać rośliny. Zabieg powtarzać 2-3 razy co 10-14 dni. Na pewno dużym plusem, był piękny zapach tego naparu. Zioła też jakby odżyły. Napar z rumianku traktuję jak inne napary, czy wyciągi ziołowe, jako ekologiczne nawozy do ziół. Jeśli chodzi o ziemiórki, działanie jak przy wodzie utlenionej, może trochę słabsze. I tutaj też minusem było zbyt rzadkie podlewanie.

Wrotycz, skrzyp i pokrzywa na ziemiórki

Na jednym z blogów przeczytałam, że na ziemiórki można stosować napar z trzech składników: wrotycza pospolitego, skrzypu polnego i pokrzywy. Należy 20 gram tego suszu zalać 1 litrem wrzątku. Po wystygnięciu, rozcieńczyć w stosunku 1:1 i spryskiwać rośliny. Ja nie robiłam typowego oprysku, tylko podlewałam ziemię. Czasami robiłam to ze spryskiwacza, bo miałam wrażenie, że dokładniej opryskuję całą ziemię w doniczce. Nie wiedziałam dokładnie jak często stosować ten napar, więc podlewałam nim średnio raz na tydzień. Działanie podobne jak przy rumianku i ten napar też później stosowałam jako nawóz. 

wrotycz ziele

Podlewanie tymi trzema metodami, stosowałam naprzemiennie przez około 2 miesiące. Chciałam w ten sposób zapełnić te luki w możliwościach podlewania danym preparatem. Ziemiórki nadal były, może mniej liczne, ale jednak, zresztą szybko się rozmnażały. A moje zioła, chyba były tym bardzo zmęczone. Myślę, że może nawet zaszkodziłam im tak częstymi dawkami tych nawozów. Praktycznie podlewałam je którymś z nich, średnio co 5-6 dni.

Piasek – blokada dla ziemiórek

Załamana brakiem efektów, szukałam kolejnych metod walki z ziemiórkami. I tak trafiłam na informację o piasku, najlepiej rzecznym. Chodziło o to, żeby wierzch doniczki posypać cienką warstwą piasku. Miało to utrudnić dorosłym muszkom złożenie jaj w mokrej ziemi. Natomiast młodym muszkom, trudniej byłoby się wydostać na powierzchnię ziemi.

Na początku wydało mi się to genialne. Ale po paru dniach zauważyłam, że moje zioła się jakby duszą. Woda, którą podlewałam roślinki, też nie chciała wsiąkać, piasek ją skutecznie hamował. A skoro hamował wodę, to hamował też powietrze, którego potrzebują korzenie. Nie zdążyłam zauważyć, czy przez ten tydzień ubyło ziemiórek, bo ściągnęłam piasek. Było to bardzo trudne, zwłaszcza w gęściejszych ziołach, ale zdjęłam ile się dało. Resztę zmieszałam z ziemią. I tak upadł kolejny sposób.

piasek w doniczce

Przesuszenie ziemi w doniczkach

Bardzo się broniłam przed kolejnym sposobem. Tym razem chodziło o przesuszenie ziemi w doniczkach. Ziemiórki do rozwoju potrzebują mokrej ziemi, wtedy karmią się jej materią. Gdy ziemię się przesuszy, dobierają się do korzeni roślin. Więc przesuszenie ziemi, nie jest wskazane.

Ale jest też dużo opinii, że należy przesuszyć ziemię, żeby dorosłe muszki, nie mogły złożyć kolejnych jaj, bo do tego też potrzebują mokrej ziemi. Trochę tego nie rozumiem, bo przesuszyć ziemię mogę co najwyżej przez 4-5 dni, a dorosła ziemiórka żyje około 7 dni, więc zdąży złożyć jaja.

W każdym razie zdesperowana wcześniejszymi próbami, postanowiłam przez parę dni nie podlewać moich ziół. Na ziemiórki nie pomogło, a zioła nie zniosły tego najlepiej. Koperek (mój najpiękniejszy jaki do tej pory miałam) padł całkowicie i bezpowrotnie już trzeciego dnia. Posypała się też bazylia i pietruszka. 

młody koperek

Czas na broń biologiczną

Byłam już zmęczona i załamana tą walką, która trwała już ponad trzy miesiące. Nie mogłam myśleć o niczym innym, wszędzie widziałam ziemiórki, miałam na ich punkcie małą obsesję. Dlatego uznałam, że wyczerpałam już wszystkie metody ekologiczne. Wiem, że są jeszcze inne np. wyciąg z petów czy czosnku ale ja już miałam dosyć. Przyszedł czas na broń biologiczną – nemycel.

Nemycel na ziemiórki

Nemycel, to nicienie, które skutecznie niszczą ziemiórki, wolę nie wiedzieć jak to robią, chociaż trochę i tak wiem. Broniłam się przed nimi, bo to jednak kolejne robaki w doniczce. Ale dużo dobrego o nich czytałam, przekonało mnie zwłaszcza to, że często są używane w hodowli pieczarek, gdzie ziemiórki są prawdziwą plagą. Czytałam też, że są bardzo bezpieczne dla ziół i ludzi oraz, że same zginą gdy już nie będzie ziemiórek.

Nareszcie pozbyłam się ziemiórek

Kupiłam i zastosowałam nemycel. Byłam pełna obaw, ale nie znalazłam żadnej informacji, że u kogoś  nie pomógł, wszyscy bardzo chwalili. Podlewanie według instrukcji rozłożyłam na trzy dawki w odstępie tygodnia. Po 10 dniach prawie wcale nie było ziemiórek. Potem widziałam pojedyncze sztuki co 5-6 dni.

Zdziwiłam się, gdy po trzech tygodniach zobaczyłam jedną muszkę, a potem po kolejnych dwóch drugą. Nie wiem skąd się wzięły te niedobitki, ale cieszyłam się, że się nie spotkały, bo może zostałyby parą. Ostatnią muszkę widziałam po prawie dwóch miesiącach….UFF! Nareszcie…

ziemiórki para muszek

Nie piszę o nemycelu dla reklamy, ale naprawdę polecam go z czystym sercem. Teraz wiem, że gdy tylko będę miała ziemiórki, od razu kupię nemycel. Wojna, którą stoczyłam z ziemiórkami i sposoby walki z nimi, nie były warte moich nerwów i zdrowia, że o ziołach w doniczkach nie wspomnę.

Nieświadomie rozmnożyłam ziemiórki

A właśnie, co z moimi ziołami. W międzyczasie, gdy jeszcze nie wiedziałam, że mam ziemiórki, posiałam nowe zioła, bo wcześniejsze padły. Zostało mi tylko parę doniczek. Niestety teraz wiem, że powinnam wyrzucić wszystkie zioła, albo chociaż odizolować pozostałe doniczki. W dodatku, siejąc zioła na nowo wykorzystałam też część ziemi z poprzednich doniczek (zapewne z ziemiórkami). I dlatego tak mi się to rozpleniło. Zrobiłam tak w przekonaniu, że przyczyną klęski moich ziół w doniczkach, były złe nasiona lub niewłaściwe ich podlewanie. Brałam też pod uwagę jakąś chorobę ziół, a teraz już wiem, że wszystkiemu winne mogły być ziemiórki.

Te doświadczenia dużo mnie nauczyły

Walkę z ziemiórkami skończyłam w połowie grudnia, zioła były wymęczone, podobnie jak ja. Myślę, że podanie nemycelu nie miało dla nich większego znaczenia. Po prostu zimą też, zioła gorzej rosły, zaczęły bardzo marnieć. Miałam też z nimi inne problemy, o których jeszcze napiszę. Teraz w połowie kwietnia mam trzy marne doniczki, a nich miętę, tymianek i rozmaryn. W sumie, wyszło na to, że mogłam od razu wyrzucić wszystko razem z ziemiórkami, ale wtedy gdy zaczynałam tą wojnę, jeszcze miałam o co walczyć. Od stycznia praktycznie czekam, żeby zacząć wszystko dosłownie od początku. Ten rok dużo mnie nauczył, odizoluję doniczki, które mam i zacznę hodować zioła na nowo. Mam nadzieję, że tym razem pójdzie mi lepiej.

Ana

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *