wysiew ziół w nowym sezonie
Ziołowe rozczarowanie

Wysiew ziół do doniczek – nowy sezon czas zacząć!

Wysiew ziół –  czas zacząć!

Specjalnie krzyknęłam w tytule, bo przez paskudną pogodę, nie czuję wiosny i nie mam sił do działania. Z tego też powodu, strasznie odwlekałam mój tegoroczny wysiew ziół do doniczek. Wiem, że nie jest jeszcze jakoś strasznie późno i moje zioła w doniczkach będą rosły w domu, więc co mnie obchodzi pogoda na dworze. Jednak aura za oknem, nie jest motywująca, a mamy już końcówkę kwietnia. 

W każdym razie, w końcu się ogarnęłam i zabrałam za wysiew ziół do doniczek. Jak wspominałam, zioła te będą rosły w domu. Najpierw na parapetach w pokoju, od strony południowej i zachodniej. Potem mam zamiar przenieść je do kuchni, gdzie niestety będą miały mniej naturalnego światła. Co niekorzystnego jeszcze spotka moje zioła w doniczkach w tym roku, to się dopiero okaże. Jestem jednak pewna, że coś się przyplącze, bo to mój wysiew ziół i moja ich hodowla, a mi ciągle coś przeszkadza.

Wspomnę tylko jeszcze, że na razie wzięłam się za domowy wysiew ziół do doniczek, ale czeka mnie jeszcze, balkonowy wysiew ziół. Chcę to zrobić, bo zostało mi trochę nasion z ubiegłego sezonu i nie jestem pewna, czy się jeszcze nadają, więc wysieję je na balkonie, najwyżej nie wzejdą. Mam też parę ziołowych niedobitków z zimowej hodowli ziół i spróbuję je przesadzić do doniczek balkonowych, ale to dopiero przede mną. Dzięki temu zwolni mi się kilka doniczek, więc za jakiś czas czeka mnie kolejny wysiew ziół. Może to i dobrze, że będę miała zioła w różnym wieku.

wysiew ziół do doniczek

Prażenie ziemi przed wysiewem ziół

Ostatnio opisywałam jak prażyłam ziemię przygotowując ją pod wysiew ziół. Jeśli chcecie więcej informacji na ten temat, to zapraszam do “Prażenie ziemi doniczkowej, czyli jak pozbyć się szkodników”. W skrócie przypomnę tylko, że w ziemi i to nawet w tej od dobrego producenta, mogą znajdować się różne patogeny, zarodki pleśni i grzybów oraz nasiona chwastów. Ja jednak najbardziej obawiam się żyjących w niej szkodników, ich larw oraz jaj. Niestety niektóre szkodniki i ich jaja są bardzo odporne i mogą długo czekać na dogodne warunki, żeby zacząć się rozwijać.

Ponieważ miałam już do czynienia z różnymi szkodnikami i jestem pewna, że niektóre kupiłam razem z ziemią doniczkową, to wolę się zabezpieczyć, prażąc ziemię przed wysiewem ziół. Wspomnę jeszcze, że nigdy nie używam tej samej ziemi, w której wcześniej rosły już jakieś rośliny. Zawsze kupuję nową i odpowiednio ją przygotowuję. Po moich wcześniejszych doświadczeniach, kupuję najtańszą ziemię uniwersalną, więc dużo mnie to nie kosztuje.

Wysiew ziół – przygotowanie podłoża

Ponieważ prażenie ziemi doniczkowej, pozbawia ją nie tylko tego co złe, ale również może ją wyjałowić, taką ziemię należy odpowiednio przygotować. Ziemia po prażeniu w piekarniku, powinna swoje odstać, zakłada się, że około dwóch tygodni. Ale moja już dawno jest gotowa na wysiew ziół, bo czeka około miesiąca. Tak długo nie mogłam się zebrać. W międzyczasie, ziemię parę razy przemieszałam i polałam naturalnym nawozem do ziół, żeby dostarczyć jej niezbędnych składników: azotu, fosforu i potasu. Razem z ziemią doniczkową prażyłam też grubszy piasek, który akurat miałam oraz nowo zakupiony keramzyt. One też swoje odstały, chociaż w tym przypadku nie jest to chyba konieczne. Po prostu też musiały poczekać, aż mnie weźmie chęć na tegoroczny wysiew ziół.

Kiedy nadszedł już ten ważny moment, do ziemi doniczkowej, którą miałam wsypaną do dużej miski i tam leżakowała, dosypałam wspomnianego piasku. Trudno mi powiedzieć w jakiej proporcji dodaję piasek, wiem jednak, że mała blaszka piasku starcza mi na około 7-8 większych blaszek ziemi. Zauważyłam też, że proporcje zależą od grubości ziarenek piasku. Tym razem miałam piasek grubszy, kupiony do remontów, najczęściej używam piasku rzecznego i wtedy dodaję go więcej. Domieszka piasku rozluźnia ziemię, która nie będzie nadmiernie zatrzymywała wody w doniczce. Rozluźnienie ziemi piaskiem, zapobiega też powstawaniu pleśni w doniczkach i daje więcej oddechu korzonkom. Tak przygotowaną ziemię, jeszcze raz polałam rozcieńczonym nawozem naturalnym i dobrze wymieszałam. Polanie ziemi nawozem w tym momencie, sprawiło, że ziemia nie była taka sucha, co ułatwiło wysiew ziół. W ten sposób, moje podłoże było gotowe.

przygotowanie podłoża do doniczek z ziołami

Wysiew ziół – przygotowanie doniczek

Kiedy zaczynałam moją przygodę z ziołami, miałam 7 doniczek i myślałam, że tyle wystarczy, bo tak zaplanowałam moją kratkę na zioła w kuchni. W międzyczasie okazało się, że to za mało, bo ciągle musiałam coś przesadzić albo posiać na nowo. Teraz moja kolekcja doniczek wynosi 7 sztuk o średnicy 15 cm i 15 sztuk o średnicy 13 cm. Być może to jeszcze nie koniec. Chociaż ciągle dokupuję nowe doniczki, to do wysiewu ziół wykorzystuję też te, już używane. Doniczki powinno się myć przed każdym nowym użyciem, żeby usunąć zalążki grzybów, pleśni i jaja szkodników. 

Doniczki najlepiej myć w specjalnym mydle ogrodniczym, które jest pomocne przy uprawach. Niestety nie mam takiego mydła, a dostęp do sklepów też mam ograniczony (nasienne w moim mieście chyba wszystkie padły). Nie chciałam dłużej czekać na zakup odpowiedniego mydła i postanowiłam, że doniczki umyję mydłem dla niemowląt. Skoro nie szkodzi niemowlętom, to chyba do umycia doniczek na zioła też się nada. Od razu tłumaczę, że nie mam w domu niemowlęcia, a mydło takie wykorzystuję (a właściwie córka) do mycia pędzli, gąbek do makijażu i szczotek do włosów.

Doniczki umyte w mydle dla dzieci, opłukane bieżącą wodą, zanurzyłam jeszcze w roztworze octu i wody w stosunku 1:1. Do octu dodałam kilka kropli mojego ulubionego olejku z oregano, który aromatyzuje ocet i co bardzo ważne, ma działanie antybakteryjne i antygrzybiczne. Ocet z olejkiem dodatkowo umył i zdezynfekował wszystko to, co jeszcze zostało. Następnie doniczki opłukałam, wytarłam i czekały gotowe na wysiew ziół i na mnie. Oczywiście, nie muszę chyba pisać, że każda doniczka ma w dnie po 3-4 dziurki do odprowadzania nadmiaru wody. Dziurki te są mi też potrzebne, kiedy chcę podlewać zioła do podstawek, bo zauważyłam, że zioła bardzo to lubią.

przygotowanie doniczek przed sezonem

Moczenie nasion przed wysiewem

Kiedy w tamtym roku brałam się za wysiew ziół do doniczek, postanowiłam namoczyć nasiona przed wysianiem. Moczenie nasion jest dość ważne, bo pomaga wyeliminować nasiona uszkodzone, które mają mniejsze szanse na wykiełkowanie. Takie nasionka nie zatoną, tylko unoszą się na powierzchni wody. Moczenie nasion, sprawia też, że łatwiej im wykiełkować, co przyspiesza ten proces. Ale dla mnie najważniejsze, jak zawsze jest bezpieczeństwo nasion. Każde zaprawianie nasion przed wysiewem, pomaga pozbyć się zalążków pleśni i grzybów z ich powierzchni. A wiecie, że tego pilnuję najbardziej.

Występują różne sposoby na zaprawianie nasion, ale ja wybrałam jeden, który zastosowałam. Otóż nasiona moczyłam w naparze z rumianku. Po prostu zrobiłam herbatkę rumiankową, którą wystudziłam. Potem odlałam po troszkę na podstawki i moczyłam w niej nasiona przez około 30 minut. Następnie osuszyłam nasiona na ręczniku papierowym. Mocząc nasiona w tamtym roku dowiedziałam się, że nie należy moczyć nasion bazylii, bo wokół nich robi się jakby galaretka.

Wprawdzie nie zauważyłam znaczących zmian, jeśli chodzi o kiełkowanie nasion, poza nasionami pietruszki, która szybciej wzeszła. Ale to może zależało od jej odmiany. Uważam, że moczenie nasion ziół, nie jest potrzebne, bo nasionka są za małe, może wystarczy delikatnie opłukać je w rumianku i osuszyć. Kiedy siejemy duże nasiona, np. fasoli, grochu, czy ogórków, takie moczenie może się bardziej przydać.

Tym razem pokusiłam się jednak na moczenie nasion pietruszki i koperku, bo ich nasiona dłużej wschodzą i lubią pleśnieć. Trochę z ciekawości namoczyłam nasiona kolendry, którą siałam pierwszy raz. Oraz z dużą ciekawością namoczyłam nasiona rozmarynu. Do tej pory, kiedy siałam rozmaryn, spotykałam się z informacją, żeby jego nasiona, przed wysiewem włożyć do lodówki na 7 dni. Tym razem nie było takiej informacji na opakowaniu, dlatego z ciekawości namoczyłam nasiona. Niestety, jak w przypadku bazylii, również nasiona rozmarynu, otoczyły się jakby galaretką. Dobrze, że namoczyłam tylko trochę, bo musiałam je wyrzucić i posiałam rozmaryn nienamoczony. 

moczenie nasion w rumianku

Tegoroczny wysiew ziół do doniczek

Ponieważ w tym roku kupiłam nasiona w takim trochę opakowaniu zbiorczym, to znalazły się tam również szałwia  i kolendra, których wcześniej nie hodowałam. A skoro już miałam ich nasiona, to również je posiałam, niech powiększą moją ziołową kolekcję. Na chwilę obecną miałam wolne 3 doniczki większe i 9 doniczek mniejszych. Tak więc, do doniczek większych posiałam: bazylię, szałwię i kolendrę, a do mniejszych: pietruszkę, majeranek, rozmaryn, koperek, miętę, tymianek, rukolę, oregano i bazylię. Gdy już zwolnię kolejne doniczki, wysieję do nich zioła, których używam najczęściej. Dlatego już teraz bazylię posiałam do dwóch doniczek, bo szybko lubi się kończyć.

No dobra, ale jak to zrobiłam. Najpierw do przygotowanych doniczek wsypałam około 2-3 cm warstwę keramzytu, który również chroni korzonki ziół przed nadmierną wilgocią. Następnie wsypywałam ziemię z piaskiem lekko ją ubijając. Zostawiłam około 2-3 cm pustej doniczki, aby woda nie spływała przy podlewaniu. Początkowo chciałam robić okrągłe rowki wewnątrz doniczki i w nich siać nasiona. Jednak było to możliwe tylko przy większych nasionkach.

Tymi maleńkimi raczej “ponasionkowałam” ziemię, czułam się jakbym doprawiała potrawę pieprzem. Wiecie czemu tak rozbudowałam zdanie, prawda? Uznałam, że jak wzejdą za gęsto, to je rozsadzę, bo raczej nie wyrwę siewki, żeby ją wyrzucić. Za bardzo się nad nimi trzęsę. Mogłabym wprawdzie wysiew ziół zacząć od tymczasowych pojemników i dopiero potem pikować siewki, ale tego jeszcze za dobrze nie opanowałam. Zawsze boję się, że zioła są jeszcze za małe i za delikatne, żeby je tak brutalnie przesadzać. Zresztą nawet gdybym siała do innych pojemników, to i tak nie dałabym rady siać po jednym nasionku.

kupne nasiona ziół

Pierwsze podlewanie wysianych ziół 

Mój wysiew ziół do doniczek zakończyłam delikatnym spryskaniem ziemi i nasionek, roztworem rumianku, który został mi po moczeniu nasion. A tak dokładniej, rumianek z podstawek w których moczyły się nasiona wylałam. Miałam jednak więcej przygotowanego naparu, który przelałam do spryskiwacza. Przez najbliższe dni, właśnie w ten sposób będę podlewać moje zioła. Napar z rumianku będę też zastępować roztworem 3% wody utlenionej w stosunku 1:10 ze zwykłą odstaną wodą. Roztwór wody utlenionej, wspomaga kiełkowanie i również działa odkażająco. Woda utleniona często wykorzystywana jest w ogrodnictwie, nie tylko podczas kiełkowania nasion. Pomaga w walce z ziemiórkami i pleśnią w doniczkach. Nadtlenek wodoru, znajdujący się w wodzie utlenionej, występuje również w deszczówce, więc nie szkodzi, a wręcz pomaga roślinom. 

Kiedy moje ziółka zaczną wschodzić, nie będę już pryskać ich listków, tylko zastosuję podlewanie do podstawek. Taki sposób podlewania, sprawi, że młode rośliny, pobiorą tyle wody, ile będzie im potrzebne. Podlewając młode siewki od góry, możemy sprawić, że zaczną pleśnieć. Często miałam taki problem zwłaszcza z koperkiem. Między innymi dlatego, zraszam nasionka wspomnianymi roztworami, bo oba mają działanie antybakteryjne.

Tym razem, nie będę przykrywać doniczek folią, jak to robiłam w tamtym roku, bo nie zauważyłam, żeby zioła szybciej wschodziły. Uważam natomiast, że miały za mokro, od skraplającej się na folii wody. I nie pomogły nawet spore otwory wentylacyjne w folii. Folia nie uchroniła też moich ziół przed ziemiórkami, jakoś potrafiły pod nią wlecieć, chyba namierzały te specjalnie zrobione otworki wentylacyjne.

pierwsze podlewanie posianych ziół

A ziemiórki już krążą

Co do wspomnianych ziemiórek, to liczę się z tym, że mogły już napaskudzić w mojej świeżej ziemi. Niestety kiedy ziemia leżakowała po prażeniu, czekając na wysiew ziół, stała w miejscu niedostępnym dla kota, ale dostępnym dla ziemiórek. Kiedyś byłabym spanikowana, że ziemiórki mogą mi namieszać, ale teraz nie robią już na mnie takiego wrażenia. Po prostu wiem, że jestem na nie skazana, jeśli chcę otwierać latem okna. Kiedy się pojawią, to się pobawimy w wojnę. Być może wypróbuję sposobów, których jeszcze nie próbowałam do walki z ziemiórkami. Ostatecznie zawsze mogę zastosować niezawodny nemycel. Ale po co martwić się na zapas, jeszcze myślami ściągnę te cholerne ziemiórki.

Ponieważ nie uważam się za ogrodnika i cały czas się uczę, jak wyhodować zioła w doniczkach, proszę Was o pomoc. Jeśli uważacie, że tegoroczny wysiew ziół zrobiłam niewłaściwie, dajcie mi znać w komentarzach. Będę wdzięczna za każdą drobną wskazówkę.

Ana

Może zechcesz komuś polecić...

2 komentarze

  • Beata

    Na ziemiórki polecam duże zapałki wetkane głowkami do ziemi , to stary sposó hodowcow roślin, polecam jeszcze wymieszać żiemię z cynamonem… po zastosowaniu tego u mnie ziemiórkui zniknęły…

    • anana

      Dziękuję za cenne rady, które zainteresują też inne osoby uporczywie walczące z ziemiórkami. Dobrze, że wspominasz o cynamonie wymieszanym z ziemią, bo posypanie nim ziemi z wierzchu sprawia, że po kontakcie z wodą robi się skorupka. Cynamon wymieszany z ziemią działa odkażająco i zapobiega pleśni. Wspominałam o tym w “Pleśń w doniczce – jak sobie z nią poradzić”. Patent z zapałkami na ziemiórki też jest interesujący, w dodatku tani i łatwy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *