własne zioła na kratce
Ziołowe rozczarowanie

Własne zioła w doniczkach kontra ziemiórki

Próbowałam wyhodować  własne zioła 

Dwa miesiące temu, kolejny raz posiałam własne zioła w doniczkach. Muszę przyznać, że podeszłam do tego trochę sceptycznie, ale jednocześnie byłam pełna nadziei. Własne zioła w doniczkach, to moje marzenie od kilku lat. Dopiero w tamtym roku, mogłam zacząć je realizować. Niestety nie miałam doświadczenia w uprawie ziół, nie mam też tak zwanej ręki do kwiatów. Jedyną praktyką w hodowli roślin, jaką miałam było coroczne, a dokładniej co wakacyjne pielenie ogródka mojej mamy. Tak się kiedyś spędzało wakacje, chociaż muszę przyznać, że na kolonie też jeździłam.

W ciągu ostatniego roku, kilka razy próbowałam wyhodować własne zioła w doniczkach, niestety z marnym skutkiem. O moich perypetiach możecie poczytać we wcześniejszych wpisach. Bogatsza o własne doświadczenia oraz wiedzę innych, zawalczyłam o zioła na nowo.

Własne zioła w doniczkach – moja duma

I wiecie co? Aż boję się to przyznać, ale chyba się udało. Jakby co, to mówię to szeptem. Dokładnie dzisiaj moje własne zioła w doniczkach kończą dwa miesiące. Przez pierwsze cztery tygodnie, trudno było stwierdzić, czy zioła dobrze rosną i czy jestem zadowolona. Kolejne dwa tygodnie były przełomem, zioła bardzo ładnie urosły.

Potem musiałam wyjechać na tydzień i trochę obawiałam się zostawić moje młode roślinki pod opieką córki. Ale to córka była bardziej przerażona niż ja, wiedziała ile ziółka dla mnie znaczą. Gdy wróciłam zobaczyłam, że zioła w doniczkach, mają się bardzo dobrze i jeszcze bardziej urosły. Są na takim etapie, że cieszą moje oczy i mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna, bo wyhodowałam własne zioła.

własne zioła w doniczkach

Własne zioła dzielę z ziemiórkami

To już naprawdę koniec? Osiągnęłam co chciałam i już? Nie, to nie ze mną, żeby nie było tak słodko, muszę Wam powiedzieć, że niestety ziemiórki wróciły! Wspomniałam ostatnio, że dwie dorosłe ziemiórki znalazłam w pobliżu moich ziół. Po upływie kilku tygodni codziennej obserwacji, zauważyłam żywe larwy na podstawkach doniczek, myślę że wypłynęły po podlewaniu. Dziwne było to, że larwy były na obu parapetach, a muszki widziałam tylko na jednym. Wiem, że ziemiórki potrafią latać, ale naiwnie myślałam, że napaskudzą tylko w jednym miejscu. Jestem raczej pewna, że za przyrostem nowego pokolenia, odpowiedzialne jest więcej ziemiórek niż widziałam. Zresztą ciągle je widzę, w różnych pomieszczeniach, nawet w tych, gdzie nie mam doniczek. To są niestety uroki mieszkania w domku z ogródkiem. 

Gdy zobaczyłam larwy ziemiórek, nawet się nie zdziwiłam. Byłam chyba na to przygotowana, więc nie wpadłam w panikę. Sama jestem zaskoczona swoją reakcją, pamiętając co przeżywałam w tamtym roku, tępiąc ziemiórki. Podeszłam do tego naprawdę spokojnie. Odizolowałam zainfekowane doniczki, ale nic to nie dało, bo po powrocie zobaczyłam piękne własne zioła i latające wokół nich muszki. Trzy doniczki z największą ilością muszek, odbywają kwarantannę na balkonie. Akurat padło na doniczki, na których mi nie zależy. Ze świeżo wysianą bazylią (jeszcze się nie zaprzyjaźniłyśmy), kwitnącym koperkiem, który i tak kończy żywot oraz z cebulą na szczypior, która sama pchała się do ziemi. Jak ich nie uratuję, to trudno.

larwy ziemiórek

Zioła i ziemiórki podlewam wodą utlenioną

Od początku, gdy tylko posiałam własne zioła w doniczkach, postanowiłam podlewać je roztworem 3% wody utlenionej. Najpierw miało to służyć odkażeniu nasion i lepszemu ukorzenieniu ziół. W tym celu roztwór był słaby 1 łyżeczka wody utlenionej na pół litra wody zwykłej. Gdy zobaczyłam pierwszą ziemiórkę, zwiększyłam stężenie do 1-6, takim roztworem podlewałam co 7-8 dni. Żywe larwy ziemiórek zmusiły mnie do zwiększenia stężenia do 1-4, niestety wtedy wyjechałam i podlałam dopiero po 10 dniach, jak już część się wykluła. Ponieważ widzę, że woda utleniona nie szkodzi moim ziołom, a wręcz chyba im pomaga, zamierzam zwiększyć stężenie do 1-3. Nie wiem, czy dobrze myślę, ale skoro roztwór 1-4 nie zaszkodził, to chyba 1-3 też nie pogorszy stanu moich ziół.

Co do ziemiórek podlewanych wodą utlenioną, to na pewno jest ich mniej, niż gdybym nie podlewała. Poza tym, może to mało humanitarne, ale mam wrażenie, że ziemiórki “wykąpane” w wodzie utlenionej, są mniejsze, bardziej niemrawe i jakby przezroczyste. Liczę na to, że nie będą tak płodne. Niestety trochę ich lata, dziennie zabijam od 5-7 sztuk z 20 doniczek. Muszę tylko dodać, że czasami nie wiem dokładnie co “trzaskam”, bo nie mam czasu się przyjrzeć, na pewno oberwało parę innych gatunków. Zauważyłam też, że więcej “fruwaczy” widzę, gdy zanosi się na deszcz czy burzę, wtedy całe tałatajstwo z dworu pcha się do domu.

podlewanie ziół

Nemycel skuteczny na ziemiórki

Ratując własne zioła przed ziemiórkami w tamtym roku, stoczyłam kilka mniej skutecznych bitew. W końcu wojnę wygrałam stosując nemycel, którego na początku chciałam uniknąć. Byłam i nadal jestem zachwycona działaniem nemycelu. Przypomnę, że to rodzaj nicieni, które skutecznie niszczą ziemiórki, po czym same giną. Nicienie są naturalnym wrogiem ziemiórek i gdy zależy nam, by nasze własne zioła były ekologiczne, to nemycel na pewno im nie zaszkodzi. Chciałam ich uniknąć, bo kojarzyły mi się z kolejnymi robakami w ziemi.

Zachwycona ich działaniem, obiecałam sobie, że gdy tylko pojawią się ziemiórki, od razu kupię nemycel. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam (jakie to teraz oczywiste), że ziemiórki mogą w każdej chwili przylecieć z dworu. Dlatego tym razem, dopóki moje zioła dobrze rosną, będę walczyć z ziemiórkami wodą utlenioną. Mam ogród, ale własne zioła chciałam mieć pod ręką w kuchni (trochę dla ozdoby) na parterze. Ziemiórki mogą wlecieć kiedy chcą, bo latem okna są ciągle otwarte. Jeśli ktoś mieszka na wyższych piętrach i sam nie przywlecze ziemiórek np. z nowo zakupioną rośliną, może spokojnie stosować nemycel. Myślę, że u mnie stosowanie nemycelu latem nie ma sensu, chociaż wiem, że wcześniej czy później po niego sięgnę. Jeśli ziemiórki nie rozpanoszą się za bardzo, to nemycel zastosuję jesienią.

własne zioła szczypior

Mam w kuchni własne zioła

Tak bardzo się cieszę, że udało mi się wyhodować własne zioła w doniczkach. Podoba mi się jak rosną, jak wyglądają i pachną. Urosły jakby szybciej, tym razem po dwóch miesiącach przeniosłam je do kuchni. Boję się, co będzie dalej, bo w kuchni nie będą miały tyle słońca co do tej pory. Pocieszam się tylko tym, że ostre letnie słońce, też mogłoby im zaszkodzić, gdyby nadal stały na parapetach. Na razie będę je obserwować i chronić przed ziemiórkami. Planuję też co 2-3 dni wystawiać zioła na wieczorne promienie słoneczne. Tak, żeby chociaż kilka godzin, mogły ogrzać swoje listki w słońcu. Nie wiem, czy to się uda i czy takie przeprowadzki doniczek nie wpłyną źle na moje wypieszczone własne zioła.

Ana

Może zechcesz komuś polecić...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *