
Pierwsze urodziny bloga – A Napiszę, jak spełniam marzenie
Mój blog skończył rok!
Minął właśnie rok, kiedy zakończyłam moje kilkuletnie rozważ(Ania), na temat, czy zacząć pisać bloga i powiedziałam sobie… A Napiszę. Jak wyglądały trudne początki mojego bloga, mogliście przeczytać pół roku temu. A dzisiaj mija dokładnie rok, od mojego pierwszego wpisu. Obiecałam sobie i Wam, że coś z tej okazji napiszę, np. to, jak spełniam marzenie.
Szczerze mówiąc, myślałam, że będę się bardziej cieszyć z tej rocznicy, a teraz wydaje mi się takie oczywiste, że prowadzę blog. Nawet zastanawiam się, czy nie marnuję trochę czasu, pisząc ten artykuł, bo może nie ma o czym. Czas działać dalej, ale to w końcu kolejny wpis, już 82. I liczę na to, że również ten artykuł, będziecie chcieli przeczytać.
Sama z tytułu rocznicy bloga, przejrzałam kilka takich wpisów z innych blogów, żeby zobaczyć, jak to wyglądało u innych i móc się porównać. Nadal interesują mnie tego typu wpisy, pokazujące pierwsze raczkujące kroki innych blogerów. Najbliższe są mi te blogi, które też dopiero się rozkręcają.
Szukam inspiracji na wpisy blogowe
Od czerwca, wpisy publikuję bardzo regularnie, każdego 5, 10, 15, 20, 25 i 30 dnia miesiąca. Przez pierwsze dwa miesiące, publikowałam różnie, na początku codziennie, żeby zapełnić blog jakimiś artykułami. Zanim założyłam blog, miałam napisane około 10 tekstów. Bardzo lubię pisać, ale muszę się przyznać, że w ciągu tego roku, parę razy dopadła mnie panika, bo nie miałam pomysłu na wpis.
Obiecałam sobie, że nie będę robić wpisów typu “zapchaj dziura”. W celu szukania inspiracji, lubię przeglądać zdjęcia w grafikach Google. Wspominałam również o tym, że wybieranie zdjęć do artykułów z darmowych banków zdjęć, bardzo często jest dla mnie inspiracją. Szukam jakiegoś ujęcia, często kilka godzin, a w międzyczasie, znajduję inne, które mogą być inspiracją na kolejny wpis. Bardzo często właśnie zdjęcia z internetu, czy ze starych gazet, ewentualnie coś co zobaczę w telewizji, staje się moją inspiracją. Może dlatego, że jestem wzrokowcem i widząc jakąś rzecz, próbuję dopisać do niej pasującą historię. Oczywiście, pomysły na wpisy, przynosi też samo życie.
Pokażę Wam przykład z banku zdjęć Pixabay. Na wyszukiwane słowo “dieta”, wyświetliło mi się coś takiego. Już mnie korci, żeby dopisać historię, do tego bardzo męskiego zdjęcia, które jak dla mnie, nie ma nic wspólnego z dietą. I właśnie tak znajdowane zdjęcia, mnie inspirują.

Prowadzenie bloga to ciężka praca
Czasami u innych blogerów czytam, że na wpis trzeba przeznaczyć kilka godzin. Przepraszam ale, albo ja jestem inna, albo bardziej powolna (czytaj dokładna, bo lepiej brzmi), ja na wpis potrzebuję co najmniej dwóch dni. Nadal podziwiam blogerów, którzy publikują codziennie długie wpisy z dużą ilością zdjęć. Przecież mają też życie zawodowe i prywatne.
Jeśli piszę taki wpis jak ten, to zajmuje mi to mniej czasu. Ale jeśli chcę napisać jakiś poradnik, coś bardziej przybliżyć, to muszę się przygotować. Dobrym przykładem na to jest artykuł “Czy bułki to małe chleby?…”. Jeszcze rok temu sama zadałabym takie pytanie. A teraz na takie pytanie, mój wpis wyświetla się na pierwszym miejscu w Google. Nie wiedziałam za dużo na temat rodzajów bułek. Musiałam poczytać, nie tylko w internecie, pooglądać różne programy i podpytać w piekarni. Po prostu nie jestem ekspertem od wszystkiego i zanim coś opublikuję, sprawdzam przynajmniej w 10 źródłach. A to zajmuje czas.

Do tego dochodzą zdjęcia, często robię własne, ale to też nie jest łatwe. Np. odnośnie diety, często muszę kupić dane artykuły, żeby zrobić odpowiednią kompozycję. Do dziś pamiętam ile włożyłam pracy w zdjęcie główne opisujące węglowodany. Do tego dochodzi czekanie na dobre światło, na pustą kuchnię, żeby akurat nikt nie chciał jeść przy stole. Potem tylko kilka ujęć, bo może zadrżała ręka, jeszcze ewentualne rozjaśnienie zdjęcia, dodanie mu koloru, odpowiednie wycięcie i mam. Dlatego jestem pełna szacunku dla blogerów, którzy robią własne sesje zdjęciowe i są w stanie publikować wpisy codziennie. Nawet jeśli przygotowują je z wyprzedzeniem, to przecież przygotowują. Poświęcają na to swój czas i nie ważne, że blog jest pasją. Coraz bardziej doceniam blogerów i wcale nie dziwię się, że chcą zarabiać na blogowaniu, bo wiem ile pracy i czasu trzeba włożyć w prowadzenie bloga.
Prowadząc blog, cały czas się rozwijam
To co teraz napisałam, nie znaczy, że się żalę, mi naprawdę prowadzenie bloga daje dużo satysfakcji. Bardzo to lubię i nieważne jest nawet to, że póki co, mało osób to czyta. Chcę po prostu pokazać ile pracy, czasu i serca, trzeba włożyć w dany wpis, żeby on naprawdę sprawił satysfakcję, żeby wracając do niego za kilka miesięcy, nie czuć zażenowania. Chociaż pierwsze moje wpisy są dla mnie trochę żenujące. Denerwuje mnie zwłaszcza ich długość (a raczej krótkość) i mała ilość zdjęć, ale póki co, obiecałam sobie, że nie będę ich poprawiać. To ma pokazać mi i innym, jak się rozwijam.
Kiedyś myślałam, że napisanie tekstu na 1000 słów, to kosmos. Teraz wszystkie moje teksty, które mają mniej niż 1500 słów, uważam za niepełne. Często moje artykuły mają około 2000 a nawet 3000 słów. Wiem, że dla Google im dłuższy, tym bardziej atrakcyjny jest artykuł. Ale ja nie piszę ich dla Google, tylko dla Was. Sama nie lubię czytać artykułów na 5000 słów, zwłaszcza, kiedy omawiają sprawy techniczne, a teraz często takie czytam. Dlatego staram się nie przekraczać 3000 słów i dodaję dużo zdjęć.
Zdjęcia rozbijają tekst, który jest bardziej przejrzysty, a ja bardzo się staram, żeby moje wpisy nie były jedną wielką bryłą tekstu. Ostatnio trafiłam na bardzo ciekawy artykuł i pomimo moich kilku podejść, nie udało mi się go przeczytać nawet do połowy. Czcionka była strasznie nieczytelna, na jakimś dziwnym tle, w dodatku zbita w jedną całość. Linijki skakały mi przed oczami i musiałam zrezygnować. A szkoda. Jeśli moje teksty lub ogólnie blog, nie są przyjazne dla Waszych oczu, to dajcie proszę znać, postaram się to naprawić.

Prowadzenie bloga pochłonęło mnie całkowicie
To by było na tyle, jeśli chodzi o artykuły na blogu. Teraz chciałbym poruszyć kilka innych kwestii. Po pierwsze to, czego się bardzo bałam, że stracę zapał, bo ja niestety choruję na “słomiany zapał” i często się poddaję zwłaszcza, gdy już widzę metę. Takie przykłady: sprzątam w szafkach kuchennych, sprzątnę wszystkie, ale jedną zostawiam na kiedyś. Myję okna w całym domu, ale to jedno umyję innym razem. I tak niestety mam często. Przeważnie dana rzecz interesuje mnie przez góra pół roku i szukam innych zainteresowań. Ostatnio stałam się jednak bardziej konsekwentna, np. w hodowli moich ziół w doniczkach, chociaż dawno powinnam się poddać.
Jeśli chodzi o bloga, to uwaga niespodzianka. Prowadzenie bloga z całą jego otoczką, pochłonęło mnie całkowicie. Na początku obiecałam sobie, że na sprawy bloga poświęcę chociaż 3 godziny dziennie. Teraz zmuszam się, żeby chociaż 2 godziny dziennie przeznaczyć, na rzeczy nie związane z blogiem. Jak widzicie, nie ma dnia, a nawet godziny, żebym nie myślała o blogu. Nawet, jeśli zajmuję się innymi rzeczami, np. sprzątaniem czy gotowaniem, to ciągle myślę o blogu. Zdarza się, że właśnie wtedy przychodzą do głowy pomysły do zrealizowania, czy świetnie ułożone zdania. Dlatego często mam przy sobie komórkę i bywa, że nagrywam luźne myśli na dysku Google, żeby mi nie uciekły.
Dzisiaj z okazji rocznicy bloga, napiszę Wam, czym zajmuję się zawodowo. Otóż 1 marca minęło 15 lat, jak prowadzę własny mały sklepik z galanterią. Dlatego data 1 marca, była dla mnie taka ważna i właśnie z taką datą chciałam założyć bloga, a co z tego wyszło, czytaliście ostatnio. Ponieważ pandemia wykańcza mój biznes, z powodu braku klientów, większość blogowych spraw, załatwiam na sklepowej ladzie. W związku z tym codziennie w dwie strony, noszę ze sobą laptop. Dlatego kupiłam piękny, mniejszy i lżejszy komputer, zadbałam o miłe dla oka gadżety, żeby jeszcze przyjemniej prowadziło mi się bloga. Obszyłam też po swojemu, pstrokatą torbę na laptopa i trochę ją podrasowałam, bo moje oczy lubią piękno. A takie drobiazgi, nieważne czy na biurku, czy na ladzie, pomagają w pacy.

Blog to moja pasja, która mnie uszczęśliwia
Blog stał się moją pasją. Daje mi niesamowitą satysfakcję, chociaż nie mam jeszcze tysięcy czytelników, nic nie zarobiłam i nie jestem słynną blogerką. Piszę o tym, bo wiem, że są blogi, które gdyby miały takie osiągnięcia po roku jak ja, to by zrezygnowały. Mnie samo prowadzenie bloga, daje wielką frajdę, a jeśli widzę, że dany artykuł jest czytany, chociaż przez kilkanaście osób, to jestem mega szczęśliwa. Bardzo lubię wchodzić w Google Analytics i patrzeć w czasie rzeczywistym, jak odwiedzacie mój blog. Widzę, co czytacie i ile czasu tam jesteście, wtedy rośnie mi serce, bo wiem, że nie piszę do szuflady.
Brakuje mi trochę Waszych komentarzy, ale wiem, że inne blogi też mają z tym problem. Czytelnicy rzadko zostawiają komentarze, sama kiedyś wcale nie komentowałam, no bo po co. Ale dziękuję Wam za te komentarze, które już są, przez kilka z nich już się popłakałam ze szczęścia i czekam na więcej. Możecie też pisać krytyczne uwagi, dopóki nie będą wulgarne, też je zaakceptuję.

Komentarze wymagają moderowania
Jak wspominałam inne blogi też mają problem z małą ilością komentarzy. Często widzę artykuły 4-5 letnie, bez żadnego komentarza. Zdaję sobie sprawę, że moderacja komentarzy, może być dla czytelników zniechęcająca. Piszecie komentarz i go nie widzicie, to może zniechęcić. Wytłumaczę o co chodzi. Ponieważ bardzo często komentarze służyły tylko do wklejania linków z reklamami, czyli spamem, większość blogerów, chce mieć nad tym kontrolę. I zanim komentarz zostanie opublikowany, musi być sprawdzony przez danego blogera. To czasem może potrwać, bo nie wchodzę co chwilę na profil bloga, więc nie wiem, czy pojawił się komentarz. U mnie poczekacie na moderacją najdłużej jeden dzień.
Natomiast zdarzyło mi się, pisać komentarze, naprawdę miłe (jak bym takie dostała, to bym ryczała) i nie doczekać się na moderację i na żadną odpowiedź. A już szczytem było, zostawienie komentarza pod artykułem, dotyczącym porad, jak zachęcić do zostawiania komentarzy i nie doczekanie się moderacji przez pół roku. Nawet nie wchodzę już sprawdzić, czy komentarz został zmoderowany. Rozumiem też, że z czasem gdy komentarzy jest bardzo dużo właściciele blogów, nie mają czasu na moderację. Zawsze jednak, można wyłączyć możliwość dodawania komentarzy, bo brak bieżącego moderowania szkodzi innym blogom.
Chcę się skupić na promocji bloga
Pół roku temu, gdy opisywałam początki bloga, dużo poświęciłam sprawom technicznym. Nadal uważam, że zaplecze mojego bloga, wymaga dużo pracy. Ale myślę, że sprawy najważniejsze mam ogarnięte, albo tak mi się tylko wydaje. Im więcej czytam poradników i oglądam filmików szkoleniowych, tym więcej widzę rzeczy do poprawienia. Uznałam jednak, że zajmuje mi to zbyt dużo czasu i niektóre rzeczy mogą poczekać. Dlatego od stycznia tego roku skupiam się bardziej na promocji bloga, niż na dopracowywaniu zaplecza.
Nie będę Wam pisała, o osiągnięciach, bo na razie nie ma o czym pisać. Chociaż od kiedy zaczęłam skupiać się bardziej na promocji bloga, więcej osób do mnie trafia. Na razie zostawiam linki, w różnych miejscach, ale staram się, żeby nie było to nachalne. Niby wiem, gdzie powinnam dać o sobie znać, ale wielu z tych miejsc się boję, bo ja nie znam ich, a one mnie.
Np. taki Facebook, nawet nie wie o moim istnieniu, bo nie mam tam konta. A nie mam go na przekór, właśnie dlatego, że mówiło się: “nie ma Cię na Facebooku, znaczy nie istniejesz”. I obiecałam sobie, że przed 50-tką nie założę konta na Facebooku. Zostało mi jeszcze 9 miesięcy, chociaż wiem, że dla bloga powinnam zrobić to wcześniej i może tak będzie. Ale póki co, nie mam tam konta. A skoro nie mam konta, to nie wiem nawet jak wyglądają konta i fanpage na Facebooku, bo nie mogę tam wejść. Może właśnie dlatego się go boję, bo to taki strach przed nieznanym. Widzę jednak, że chętnie udostępniacie na Facebooku linki z moimi artykułami, za co jestem bardzo wdzięczna. Pomyślę nad tym, żeby Wam to ułatwić.

Mój projekt Pinterest
Ponieważ takich miejsc jest pełno, a ja nie mam konta na żadnym i wypadałoby to zmienić, miesiąc marzec ogłosiłam miesiącem Pinteresta. Trochę żałuję, że tak późno, bo tam to dopiero można znaleźć inspiracje na kolejne wpisy, a ja nie mogłam z tego korzystać. Nie dodałam jeszcze żadnego pinu, ale przynajmniej mam już konto i mogę obserwować innych. Jestem z tych, co lubią się zaczaić. Ja najpierw muszę poczytać, poobserwować, nauczyć się i dopiero zacząć działać.
Dlatego cały marzec zajęło mi czytanie na temat Pinteresta i oglądanie filmików szkoleniowych. Do tego poszukanie wszystkich zdjęć (na trzech komputerach, też macie taki bałagan?), które wykorzystałam we wpisach i pogrupowanie ich w katalogi. To z nich robię piny, co też zajmuje mi masę czasu, ale sprawia też dużą frajdę. Wiem, że zdjęcia z bloga są w bibliotece mediów na WordPress, ale tam mam zdjęcia z podpisem, a takich nie chciałam. Marzyłam o tym, żeby jutro, czyli dzień po pierwszych urodzinach bloga, dać pierwsze piny na Pinterest. Ale poczekam z tym do 1.04. (chociaż to Prima Aprilis), bo łatwiej mi ogarniać statystyki za pełne miesiące.
To na razie będzie takie raczkujące konto, ale od czegoś trzeba zacząć i pomału to rozwijać. Niedługo dodam też na blog, przycisk ułatwiający przypinanie pinów na Pinterest, gdybyście mieli na to ochotę. Kiedy już Pinterest będę miała w miarę ogarnięty i będę mogła skupić się na nim na bieżąco, zajmę się kolejnym projektem. Będę stawiała raczej na portale obrazkowe. Na razie nie wiem jeszcze, który będzie drugi w kolejności.

Zdjęcia bloga wyświetlają się w grafikach Google
W tym momencie doszłam do kolejnego punktu, który chciałam opisać – moja widoczność w Google. Zanim napiszę coś więcej, wytłumaczę Wam, dlaczego dodaję tyle zdjęć do wpisów i dlaczego staram się, żeby były ciekawe. Oprócz tego, co już napisałam, że zdjęcia podnoszą komfort czytania, pełnią też inną funkcję – wyświetlają się w grafikach Google. Jak wspominałam jestem wzrokowcem i bardzo często, gdy czegoś szukam w Google, to zaczynam od grafik. I wcale nie dotyczy to rzeczy, które chcę kupić, czy inspiracji dotyczących wystroju domu.
Taki przykład, gdybym szukała, “jak usunąć klej z materiału? (jeszcze tego nie wiem, ale zaraz sprawdzę), to na pierwszej stronie Google pokazuje mi się 10 wpisów i kilka filmów. Widzę tytuły i meta opisy artykułów, które wyglądają niemal identycznie. Nie wiem do końca, jakie metody są wymieniane we wpisach, a nie mam czasu klikać w każdy. Przechodzę do grafik i przeglądając zdjęcia, widzę olej, suszarkę, aceton i pilniczek. To tak na dzień dobry. Mogę zobaczyć co mnie bardziej interesuje i kliknąć po kolejne informacje. Przeglądając grafiki Google, szybciej mogę znaleźć to czego szukam, bo wystarczy tylko scrollować pomału stronę. Mogę zobaczyć więcej informacji naraz.
Podobnie jest z moimi wpisami, wezmę na tapetę artykuł “Pleśń w doniczce – jak sobie z nią poradzić”. Gdy ktoś wpisze w wyszukiwarkę “pleśń w doniczce”, to mój wpis będzie (dzisiaj jest) na 15 miejscu, czyli na drugiej stronie, na którą mało kto zagląda. Ale jeśli przejdzie do grafik, już prawie na początku zobaczy moje zdjęcia z tytułem wpisu, pokazujące cynamon, wodę utlenioną, czy rumianek. Któryś ze sposobów może go zainteresować i kliknie w zdjęcie, przechodząc do artykułu. Zdjęcia potrafią bardzo dużo przekazać, dlatego są dla mnie takie ważne, chociaż wiem, że mogą spowalniać ładowanie strony. Pokażę Wam, jak wyglądają moje zdjęcia w grafikach Google, na przykładzie innego wpisu “Jadłospis diety ONZ – moja ulubiona wersja”. Zwróćcie uwagę, że na zapytanie “jadłospis diety ONZ”, na pierwszych miejscach w grafice, są głównie zdjęcia z moich dwóch wpisów.

Przestałam trząść się nad SEO
A jak to jest z moją widocznością w Google? Powiem szczerze, że sama nie wiem. Czytam często, że “młode blogi”, muszą długo czekać na “zaistnienie” w Google, nawet rok i na pewno nie będą to wysokie pozycje. Czytam też, że średni wiek stron pojawiających się na pierwszych pozycjach, wynosi co najmniej 2 lata. Albo coś takiego: “trzeba dużo pracy i czasu, żeby osiągnąć pozycje w top 10”. Nie chcę się chwalić, ale kilka moich artykułów jest wysoko i nie wiem, czy mam być mega dumna, czy to po prostu normalne. Już pół roku temu, kilka wpisów było na 1 lub 2 miejscu w wynikach wyszukiwania, co Wam pokazywałam. Dlatego, nie wiem, co mam o tym myśleć.
W każdym razie, nie skupiam się już tak bardzo nad optymalizowaniem podczas pisania artykułów. To nie jest też tak, że mi nie zależy, ale nie trzęsę się już nad każdą zapaloną na zielono lampką Yoast SEO. Zaczęłam nawet pisać artykuły bez słów kluczowych, np. ten nie ma i nie będzie miał frazy kluczowej. Ostatnio piszę cykl pamiętników odchudzania z dietą ONZ, których też nie optymalizuję, a jednak się pojawiają w Google. Wiem, bo Search Console i Google Analytics, pokazują mi, że się wyświetlają i klikają, na pewne frazy kluczowe. Wiem, że szału nie ma, ale ten wpis ma 2 miesiące i nie pisałam go pod SEO.

Różne tempo indeksowania wpisów
Uznałam po prostu, że muszę się skupiać też na innych rzeczach dotyczących bloga. Swoją drogą, nie rozumiem też dlaczego, między Search Console, a Google Analytics, są takie duże różnice. Znalazłam informacje, które trochę mi wyjaśniły, ale nadal uważam, że różnice są ogromne. Google Analytics, podaje mi przeważnie około jedną trzecią tego, co Search Console, a dla mnie to jest duża różnica. Bardziej lubię Search Console, bo pokazuje mi “fajniejsze” wyniki.
Przestałam też trząść się nad SEO, z innego powodu. Jak wspominałam, “młode blogi” muszą dłużej czekać na indeksowanie, ale nie rozumiem jak działają roboty Google i z tego co wiem, nikt tego do końca nie wie. Chodzi mi o to, że nie wiem w jakiej kolejności Google indeksuje strony, bo na pewno nie po kolei. Wpis sprzed dwóch tygodni, jest już zindeksowany i zaczyna się wyświetlać i klikać. Natomiast wpisy sprzed prawie roku lub kilku miesięcy nadal wyglądają, a raczej nie wyglądają w Google. Trochę tego nie rozumiem. Niektóre wpisy indeksują się dopiero po kilku miesiącach, ale i tak szczytem jest pojawianie się i znikanie. Strasznie załamująca sytuacja. Teraz pokażę Wam, jak dzisiaj w Search Console wygląda mój drugi wpis na blogu, czyli jutro będzie rok od publikacji. Pisałam go z Yoast SEO i nawet nie wstydzę się pokazać skuteczności wyszukiwania.

Nie wiem czy to normalne, bo chociaż poświęciłam dużo czasu na szukanie odpowiedzi, to nic nie znalazłam. Po prostu cierpliwie czekam. I tak ostatnio coraz więcej artykułów się “klika” i przez trzy ostatnie miesiące kliknięcia wzrosły prawie czterokrotnie. Dlatego, ja nadal robię swoje, pisząc teksty dla Was i skupiając się na promowaniu bloga, a Google niech działa w swoim tempie. W tej kwestii raczej niczego nie zmienię.
Blog stał się moim bardzo przyjemnym hobby
Szukanie pomysłów na wpisy, wymyślanie kompozycji zdjęć i samo pisanie artykułów, sprawia mi wiele radości. Chociaż poświęcam na to masę czasu, to nie uważam tego, za czas stracony. Cieszę się też, że dzięki temu, że prowadzę blog, mogę się cały czas rozwijać i uczyć nowych rzeczy. Wiem, że dużo jeszcze przede mną i nie mogę się doczekać, co mnie jeszcze spotka, w związku z tym, że zapragnęłam zostać blogerką.
Myślałam, że nie będzie o czym pisać w tym artykule. A okazało się, że znowu wyszedł mi całkiem długi wpis, na 3000 słów. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i wytrwaliście do końca czytania. Dziękuję za to, że jesteście ze mną i dziękuję za to, że do mnie wracacie. Mam nadzieję, że będzie Was coraz więcej. Byłoby mi miło, gdybyście dali znać o sobie w komentarzach i napisali, jak do mnie trafiliście. Chciałabym być z Wami jeszcze długo i móc obchodzić z Wami kolejne urodziny bloga.
Ana

