Ziołowe rozczarowanie

Moja uprawa ziół – powrót szkodników i pleśni

Moja uprawa ziół ma się gorzej

Dawno już nie pisałam, jak się ma moja uprawa ziół. A ma się nie najlepiej. Który to już raz, przeżywam ziołowe rozczarowanie? Ciągle coś mi nie wychodzi. Są wprawdzie momenty, kiedy moja uprawa ziół wygląda obiecująco, co podnosi mnie na duchu. Wtedy myślę nawet, że całkiem nieźle mi idzie, pewnie dlatego, że cały czas się uczę i nabieram doświadczenia. I kiedy jest już w miarę dobrze, musi się coś wydarzyć. Dlatego postanowiłam opisać kolejne perypetie, co spotkało moje zioła ostatnio i czemu moja uprawa ziół, już mnie tak nie cieszy. Zawsze, gdy się chwaliłam, że moje zioła ładnie rosną, one szybko miały się gorzej, pewnie zapeszałam, ach te zabobony. Może teraz, kiedy się pożalę, to moja uprawa ziół, da mi trochę więcej radości. Liczę też na Wasze wsparcie.

moja uprawa ziół bazylia

Moja uprawa ziół i gąsienice

W tej chwili, moja uprawa ziół, to między innymi trzy, no prawie cztery (wyjaśnię potem) doniczki z miętą. Dwie mają około 6-m-cy i dwie są z tamtego roku. Nie wiem, jak to się stało, ale do jednej z tych starszych, przywędrowały gąsienice “łodyżki”, z którymi spotkałam się już rok temu. Zauważyłam je jak były dość małe, ale w sporej ilości. Próbowałam wypłukać je w wannie, strumieniem zimnej wody ze słuchawki prysznica. Niestety nie udało mi się strącić wszystkich gąsienic, parę zostało i urosło na mojej mięcie.

Oczywiście oglądałam miętę codziennie, jak zresztą wszystkie zioła. Ale wierzcie mi, te gąsienice naprawdę nieźle się kamuflują, a moja mięta jest dość gęsta i ciężko było wypatrzyć te szkodniki. Domyślałam się, że gąsienice jeszcze są, po nadgryzionych listkach i czarnych kropkach na parapecie, pewnie kupkach… wrrr. Za każdym razem obrywałam te nadgryzione listki, żeby zobaczyć, czy znowu się pojawią. Miejsca, w których pojawiały się kupki, też były wskazówką, to znaczyło, że gdzieś nad nimi żeruje gąsienica.

Doniczka z mięta została odizolowana od innych, tak żeby moja uprawa ziół była bezpieczna, ale o dziwo około dwa tygodnie później, zobaczyłam dwie takie gąsienice koło doniczki z pietruszką. Nie wiem skąd się wzięły, bo to całkiem inne pomieszczenia. Nie wiem też, czy jadły moją pietruszkę, bo jedna gąsienica siedziała na szybie okna, a druga na firance. Na pietruszce niczego nie znalazłam, ale nie dam sobie wmówić, że żywiły się szkłem lub tekstyliami. Wydaje mi się, że nawet jeśli jadły pietruszkę, to nie miało to wpływu na pogorszenie się jej stanu. Pietruszka nie przeżyła, ale raczej z innych powodów, o których napiszę za chwilę. Na szczęście mięta podgryzana przez gąsienice, nadal pięknie rośnie, nie zapeszając.

moja uprawa ziół pietruszka w doniczce

Gąsienica w obiektywie aparatu

Trochę żałowałam, że nie zrobiłam zdjęć tych gąsienic, żeby Wam pokazać, ale potem żałowałam, że za nimi tęskniłam. Moja uprawa ziół, to też inne doniczki z ziołami i po jakimś miesiącu, takie same gąsienice polubiły tymianek. W tamtym roku, też im się spodobał. Ponieważ mięta była gęsta i nawet trudno byłoby zrobić zdjęcia tak małym gąsienicom, a na tymianku było je bardziej widać, postanowiłam pobawić się w fotografa.

Ale żeby gąsienice były bardziej widoczne, chciałam, żeby podrosły. O Matko, Wariatka! Tylko, że do tego potrzebowały papu i trochę czasu, a mojemu tymiankowi, to się nie podobało. Dlatego zrzuciłam wszystkie i zostawiłam tylko jedną, którą codziennie obserwowałam. Oczywiście doniczka z tymiankiem, była na kwarantannie. Po sesji fotograficznej, gąsienica skończyła żywot w toalecie. Jeśli szukacie jej na zdjęciu, to udaje haczyk, na górnym listku. Wcześniej udawała odnogę łodyżki, ale była mniej widoczna. Wiem, że o to jej chodziło, ale na zdjęciu, nie było jej widać. Zwróćcie też uwagę, na dziurki w listku poniżej.

gąsienica na tymianku

Od tej pory minęły już dwa miesiące i gąsienic nie widziałam. Myślę, że chodzi też o to, że jest jesień i to dziadostwo już śpi, no i ja rzadziej otwieram okna. Zaraz znowu coś zapeszę.

Moja uprawa ziół i ziemiórki

Oczywiście gąsienice, to nie mój jedyny problem. Wróciły ziemiórki, jak ja ich nienawidzę! To było jeszcze w czasie, gdy okna były często otwierane z powodu ciepłej pogody. A ziemiórki czekały na zewnątrz szyby i śliniły się na widok moich ziół, co opisywałam ostatnio. I znowu moja uprawa ziół, była zagrożona. Ponieważ wiedziałam, że ziemiórki się czają, byłam bardziej czujna. No i stało się, napaskudziły. Gdy tylko zauważyłam, że krążą koło moich doniczek z ziołami, postanowiłam nie bawić się w żadne opisywane przeze mnie ekologiczne metody walki, tylko od razu kupiłam i zastosowałam nemycel. Po moich ciągłych doświadczeniach z ziemiórkami (ja ciągle o nich piszę… wrrr), wiem, że ekologiczne sposoby, o których pisałam, działają i likwidują ziemiórki, ale mój problem polega na tym, że nowe wlatują z ogrodu. 

Ekologiczne sposoby na ziemiórki, wymagają więcej czasu, a nemycel działa natychmiast. Ponieważ moja uprawa ziół, zawsze choruje po spotkaniu z ziemiórkami, chciałam to szybko zakończyć. Nemycel, nie jest tani i jak dla mnie sprzedawany w za dużych opakowaniach, ale pozwoliłam sobie na niego, ze względu na jesień, bo do wiosny ziemiórki raczej się nie pojawią, zapeszam? Nemycel zabija larwy ziemiórek, nie szkodzi dorosłym muszkom, te umierają same po około tygodniu. Dalej mnie to wkurza, żyją tylko tydzień i tylko po to, by złożyć jaja, france. W każdym razie, wykorzystałam ten tydzień, żeby zrobić w miarę wyraźne zdjęcia, a wierzcie mi, w przypadku tak małych i fruwających modelek, to bardzo trudne.

muszka ziemiórka na pietruszce

Nie mogłam bronić ziół przed pleśnią

Problem z ziemiórkami, spowodował, że moja uprawa ziół, została zaatakowana przez pleśń w doniczkach, więc znów, jak nie urok, to … Jak to się stało? Już tłumaczę. Otóż moim ulubionym zapobiegawczym sposobem na pleśń w doniczkach, jest podlewanie ziół naparem z rumianku. Ponieważ mam trochę rozumu i jestem osobą rozważną, włączyła się moja lampka ostrzegawcza. Skoro napar z rumianku, likwiduje larwy ziemiórek, to być może zlikwiduje też nicienie (czyli nemycel), które mają za zadanie zniszczyć ziemiórki. Dlatego postanowiłam, na czas kuracji nemycelem, nie stosować do podlewania ziół, naparu z rumianku. Nie po to sama kupiłam i zaaplikowałam nicienie do doniczek, żeby je teraz wykończyć rumiankiem. Prawdę mówiąc, nie wiem, czy napar z rumianku zaszkodziłby nicieniom, ale wolałam nie próbować. To samo dotyczyło innej metody na pleśń w doniczce, czyli podlewania roztworem z wody utlenionej. 

Moja uprawa ziół walczy z pleśnią w doniczkach

Ponieważ przez to, moja uprawa ziół, była narażona na pleśń w doniczkach, starałam się stosować inne, opisywane wcześniej przeze mnie metody. Długo zastanawiałam się nad zastosowaniem cynamonu, bo może też przeszkodzi nicieniom w zabawie z ziemiórkami, ale to była jedyna rzecz, którą dodałam do doniczek. Z podaniem cynamonu, czekałam całe dwa tygodnie, kiedy już nie widziałam dorosłych ziemiórek. Cały proces wylęgania się nowych muszek, trwa około miesiąca, więc trochę zaryzykowałam, ale przez pleśń w doniczkach, moja uprawa ziół miała się coraz gorzej. W sumie nie wiem, co bardziej zaszkodziło, ziemiórki czy pleśń. Niestety w międzyczasie, traciłam kolejne doniczki z ziołami. Tak wyglądał mój rozmaryn, kiedy nic mu nie dolegało, był moją dumą.

moja uprawa ziół rozmaryn w doniczce

Teraz, moja uprawa ziół, jest po drugiej dawce naparu z rumianku i widzę poprawę. Zioła ogólnie gorzej rosną, bo przecież pora roku taka, że tylko spać, a nie rosnąć, ale uważam, że rumianek naprawdę im pomógł, znowu zapeszam? Gdy stosowałam napar z rumianku profilaktycznie, wystarczało mi raz na około 10 dni. Teraz, żeby ratować zioła, postanowiłam podlewać je tylko naparem z rumianku. Robię to dwa razy w tygodniu, polewając całą powierzchnię. Nadmiar wypływa na podstawki, potem przez parę dni, wcale nie podlewam. Zobaczę, co będzie dalej, chociaż wiem, że niektórych ziół, już nie uratuję. Najbardziej szkoda mi rozmarynu, był taki piękny, a zobaczcie, co po nim zostało, po trudach jakie przeszedł. 

rozmaryn i pleśń w doniczce

Skoczogonki, w prezencie od Mamy

Na koniec jeszcze jedna historia, na skutek której opadły mi łapki. Wspominałam już, że mieszkam z moimi starszymi rodzicami. Moja Mama, całe życie hodowała w domu jakieś kwiatki. Teraz ma tylko dwa, w pokoju rodziców. Od kiedy zajęłam się uprawą ziół w doniczkach, Mama zawsze gdy potrzebowała ziemi, brała ją ode mnie, to znaczy, mówiła, że potrzebuje i ja jej dawałam. Od pewnego czasu, każdą zakupioną ziemię wyprażam w piekarniku, żeby zabić robaki oraz ich jaja i larwy, ale Mama o tym nie wie. 

Tej jesieni, gdy postanowiła przesadzić swoje kwiatki, nic mi nie mówiła, że chce kupić ziemię. Powiedziała mi dopiero po fakcie, czyli za późno: “Wiesz Ania, kupiłam sobie taką fajną ziemię, specjalną do kwiatów doniczkowych, wzbogaconą kompostem (czytaj ze skoczogonkami). Była taka wilgotna, nie taka wysuszona jak ta twoja. Trochę mi zostało, to ci dosypałam do tej największej doniczki”. Zamarłam. 

Szukam sposobu na skoczogonki

W “tej” największej doniczce, rośnie wspomniana wcześniej “czwarta mięta”. To mięta z tamtego roku, którą przesadziłam z mniejszej doniczki, bo bardzo lubi się rozrastać i nie miała już miejsca. Przycięłam ją przy samej d… ziemi i dopiero zaczęła wypuszczać nowe pędy. Widziałam wprawdzie, że ziemia na wierzchu jakoś inaczej wygląda, ale bardziej stawiałam na mojego kota, myślałam że zrobił sobie kuwetkę lub zabawił się w ogrodnika, jak miało to już miejsce. Nie domyśliłabym się, że Mama coś tam dosypała, gdyby mi nie powiedziała. Poczekałam trochę… i moja moja uprawa ziół zamieniła się plantację skoczogonków. Nic nie mówiłam Mamie, ze względu na jej wiek, 83 lata, byłoby to trudne.

Na szczęście skoczogonki są tylko w tej jednej doniczce, rozmnożyły się niesamowicie. Pierwsza moja myśl, wywalić całość, zanim skoczogonki, zaatakują resztę moich doniczek z ziołami. Ale postanowiłam dać sobie na wstrzymanie. Wiem, że skoczogonki skaczą, ale mam nadzieję, że nie na 7 metrów, bo mniej więcej tyle dzieli je od innych doniczek. Ponieważ z tą przesadzoną miętą, nie zdążyłyśmy się polubić, uznałam, że potraktuję skoczogonki jak kolejne wyzwanie i spróbuję z nimi powalczyć. Kiedyś już próbowałam, ale mi się nie udało. W razie czego, zawsze zdążę wywalić całość. Oczywiście codziennie sprawdzam, czy skoczogonków nie ma w innych doniczkach.

skoczogonki w ziemi doniczkowej

Moja uprawa ziół i wszystkie możliwe plagi 

I teraz uwaga, w doniczkach u Mamy, ich nie ma! Naprawdę nie rozumiem. Czy one wybierają tylko doniczki z ziołami, czy tylko moje doniczki? Jak wspominałam Mama zawsze hodowała jakieś kwiatki, czasem kilka doniczek. Nigdy nie pamiętam żadnych ziemiórek, skoczogonków, mszyc czy innego dziadostwa. Czy tylko ja mam takiego pecha? Gdyby moja Mama uprawiała zioła, to pięknie by rosły? A ponieważ, to moja uprawa ziół, to spadają na nie wszystkie możliwe plagi? Czy te sygnały wskazują, że nie powinnam uprawiać ziół? A ja tak bardzo chcę mieć własne zioła w doniczkach, chociaż ostatnio mniej mnie to cieszy.

Jak na razie pogodziłam się z tym, że moja uprawa ziół, znów okazała się porażką. Ratuję co się da, codziennie zaglądając do moich ziołowych dzieci. I już nawet nie dziwi mnie fakt, że co jakiś czas, odkrywam, że nie przetrwała kolejna roślinka. Ze smutkiem i pokorą, wyrzucam zawartość doniczki. Po czym myję doniczkę oraz podstawkę i odkładam na rosnący stosik. Liczę na to, że wiosną pełna radości posieję zioła na nowo i może moja uprawa ziół nareszcie się uda. Czasem dziwię się, że mam jeszcze tyle samozaparcia. Wtedy przypominam sobie, że miałam już małe sukcesy i moja uprawa ziół, dawała mi wiele radości.

Ana

Może zechcesz komuś polecić...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *