ziołowy ogródek w doniczkach na parapecie
Ziołowe rozczarowanie

Czy ziołowy ogródek bujnie urośnie w domu na parapecie?

Zioła hodować w domu czy w ogrodzie?

Wokół domu mam duży ogród, w którym rośnie tylko trawa i drzewa owocowe. Co do trawy, to słowo “rośnie” jest trochę na wyrost. Kiedy byłam dzieckiem, w każde wakacje plewiłam warzywa, które rosły w ogrodzie, hodowane przez moich Rodziców. Teraz, kiedy zamarzyły mi się świeże zioła, swój ziołowy ogródek, postanowiłam hodować w domu, a dokładniej w kuchni na ścianie, na specjalnie przygotowanej kratce. Niestety uważam, że miejsce, które wybrałam na mój ziołowy ogródek, jest zbyt zacienione, żeby udało się tam wyhodować bujne zioła. W tym roku podjęłam kolejną próbę i obawiam się, że znowu mi się nie uda.

Wprawdzie w inne lata miałam momenty chwały i mój ziołowy ogródek wyglądał całkiem imponująco, nawet w tym półcieniu w kuchni. Niestety wtedy przylatywały ziemiórki i traciłam wypielęgnowane i wypieszczone zioła. Na razie jestem bardzo wytrwała i cały czas próbuję wyhodować ziołowy ogródek w doniczkach w domu. Ale coraz częściej zaczynam zastanawiać się, czy nie zrobić specjalnego miejsca na dworze, gdzie mogłabym mieć prawdziwy ziołowy ogródek.

Czy ziołowy ogródek ozdobi kuchnię?

Cały czas uczę się jak prawidłowo hodować zioła w doniczkach i każda kolejna próba sprawia, że nabieram doświadczenia. Kiedy coś mi się uda, to następnym razem staram się robić tak samo. W tym roku zrobiłam wszystko podobnie jak w poprzednim, a jednak mój ziołowy ogródek gorzej rośnie. Za każdym razem nowo wysiane zioła w doniczkach rosną na parapetach w pokoju, od strony południowej i zachodniej. Dopiero kiedy są dość duże przenoszę je na kratkę na ścianie w kuchni. W tym roku wprawdzie nie mają jeszcze dwóch miesięcy, bo brakuje im jeszcze około 10 dni, to jednak widzę, że słabiej rosną. Są bardziej wiotkie, mają cieńsze łodyżki i codziennie muszę obracać doniczki, bo zioła wręcz kładą się na szybie okna. Tak bardzo pragną słońca, wyglądają tak jakby chciały wyjść na dwór. Dlatego wiem, że w tym roku raczej później przeniosę je do kuchni, bo tam na pewno będą tęskniły za słońcem.

Wprawdzie w kuchni też mam okno wychodzące na zachód i mogłabym tam hodować ziołowy ogródek, tak żeby zioła były ozdobą kuchni i żebym nie musiała latać po świeże listki ziół do pokoju. Ale po pierwsze parapet jest jeden i w dodatku krótszy. W pokoju mam dwa dłuższe, na których i tak nie mieszczą się wszystkie doniczki z ziołami. Po drugie, wymyśliłam sobie, że parapet w kuchni będzie pełen koszyków z owocami, bo tak mi się podoba. I tu przechodzimy do “a po trzecie”, wymarzyłam sobie ziołowy ogródek na ścianie w kuchni, bo tam mam miejsce, które chciałam tak ozdobić. Mój plan miał się sprawdzić, bo przecież “zioła w doniczkach nie są wymagające w hodowli”, co czytam na różnych stronach internetu czy gazet.

ziołowy ogródek w kuchni

Ziołowy ogródek – to łatwe czy trudne?

Ciągle trafiam na artykuły twierdzące, że bardzo łatwo jest hodować zioła w domu i nie trzeba do tego nawet słonecznego parapetu. Oglądając katalogi, filmy i reklamy ciągle widzę, że ziołowy ogródek stoi tam gdzie ładnie wygląda, a nie gdzie ładnie rośnie. Tak wiem, że jest to tylko na potrzeby filmu czy zdjęcia, ale strasznie mnie to denerwuje. Z doświadczenia wiem, że zioła nie rosną wszędzie i że wcale nie tak łatwo je wyhodować w domu. Nawet jeśli się staramy zapewnić im najlepsze warunki.

Uważam też, że dużo zależy od pogody. W tamtym roku wiosna przyszła wcześniej i była bardziej słoneczna. Mój ziołowy ogródek urósł tak szybko jak nigdy dotąd. Po dwóch miesiącach moje zioła w doniczkach wyglądały tak, jak zwykle po trzech. Były na tyle duże, że mogłam przenieść je na kratkę do kuchni. W tym roku zimna wiosna dała się we znaki nie tylko ludziom, zioła również odczuły ten chłód.

Obserwując mój ziołowy ogródek na parapetach w domu i zioła które rosną w przypadkowych doniczkach na dworze, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że zioła i zapewne inne rośliny, wolą rosnąć w swoim naturalnym środowisku, czyli na dworze. Dlatego coraz bardziej skłaniam się do hodowli ziół w ogrodzie. Wprawdzie nadal marzę, żeby ścianę w kuchni zdobił piękny i bujny ziołowy ogródek, ale zastanawiam się, czy nie hodować ziół najpierw na dworze, zamiast na parapetach. I te już podchowane zioła w doniczkach przenosić na kratkę do kuchni. 

ziołowy ogródek w doniczkach w domu

Ziołowy ogródek na parapecie wewnętrznym czy zewnętrznym?

Póki co mam na dworze, a dokładniej na balkonie trzy doniczki z ziołami, które wysiałam ponad miesiąc temu. Niestety część nasion nie wzeszła, bo jak pisałam wysiałam zioła z tamtego roku, w dodatku przechowywane w wilgotnym miejscu. W miejsce starych nasion, wysiałam już nowe i coś tam zaczyna kiełkować. Te, które wzeszły, bardzo ładnie rosną na balkonie. Rukola np. jest o wiele większa od tej wysianej wcześniej i hodowanej na parapecie w domu. Wspomnę tylko jeszcze, że ziołowy ogródek, który wysiałam do doniczek balkonowych, z powodu chłodnej wiosny, przez dwa tygodnie też hodowałam na parapetach w domu, od strony wschodnio-południowej. Czyli doniczki na balkonie stoją dopiero trzy tygodnie, a ziołowy ogródek i tak lepiej rośnie. Szczerze mówić zioła odbiły bardziej dopiero, gdy przeniosłam je na balkon i zrobiło się cieplej.

To doświadczenie skłoniło mnie do pewnego eksperymentu. Postanowiłam sprawdzić, jak będzie rósł mój ziołowy ogródek na parapetach oddzielonych tylko szybą. Dokładniej mówiąc, w identyczny sposób wysiałam do pojemników koper karłowy, rukolę i pietruszkę naciową. Wybrałam plastikowe pojemniki po sałatkach, bo szkoda mi było doniczek, które wystawione na zewnątrz mogłyby wyblaknąć od słońca. Ale żeby zioła miały identyczne warunki, na domowy ziołowy ogródek też przeznaczyłam takie same pojemniki. 

Do eksperymentu wybrałam okno, do którego mam łatwy dostęp od zewnątrz, w celu podlania ziół. Wszystkie pojemniki stoją na parapecie od wschodnio-południowej strony, z tym, że trzy wewnątrz domu, a trzy na zewnątrz. Jestem bardzo ciekawa, czy zauważę różnicę we wzroście moich eksperymentalnych ziół. Mam ogromne przeczucie, że ziołowy ogródek na zewnętrznym parapecie, będzie rósł o wiele bujniej od tego hodowanego w domu. A przecież będzie dzieliła je tylko szyba. To mnie tylko utwierdzi w przekonaniu, że wcale nie łatwo wyhodować zioła w doniczkach na parapecie w domu.

wysiane zioła stoją na parapetach

Domowy ziołowy ogródek urośnie bujny?

Jeśli chodzi o mój tegoroczny ziołowy ogródek, to chociaż rośnie wolniej, jest bardziej wiotki i ma powyciągane pędy, to i tak sprawia, że jestem zadowolona. Niektóre zioła zaczęłam już podskubywać, licząc na to, że je wzmocnię. Jako pierwsze obrywam te najbardziej wyciągnięte pędy, chociaż szczerze mówiąc nie wiem, czy dobrze robię. Wprawdzie zioła z parapetu nie są jeszcze tak bujne, żeby starczyły chociaż na jeden obiad, to i tak cieszę się, że mogę na nie chociaż popatrzeć i powąchać. Daje mi to dużo satysfakcji. A jeśli potrzebuję więcej ziół, to albo korzystam z tych, które rosną na dworze, albo używam kupnych, suszonych. 

Niestety wszystkie moje próby hodowli ziół w domu były podobne. Przeważnie zioła tylko zdobiły i pachniały. Nigdy mój ziołowy ogródek hodowany w domu, nie był na tyle bujny, żebym mogła ususzyć własnoręcznie wyhodowane zioła. Szczerze mówiąc nie starczało ich nawet na bieżące wykorzystywanie. Nie pomagała też ilość doniczek, które składały się na mój ziołowy ogródek. Myślałam, że jeśli ulubione zioła wysieję do kilku doniczek, to zbiorę większe plony. Właśnie dlatego mam tak dużo doniczek z ziołami, bo ulubione i najczęściej wykorzystywane zioła, sieję w kilku doniczkach. Zawsze robię pomiędzy nimi około miesięczne przerwy, żeby mieć na bieżąco zioła, które już wykorzystałam lub wykończyły je ziemiórki, czy inna plaga.

Dla porównania pokażę Wam, jak wygląda moja natka pietruszki wysiana prawie w jednym czasie. Ta większa pochodzi z doniczek, które stoją w ogrodzie, a ta wątła rośnie na parapecie w domu. Zwróćcie uwagę na kolor i wielkość listków oraz grubość łodyżek. Dlatego wiem już, że jeśli będę chciała ususzyć jakieś zioła, to będę mogła wykorzystać tylko te, które rosną na dworze. Właśnie między innymi po to chcę je tam hodować. 

własna wyhodowana natka pietruszki

Co za muszki krążą wokół ziół w doniczkach?

Wspominałam ostatnio, że czekam na ziemiórki, bo już często otwieram okna. I tylko kwestią czasu jest zobaczenie nowego pokolenia ziemiórek wylatującego z moich doniczek. Póki co widziałam już trzy dorosłe ziemiórki w moich doniczkach z ziołami. Ale chyba nie napaskudziły (zaraz zapeszę), bo więcej ich nie widzę. Nadal nie wiem, czemu domowy ziołowy ogródek przyciąga różne owady. Mam też wrażenie, że nie tylko ziemiórki lubią składać jaja w wilgotnej ziemi. W pobliżu moich doniczek oprócz ziemiórek dość często widziałam ćmianki. Nadal coraz częściej widuję jeszcze inne małe muszki, których zdjęcie już kiedyś pokazywałam i które nadal mi się nie przedstawiły. Nie wiem co to za muszki i czy są szkodliwe, a właśnie ich w okolicy ziół widuję najwięcej. Często koło doniczek widzę też owocówki, wtedy sprawdzam czy nic nie gnije, bo raczej z tym mi się one kojarzą.

Jak na razie nie zauważyłam, żeby mój ziołowy ogródek jakoś cierpiał z powodu odwiedzających go muszek i mam nadzieję, że tak zostanie. Liczę też na to, że nie przypełznie żadna żarłoczna gąsienica i nie przyklei się namolna mszyca. W każdym razie cały czas jestem czujna i bardzo uważnie obserwuję mój ziołowy ogródek, żeby w razie potrzeby szybko zareagować. Mam wrażenie, że jedyne co dokucza moim ziołom w doniczkach, to przytulanie się do słonka przez szybę. Czuję, że one mają równie silną potrzebę przytulania do słońca, jak my ludzie. Nam promienie słońca też poprawiają nastrój.

ziołowy ogródek w doniczkach na parapecie

Jakie chwasty wyrosły obok ziół w doniczkach?

Ostatnio pokazywałam Wam, że oprócz ziół w doniczkach wyrosło mi coś jeszcze. Do końca nie wiem dlaczego i co to było. Na początku myślałam, że to wina złej jakości ziemi, ale każdą ziemię przed wysianiem wyparzam w piekarniku. Zabijam w ten sposób wszystkie szkodniki, ich larwy i jaja. Nie chce mi się wierzyć, że prażenie ziemi w piekarniku, pozwoliłoby jakiemukolwiek nasionku na bujny wzrost. Dlatego myślę, że to nasiona ziół, były tak zanieczyszczone. Nie chcę jednak zwalać winy na producenta nasion, bo mogę się mylić.

W moich doniczkach rosły różne dziwne rośliny. Postanowiłam ich nie wyrywać i zobaczyć co mi wyrośnie. Niestety myślę, że były to chwasty, które za bardzo zdominowały mój ziołowy ogródek. Dlatego, żeby nie zabierały miejsca i składników odżywczych moim ziołom, przesadziłam je do osobnej doniczki i dalej obserwowałam. Rosły jak szalone, w przeciwieństwie do moich ziół. Na zdjęciu możecie zobaczyć, jaka jest różnica i jak bardzo zawładnęły by moim ziołowym ogródkiem, gdybym zostawiła je w doniczkach z ziołami.

Kiedy chwasty zakwitły, wywaliłam je do śmieci i zyskałam pustą doniczkę na kolejną bazylię. Nie wiem co to były za chwasty, bo nie znalazłam nic na ich temat. Jedna z roślin przypominała pokrzywę, ale nie parzyła, więc nie wiem co to było. To doświadczenie nauczyło mnie, wyrywać z doniczek wszystko, czego nie posiałam. Nie ma co łudzić się na przyszłość, że uda mi się przypadkiem wyhodować drzewo, na którym rosną pieniądze, czy inne szczęście.

chwasty w doniczkach z ziołami

Jak podlewać domowy ziołowy ogródek?

Kiedy pozbyłam się już chwastów z doniczek, a te rosły w prawie każdej, musiałam bardziej zadbać o zioła. W doniczkach, w których po chwastach zostały puste miejsca, przeflancowałam siewki, które rosły gęściej lub wysiałam nasiona. Tam gdzie to było możliwe, zruszałam trochę ziemię, żeby ją napowietrzyć. Cały ziołowy ogródek polałam bio nawozem, żeby uzupełnić wyssane przez chwasty składniki odżywcze.

Na początku nowo wysiane zioła podlewałam spryskując je delikatnie od góry, ale ziemia była zbyt sucha i nasionka słabo wschodziły. Parę razy mój ziołowy ogródek podlałam roztworem 3% wody utlenionej, w stosunku 1:10, żeby zioła łatwiej się ukorzeniły. Jako nawozu używałam też naparu z rumianku, który wzmacnia rośliny i zapobiega pleśni w doniczkach. Niestety wcześniej często zdarzało mi się, że nasiona zamiast wschodzić, zaczynały pleśnieć od wilgotnej ziemi. Zarówno woda utleniona jak i rumianek, skutecznie temu zapobiegają. 

Cały czas czekałam, żeby mój ziołowy ogródek podrósł na tyle, żebym mogła podlewać go od dołu. Niestety, kiedy zioła były zbyt małe, nie za bardzo sobie radziły z pobieraniem wody z podstawek. Teraz są już na tyle duże, że od około 3 tygodni, podlewam je tylko lejąc wodę do podstawek. Jedynie raz na 7-10 dni, stosuję któryś z nawozów i leję go bezpośrednio na ziemię w doniczce, uważając by nie zmoczyć za bardzo listków ziół.

Codziennie sprawdzam, czy ziemia w doniczkach jest odpowiednio wilgotna i czy na podstawce stoi woda. Jeśli uważam, że któreś zioło nie wymaga podlania, to go pomijam. To znaczy, że nie wszystkie zioła podlewam codziennie i nie wszystkie jednakową ilością wody. Takie podlewanie ziół w doniczkach, pomaga mi kontrolować ich odpowiednie nawodnienie, bo zioła same pobiorą tyle wody, ile potrzebują.

podlewanie ziół do podstawek

Jak widzicie, bardzo staram się, żeby mój ziołowy ogródek miał jak najlepsze warunki. Dbam o niego, jak tylko potrafię. Zioła, które rosną na dworze, traktuję bardziej po macoszemu. W sumie dbam tylko o te w doniczkach na balkonie, głównie sprawdzając, czy nie mają za sucho, kiedy akurat nie padał deszcz. Zioła, które rosną w przypadkowych doniczkach na dworze, rzadziej odwiedzam, bo tam nie są narażone na mocne promienie słońca i dłużej mają wilgotną ziemię. Mimo moich starań ziołowy ogródek w domu na parapecie, nigdy nie jest tak bujny, jak ten rosnący prawie dziko na dworze. Dlatego bardzo denerwują mnie wszędobylskie zapewnienia, że “łatwo wyhodować ziołowy ogródek na parapecie w domu”.

Ana

Może zechcesz komuś polecić...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *