
Wspomnienia z młodości – pierwszy “Blog” i inne “Twarzo-zeszyty”
Wspomnienia schowane w pawlaczu
No i wzięło mnie na wspomnienia. Też tak macie? Szukacie czegoś niezbędnego lub robicie porządek w szafie i nagle… nic już się nie liczy, bo znaleźliście coś, co przywołało wspomnienia? Ja tak właśnie miałam. Postanowiłam zrobić porządki w pawlaczu, w miejscu, gdzie rzadko zaglądam. Chciałam przejrzeć leżące tam rzeczy i wyrzucić co niepotrzebne. Nagle zobaczyłam kartonik z napisem “Wspomnienia”. Na początku, jeszcze się opierałam, ale nie mogłam się skupić, ciągle zerkałam na ten przyciągający jak magnes napis. W końcu postanowiłam tylko zajrzeć, przecież pamiętam co tam jest, spojrzę i wezmę się za robotę. Ale to okazało się zgubne. Już pierwsza rzecz, przywołała ciepłe wspomnienia, rzut oka na drugą… i już wiedziałam, że nie posprzątam. Każda kolejna rzecz, pochłaniała mnie coraz bardziej.
Plik listów związanych różowym sznureczkiem, widokówki od znajomych, wpisy pamiątkowe kolegów i koleżanek z kolonii i charakterystyczny kamyk, który nawet nie wiem skąd mam. Wszystko to przywołuje uśmiech i miłe wspomnienia. Ale chyba najbardziej lubię przeglądać moje zeszyty, których prowadzenie było modne w czasach podstawówki. Prawie każdy miał jakiś pamiętnik do wpisywania, czy zeszyt “Złote Myśli”, który krążył po klasie, żeby wszyscy się wpisali. W moim kartoniku trzymam też zeszyty z moimi wierszami i opowiadaniami. Teraz już nie piszę wierszy, czasem napiszę opowiadanie. Nie wiem czemu największą wenę miałam jako nastolatka. Lubię do nich wracać i trochę się pośmiać, chociaż czasem się dziwię, że to ja napisałam. Przechowuję też, jeden charakterystyczny zeszyt, który uwielbiam i właśnie on natchnął mnie do napisania tego artykułu.

“Mój Pierwszy Blog” – miłe wspomnienia
Zeszyt ten, nie był bardzo popularny i mało osób miało takie zeszyty. Natomiast ja bardzo lubiłam go tworzyć i jest to mój ulubiony zeszyt z młodości. Zawsze się przy nim zatrzymuję i mam z nim miłe wspomnienia. Już wtedy, gdy go prowadziłam, wiedziałam że zostawię go na pamiątkę, dla siebie i dla moich dzieci. Tym razem, jak go tak przeglądałam, stwierdziłam, że to taki “Mój Pierwszy Blog”.
Każda strona w zeszycie, była jak nowy wpis. Na niektóre, poświęcałam dwie kartki, a dokładniej, dwie strony czyli tak zwaną rozkładówkę. Parę stron przeznaczyłam, aktualnym idolom, opisałam po części ich muzykę i wkleiłam zdjęcia. Jest tam też trochę ówczesnej mody, to dopiero są wspomnienia. Parę razy, dodałam też jakiś humor, chociaż jak teraz czytam te kawały, wydają się żenujące w stosunku do tego jakie są teraz. Próbowałam pisać na różne tematy i dodawałam pasujące zdjęcia. Starałam się też podawać, różne ciekawostki, tak żeby “Mój Blog”, był interesujący dla innych. Między innymi, można było przeczytać na nim, o znaczeniu kwiatów, czyli co np. znaczy, gdy dostaniesz różę. Teraz to może śmieszne, ale i tego typu informacje, w tej chwili można przeczytać na różnych blogach.
Mam sentyment do tego zeszytu, bo bardzo dużo pracy w niego włożyłam. Chciałam, żeby był ciekawy, kolorowy i ładnie napisany. Dużo czasu poświęcałam, na dobór odpowiednich zdjęć, wycinanych z gazet. Gdy ten powiedzmy “Mój Blog”, był już gotowy, “opublikowałam” go “udostępniając”, czyli pożyczając koleżankom. Byłam z niego bardzo dumna, zawsze liczyłam na to, że jakaś koleżanka pokaże też swojej koleżance, czyli takie współczesne linkowanie. Owszem, zawsze bałam się, że “Mój Blog”, wróci do mnie zniszczony albo nie wróci wcale. Dlatego starałam się pożyczać go tylko zaufanym osobom. Teraz, gdy patrzę na ten zeszyt, utwierdzam się w przekonaniu, że ja naprawdę od zawsze chciałam prowadzić blog. Dlatego spełniłam swoje marzenie.

Ciekawostki na słomiance
Wspominając młodość, kojarzę też inną “publikację”. Otóż, gdy byłam nastolatką, miałam w pokoju słomiankę, na której lubiłam przypinać różne plakaty moich idoli, kartki z wakacji i inne cieszące oczy rzeczy. Ale lubiłam też, przyczepiać tam, stosowne do pory roku lub okazji różne ciekawostki. Teraz, jak o tym myślę, to kojarzy mi się to z tablicą np. na Pintereście. Przyczepiałam tam wycinki z gazet lub robiłam własne projekty. Bardzo lubiłam zmieniać często wygląd tej słomianki. Podobało mi się to, że gdy przychodzi znajomi, za każdym razem mogli zobaczyć coś innego. Nawet jeśli nikogo się nie spodziewałam, to zmieniałam tylko dla siebie.
W sumie, to od kiedy pamiętam, lubiłam robić jakieś takie wystawy. Cieszyłam się, gdy byłam wybierana do robienia gazetki ściennej. Podobało mi się dopasowywanie tekstu do danej sytuacji i pisanie go ładną czcionką, na ładnym tle. A już najbardziej lubiłam, dobierać do niego odpowiednie zdjęcia. Oczywiście kiedyś zdjęcia można było wybierać tylko z gazet, bo nie było innych możliwości. Z książek nie wolno było wycinać, kopii też nie można było zrobić, więc zostawały tylko gazety. Jeśli trafiło się na zdjęcie w gazecie, które nie tylko było ciekawe, kolorowe i pasujące do tematu, ale jeszcze dobrze wydrukowane, najlepiej na kredowym papierze, to był już szczyt szczęścia. A kolorowych gazet, nie było za wiele.
Chociaż, teraz jak patrzę na te moje zeszyty i te moje zdjęcia, to jakość była tak słaba, że dziwię się, że wtedy mi się podobały. Teraz czasem trudno zobaczyć co na nich jest, tak są rozmazane. W dodatku przyklejałam je na jedyny, dostępny wtedy klej, czyli gumę arabską. Niestety już po kilku latach, guma sprawiła, że zdjęcia nie tylko pociemniały i zrobiły się na nich plamy, ale na dodatek, w ogóle nie trzymają się już zeszytów. Nie chcę jednak przyklejać ich na nowo lepszym klejem, bo to takie wspomnienia tamtych czasów.

Starannie wybieram zdjęcia na blog
Teraz, gdy coś publikuję, też zdjęcia są dla mnie bardzo ważne. Dlatego dużo robię własnych zdjęć, wtedy pokazuję dokładnie to, co chcę pokazać. Chociaż nie zawsze mi się udaje, no i z jakością nie zawsze jest najlepiej, w każdym razie, staram się. Piszę to po to, żebyście wiedzieli, że podchodzę do zdjęć bardzo poważnie. Często dane ujęcie robię kilkanaście razy, żeby wybrać najlepsze zdjęcie.
Ale bywa też tak, że wolę lub muszę, skorzystać z darmowych banków zdjęć. I chociaż są w nich, tysiące zdjęć, to bywa, że jakiegoś konkretnego zdjęcia, w ogóle nie mogę znaleźć. Wtedy biorę to co jest, chociaż nie do końca jestem zadowolona. Jeśli tylko mam wybór, to potrafię przeszukać nawet 300 stron zdjęć, tylko na jednej platformie. Potrafię poświęcić na to nawet kilka godzin, żeby wybrać akurat to zdjęcie, które mi się podoba. Pamiętam, że były takie sytuacje, że miałam do przejrzenia przykładowo 100 stron i nie mogłam znaleźć tego jedynego zdjęcia, które pokazywałoby dokładnie, to co chciałam. I wtedy gdy już byłam na 90 stronie i miałam się poddać, znajdowałam idealne zdjęcie, o jakie mi chodziło.
Może się dziwicie, że tak do tego podchodzę. Nie uważam jednak, szukania zdjęć za czas stracony, nawet jeśli poświęcam na to godziny. Parę razy zdarzyło się już, że to właśnie zdjęcie, zainspirowało mnie do stworzenia jakiegoś nowego artykułu. Tak było np. z artykułem “Jemy oczami, czyli niech się dzieje na talerzu”.

“Złote Myśli” jak Facebook
Natomiast, wracając do zeszytów z młodości, najbardziej popularne były zeszyty, które nazywały się “Złote Myśli”. Nie wiem w ilu z Was, obudzę wspomnienia, ale taki zeszyt prowadził prawie każdy. Wpisywało się tam swoje imię, czasem nazwisko, pseudonim, zainteresowania czyli hobby, ulubionego idola, ulubiony kolor, znak zodiaku, czy co tam jeszcze, właściciel zeszytu wymyślił. Teraz jak przeglądam ten zeszyt, bo też zostawiłam go na pamiątkę, to stwierdzam, że to taki trochę współczesny Facebook.
Na Facebooku też możesz podać swój pseudonim, imię czy zainteresowania, niekoniecznie prawdziwe. Najbliżsi znajomi, będą mogli to zweryfikować, ale reszta internautów, już nie. Jednak jest to upublicznianie w pewien sposób danych o sobie. Wtedy, wpisując się w taki zeszyt, też się upubliczniało informacje o sobie. Ale człowiekowi bardziej zależało na tym, żeby dobrze o sobie napisać i pokazać się jak najlepszej strony. Znajomi kojarzyli, która to jest ta Kasia, co napisała, że lubi Shakin’ Stevensa. Czytały to raczej tylko osoby z najbliższego kręgu znajomych. Więc czasami tak jak i teraz, ludzie, po prostu trochę zmyślali, ale mieli świadomość tego, że może to być zweryfikowane.

Pisanie pod publikę
Ja np. trochę miałam problem, co mam wpisać w miejscu hobby, bo przecież nie każdy musi je mieć, ale głupio było się przyznać, że nic nas nie interesuje. Wypadało napisać coś sensownego, coś co w oczach innych wzbudzi jakieś zainteresowanie, ale żeby nie zrobić z siebie pośmiewiska. Przecież nie napiszę czegoś, czego na pewno nie robię, bo jeśli ktoś mnie skojarzy, że to właśnie ta Ania to napisała i będzie chciał o tym ze mną porozmawiać, to się zbłaźnię. Napisałabym, że lubię zbierać znaczki, bo wtedy to było dość modne, a ktoś chciałby je obejrzeć, to co mu pokażę.
To samo dotyczyło wpisania, ulubionego Idola. W wieku 13 – 15 lat, nie do końca jeszcze wiedziałam kto mi się podoba, a w każdym takim zeszycie, trzeba było go wpisać i najlepiej wszędzie tego samego. Pamiętam, że zawęziłam sobie grupę wykonawców i wybrałam Sandrę, bo najbardziej mi pasowała. Dopiero potem, bardziej zainteresowałam się jej muzyką i życiem. Zbierałam wszystkie informacje o niej i polubiłam ją tak bardzo, że kupowałam wszystkie jej płyty, wtedy dostępne na kasetach. Zbierałam też plakaty i wycinki z gazet na jej temat. Do dziś mam dużo modnych wtedy, przypinek z jej zdjęciem.
Jej muzyki słucham do dziś, oczywiście nie jest już teraz moją ulubioną wokalistką, ale z sentymentem do niej wracam. I teraz gdy jej słucham, wracają wspomnienia z młodości, np. szkolne dyskoteki. Nie chciałam pisać, że lubię np. Scorpions, a potem okazałoby się, że na ich temat wiem tylko tyle, że podoba mi się jedna z ich ballad, a poza tym, to nie wiem jaką muzykę grają.

Młodzieńczy zeszyt zwierzeń
Jeśli chodzi o zeszyty z młodości, to był jeszcze jeden rodzaj zeszytów, którego szczerze mówiąc nie lubiłam. Do końca nie wiem o co tam chodziło, miałam go tylko raz i nie zostawiłam go na pamiątkę. Mam w związku z nim rozmazane wspomnienia. Z tego co pamiętam, polegało to na tym, że na jedną osobę, która wpisywała się w ten zeszyt, były przeznaczone dwie kartki. Na dwóch środkowych stronach, trzeba było napisać coś, co chciało się przekazać właścicielowi zeszytu. Mogły to być miłe jak i również złe rzeczy. Można było po prostu napisać, co się o nim myśli, ale tak, żeby nikt tego nie mógł przeczytać. W związku z tym, dwie zewnętrzne strony trzeba było okleić lub pomalować tak, żeby nie było widać, nawet pod światło, co jest napisane w środku. Następnie te dwie kartki zszywało się razem, najlepiej muliną na okrętkę lub w inny sposób.
Idea takiego zeszytu polegała na tym, że kiedy już cały zeszyt był zapełniony, właściciel rozcinał po kolei wszystkie te kartki i czytał co inni o nim myślą. Może to i fajne, ale z drugiej strony wiadomo, że raczej niczego złego nie napiszesz, chociaż zdarzały się pewnie i takie sytuacje. Nie do końca podobał mi się ten zeszyt, ale może dla innych miał, jakieś większe znaczenie. Myślę, że może sprawdziłby się bardziej, gdyby nie dotyczył tak młodych nastolatków. Z drugiej strony, może nastolatkowie są bardziej bezpośredni i mówią wszystko bardziej wprost. Być może właśnie w takich zeszytach, parę osób zdecydowało się na pisanie komuś, że jest wredny lub miły. To trochę takie zeszyty zwierzeń.

Pamiętnik – wspomnienia szkolnych znajomych
Oczywiście wśród krążących zeszytów, popularne były też zwykle pamiętniki, tutaj to dopiero są wspomnienia. Chodzi mi o te specjalne zeszyty, w których ludzie wpisywali jakieś wierszyki i rysowali jakieś obrazki. Tutaj też trzeba było się trochę wykazać, bo pamiętnik ten krążył między innymi osobami. Każdy więc, mógł zobaczyć, co głupiego lub mądrego człowiek napisał czy narysował.
Jedni chcieli się wyróżnić swoją kreatywnością, doborem kolorów, niespotykanym wierszykiem, tak żeby to było idealne i zasługiwało na podziw. Inni na podziw chcieli zasłużyć, pisząc jakieś głupoty czy rysując coś dziwnego, niespotykanego. Ale pamiętam, że jeśli ogólnie czyjś pamiętnik był w miarę ładny i wszyscy wpisywali się tam w ładny sposób, to raczej nikt nie wyróżniał się, żeby brzydko coś napisać. A jeśli już to zrobił, często było to potępiane przez inne osoby, bo zniszczył coś co było w całości estetyczne. Bardzo źle traktowane były też te osoby, które wpisując się komuś do pamiętnika, jakoś go dyskryminowały. Czyli np. jak kogoś lubiły, to pisały ładnie, a jak kogoś uważały za tak zwanego kozła ofiarnego w klasie, to pisały, jakieś brzydkie rzeczy. Ponieważ byliśmy klasą raczej zgraną, z reguły taka osoba narażała się na krytykę reszty.

Przeglądanie pamiętników było rozrywką
W sumie jak tak przeglądam mój pamiętnik, który też zostawiłam sobie na pamiątkę, to można powiedzieć, że poza tym, że człowiek, który się tam wpisywał, w pewnym sensie publikował jakieś świadectwo o sobie, to też przeglądanie czyjegoś pamiętnika, było pewnego rodzaju rozrywką. Wtedy, kiedy nie było jeszcze internetu, oglądanie czyjegoś pamiętnika, to tak jakby przeglądanie teraz np. memów w internecie. Jeśli w pamiętniku, pojawił się jakiś śmieszny rysunek, to był przekazywany ze śmiechem innym. To tak jak teraz, przekazujemy sobie śmieszne filmiki czy obrazki w internecie.
Jeśli ktoś zostawił sobie te zeszyty i pamiętniki, to zaglądając do nich tak jak ja, po wielu latach, na pewno przywróci wspomnienia szkolnych, młodzieńczych lat. Tylko, czy pamiętamy jeszcze te osoby? Czy wiemy, kto to był, ten wierny przyjaciel “K”? Czy nadal widzimy wygłupiające się dzieciaki? Takie wspomnienia, nasuwają też refleksje… co u nich słychać, jak się im wiedzie, czy spotkalibyśmy się jeszcze w komplecie? Może smutno… ale czasem z Nowym Rokiem, nachodzi mnie myśl, żeby odnowić stare znajomości, a w tym roku szczególnie, bo w Wigilię straciłam Kolegę…
Ana


5 komentarzy
Magda T.
Dzień dobry w ten zimowy dzień 🙂
Nie wiem jak trafiłam na Twojego bloga- bo nigdy nie czytałam żadnego.
Ale jakaś siła pokierowała mnie jak magnez na Twój.
Miałam pracować, ma sporo papierkowej roboty… ale przepadłam. Prawie jak Ty w pudełku wspomnienia :):):)
Na pewno jesteśmy w bardzo podobnym wieku- mam pamiętnik w moim magicznym pudle na strychu, mam złote myśli (aż na samą myśl o nich cieszę się do monitora:))
Mam również zeszyt z wycinkami gazet moich idoli- wtedy był u mnie na czasie zespół Roxette 🙂
I wiesz co? Miałam również taką matę słomianą jak ty- i zmieniałam na niej “wystawkę” pory roku i takie tam, dla siebie :):):)
Cały tekst “Wspomnienia z młodości…” to cała JA:)
I jak tu teraz skupić się i wrócić do pracy?!:)
Dziękuję za ten Twój powrót do lat 80′
I myślę, że muszę zapoznać się z pozostawłymi Twoimi rozmyśleniami 🙂
Pozdrawiam gorąco z zaśnieżonego choć słonecznego Opola 🙂
anana
Dziękuję za ten miły komentarz. Blog prowadzę dopiero od 10 miesięcy i właśnie na taki komentarz czekałam. Cieszę się, że zobaczyłaś siebie w tym wpisie, bo staram się pisać tak, żeby osoby, które czytają moje teksty, miały choć trochę wrażenie, że to o nich. Świadomość, ze ktoś myśli lub zachowuje się podobnie, bywa bardzo budująca. Zapraszam Cię do czytania innych moich wpisów, oczywiście nie wszystkie są pisane w ten sposób, ale mam nadzieję, że coś dla siebie znajdziesz. A co do wieku, to prawie dwa tygodnie temu, skończyłam 49 lat. Pozdrawiam ciepło i mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy Ana
Kłodzko
Witam czy jest możliwość kupna czegoś że Sandrą?
anana
Witam! Zostały mi tylko te przypinki, ale chyba chcę je zachować… taki sentyment 🙂
Kłodzko
Szkoda..