
Kuchnia, to nie tylko szafki, a wszystko powinno pasować
Kuchnia, to również sprzęty
Od początku wiedziałam, że moja kuchnia ma być w stylu wiejskim, ale nie takim przesadzonym. Bardziej zależało mi na wprowadzeniu atmosfery ciepła, z odrobiną retro. Zaczęłam od zaprojektowania szafek kuchennych, ale ponieważ kuchnia, to nie tylko szafki, przyszedł czas na inne elementy. Musiałam więc dobrać blaty do szafek, pomyśleć o podłodze i panelu na ścianę. Do tego jeszcze wybór sprzętów, żeby to naprawdę była kuchnia, bo z samymi szafkami, równie dobrze mogłaby być szatnią.
Tworząc całość, musiałam patrzeć nie tylko na urodę, ale i na funkcjonalność, tak aby kuchnia spełniała swoje zadanie i przyjemnie się w niej przebywało. Cała trudność polegała na tym, że wszystko powinno do siebie pasować, a naprawdę ciężko coś dobrać, kupując w różnych sklepach lub internecie. Tutaj muszę przyznać, że dużo elementów, samo się ułożyło, uważam, że miałam w tej kwestii duże szczęście. Wspomnę też skromnie, że mam bardzo dobrą pamięć wzrokową oraz zmysł wyobraźni, co na pewno bardzo mi pomogło.
Kuchnia, to również sprzęty, dzięki którym możemy przechowywać, gotować czy myć. One są równie ważne, co cała reszta. Wszystko trzeba przemyśleć i wybrać, to co nam najlepiej pasuje. Nie będę pisała, jakimi parametrami technicznymi, kierowałam się przy wyborze sprzętów, bo nie tym jest ten artykuł. Skupię się jedynie na walorach estetycznych, bo chodziło mi o to, żeby wszystko do siebie pasowało.

Kolor inox, czyli jaki?
Zacznę od zmywarki, ponieważ tą wybraliśmy pod zabudowę, czyli w ogóle jej nie widać. A skoro to wpis, na temat dopasowywania estetycznego poszczególnych elementów kuchni, to nie ma o czym pisać. Ale spokojnie, zostały jeszcze inne sprzęty. Chociaż nie napiszę również za dużo, na temat lodówki, którą kupiliśmy rok przed remontem, bo stara lodówka przestała się z nami bawić. Dobrze, że planując remont, wiedzieliśmy już, że nie chcemy lodówki do zabudowy. Mogliśmy więc, kupić lodówkę, nie robiąc jeszcze projektu kuchni. Kupując nową lodówkę, wiedzieliśmy, że ma być najwyższa jaka jest dostępna i z racji wysokości, jeszcze jest wygodna w użytkowaniu. Wybraliśmy tą, o wysokości 203 cm i standardowej szerokości 60 cm. Dodatkowo wiedzieliśmy, że ma być w kolorze inox. I to właściwie wszystko.
Z samym kolorem inox, jest taki problem, że dla każdej firmy inox, oznacza co innego. Dla jednych inox to, lekko żółtawe srebro, które inni nazywają stalą szczotkowaną. Dla drugich, inox, to bardziej matowy, srebrny odcień, odróżniający się od błyszczącej stali chromowanej. Jeszcze inni, inox, nazywają kolorem stalowym lub stalą nierdzewną czy szlachetną. Poza tym, inox, może być gładki, albo w drobniutkie kreseczki. I weź tu nie zwariuj, zwłaszcza jeśli kupujesz przez internet i nie możesz zobaczyć tego na żywo. Bardzo bałam się, że nie dopasuję tych sprzętów, jeśli chodzi o kolor inox i że będzie on inny na każdym sprzęcie. O ile lodówkę już miałam w domu i wiedziałam jak wygląda, a kuchenkę czy piekarnik, mogłam zobaczyć w sklepie i też wiedziałam jak będą wyglądać, to niestety z okapem, czekałam na niespodziankę.

Kuchnia, to gotowanie
Bardziej dokładnie opiszę płytę gazową, którą wybrałam do mojej kuchni. Będę mogła o niej, trochę więcej napisać, głównie dlatego, że płytę po prostu całą widać. Najpierw może jednak napiszę, dlaczego wybrałam właśnie płytę gazową. Po pierwsze, z przyzwyczajenia, bo do tej pory też mieliśmy gazową, po drugie ze względu na moich starszych rodziców, z którymi mieszkamy. Baliśmy się, że mogą sobie nie poradzić z innym rodzajem płyty, np. z płytą indukcyjną. Oczywiście pozostaje jeszcze aspekt ekonomiczny, po prostu gotowanie na gazie jest najtańsze.
Jeśli chodzi o kolor mojej płyty to, postawiłam na czarny. W sklepach występują też białe, które są coraz bardziej popularne, kupić też można płyty w kolorze inox. Ja jednak wybrałam czarną szklaną płytę, bo takie podobają mi się najbardziej. Z jednej strony super, bo ciekawie to wygląda, z drugiej strony, myślę, że na płycie inox, mniej byłoby widać brud i być może łatwiej by się ją czyściło. Jednak, ja nauczyłam się już, szybko czyścić moją płytę i robię to codziennie. Do czyszczenia używam, zwykłego płynu do szyb i ręcznika papierowego. Ale najpierw większy brud zbieram szmatką gąbczastą, zmoczoną w ciepłej wodzie.
Na co jeszcze zwracałam uwagę, przy wyborze płyty gazowej? Głównie zależało mi na tym, żeby moja płyta miała 4 palniki i najlepiej żeliwne ruszta. Czytałam wiele dobrych rzeczy, na temat żeliwnych rusztów, ale chodziło też o wygląd. Po prostu bardziej podobają mi się ruszta żeliwne, niż emaliowane. Zależało mi też bardzo na tym, żeby każdy ruszt był osobno, nie chciałam połączonych w całość lub w dwie części. Tu chodziło bardziej o wygodę podczas ich mycia. Łatwiej jest wziąć taki mniejszy ruszt i wsadzić go np. do zmywarki, co czasem robię, czy umyć w zlewie. No i jeśli coś wykipi, to można podnieść tylko ten jeden ruszt i wytrzeć płytę pod nim. Ostatnia rzecz, na którą zwracałam uwagę, to pokrętła, zależało mi na tym, żeby pokrętła mojej płyty znajdowały się z boku, a nie z przodu. Takie rozwiązanie bardziej mi się to podoba, moje pokrętła są w kolorze czarno-srebrnym.

Kuchnia, to pieczenie
Jeśli chodzi o piekarnik, to wybrałam zwykły elektryczny, a nie parowy. Analizując wszystkie parametry, zwracałam też uwagę na jego wygląd. Zależało mi na tym, żeby miał jakieś elementy w kolorze inox, które nawiązywały by do lodówki, no bo przecież do czegoś moja lodówka inox, powinna pasować. Wymyśliłam sobie, że chcę, żeby panel, na którym znajdują się pokrętła do piekarnika, był właśnie w kolorze inox. Ale oprócz tego chciałam bardzo, żeby dół szyby też był zakończony listwą w kolorze inox. Nie chciałam, żeby to była ramka, na około szyby, bo to wyglądałoby jak obrazek. Bardziej zależało mi na tym, żeby kolor inox, tworzył poprzeczne linie na górze i na dole szyby, co bardzo mi się podoba. Na szczęście firma, którą wybrałam, miała w ofercie taki piekarnik.
Piekarnik i okap, jak z kompletu
Teraz został jeszcze okap kuchenny, który musiałam dopasować do reszty sprzętów. Zależało mi na czarnym, szklanym i skośnym okapie, najlepiej gdyby też miał elementy w kolorze inox. Okapy, które widziałam w sklepach, mi się nie podobały, prawie wcale nie widziałam okapów, z dodatkiem koloru inox. Dlatego szukałam w sklepach internetowych. Wiedziałam, że ten który wybrałam, ma dwie listwy wykończeniowe, właśnie na górze i na dole szyby, czyli podobnie jak piekarnik. Ale nie byłam pewna, czy listwy są w kolorze inox, czy tylko tak pada światło na kolor czarny, lekko go rozjaśniając. W opisie, był tylko podany kolor czarny. Wymyśliłam sobie, że jeśli okap okaże się cały czarny, to sama go odpowiednio okleję.
Okap przyjechał, dopiero tydzień przed montażem, więc do końca nie wiedziałam, jak będzie wyglądał. Byłam bardzo mile zaskoczona, gdy okazało się, że te listwy jednak są w pasującym mi kolorze inox. Wyszło tak, że okap i piekarnik wyglądają jak komplet, zwłaszcza, że na okapie nie ma żadnej nazwy producenta. Uważam, że w przypadku okapu i piekarnika, naprawdę mi się udało, chociaż do końca nie wiedziałam, jak to wyjdzie. Wspomnę tylko, że nie dość, że listwy na okapie i piekarniku są takie same, to jeszcze idealnie pasują do lodówki. Każdy z tych kolorów inox, ma taki sam odcień i drobniutkie kreseczki. Do kompletu, dokupiłam też, pasujący czajnik. Muszę jeszcze dodać, że do tych czarnych elementów, czyli płyty okapu i szyby piekarnika, dobrałam czarną lampę kuchenną. Bardzo mi się to podoba, bo jest w jednej linii z tamtymi sprzętami. Uzupełnieniem jest również zegar ścienny w czarnej oprawie.

Kuchnia, to zmywanie
Do opisania został jeszcze zlew, który wymarzyłam sobie, w kolorze szarym, imitującym kamień. Musiałam zamówić go przez internet, więc do końca nie wiedziałam, jak będzie wyglądał, najbardziej bałam się o jego kolor. Na różnych stronach u różnych sprzedawców, kolor ten wyglądał inaczej. Dlatego, żeby zobaczyć dokładnie jak wygląda zlew na żywo, musiałam pojechać do innego większego miasta, żeby zobaczyć go w markecie budowlanym, którego nie ma w mojej miejscowości. Tam mogłam zobaczyć jego kolor i dotknąć jaką ma strukturę. Jednak nie był dostępny, w potrzebnym mi rozmiarze i nie było możliwości jego zamówienia.
Do tej pory zawsze miałam zlew dwukomorowy, ale wtedy nie miałam zmywarki. Dlatego druga komora służyła głównie do tego, żeby schły w niej duże garnki i patelnie, na które nie było miejsca na suszarce do naczyń. Teraz większość myję w zmywarce, więc druga komora, byłaby mi właściwie niepotrzebna. Kiedyś myślałam o tym, żeby kupić sobie zlew jednokomorowy z ociekaczem i małą przegrodą pośrodku. Chociaż nadal widuję je sklepach, to po namyśle stwierdziłam, że będzie to dla mnie niepraktyczne, bo w sumie nie wiem, po co jest ta mała przegroda. Tyle tylko, że zajmuje miejsce, a raczej często, bym jej nie używała.
Natomiast, zależało mi na ociekaczu, głównie po to, żeby trzymać na nim płyn do naczyń oraz gąbkę. Korzystam z niego również wtedy, gdy umyję jakieś warzywa, to na chwilę kładę je tam, żeby ociekły. Nie chciałam, żeby ociekacz był bardzo duży, większa miała być, sama komora zlewozmywaka. Wiedziałam, że na zlew mam szafkę o szerokości 45 cm, czyli cały zlew powinien mieć szerokość około 60 cm.

Co zmieniłabym w mojej kuchni
I tu właśnie pojawił się problem, o którym wspominałam we wcześniejszych wpisach. O ile na samą komorę zlewu, potrzebowałam szafkę o szerokości 45 cm, o tyle ociekacz mógł mieć dowolną długość, bo opiera się na blacie. Bardzo nie lubię łączenia blatów kuchennych, strasznie mi się to nie podoba, gdzie by one nie były i jakby nie były zrobione. Zależało mi na tym, żeby u mnie tego połączenia nie było widać. Cały czas dopytywałam, jaki powinnam kupić zlew, a dokładniej z jak dużym ociekaczem, żeby zasłonić to połączenie. Chciałam, żeby ociekacz kończył się idealnie w miejscu łączenia blatów, właśnie na czymś takim bardzo mi zależało. Wtedy miałabym tylko parę centymetrów listwy łączeniowej.
Ale ponieważ do końca, czyli do montażu, nie było wiadomo, czy będzie potrzebny kawałek listwy maskującej w dolnej zabudowie szafek, który niestety również zwiększał długość blatu, nie wiedziałam, jaki zlew mam kupić. Zdecydowałam się jednak, na zakupienie zlewu o szerokości 62 cm i trochę zaryzykowałam. Nie mogłam czekać z zakupem zlewu, aż nastąpi montaż szafek, bo zlew w tym momencie musiał już być. Niestety okazało się, że gdybym kupiła zlew o szerokości 65 cm to byłoby idealnie.
A tak mam zlew, jakieś 3 cm blatu, potem łączenie i kolejny blat. Na początku strasznie mnie to drażniło, teraz już się przyzwyczaiłam. Łączenie nie rzuca się bardzo w oczy, ale wolałabym, żeby go tam nie było. Niestety nie miałam na to wpływu, starałam się dobrać właściwy rozmiar zlewu, ale nie wyszło. I to jest właśnie ta jedyna rzecz, którą zmieniłabym w mojej kuchni, gdybym znowu miała robić remont. Sam zlew, bardzo mi się podoba, jest wygodny i łatwo utrzymać go w czystości. Uważam, że zlew wygląda bardzo ładnie i pasuje do reszty w kuchni, nawet zwrócili na to uwagę panowie, montujący meble.

Stare, w nowej kuchni
Do tego zlewu chciałam też dobrać pasujący kran, bo jest nawet, w takim samym kolorze. Potem postanowiłam, że kupię kran o jaki mi chodzi, ale w kolorze inox. Jednak wstrzymaliśmy się z tym zakupem, ponieważ podobnie jak w przypadku lodówki, stary kran, zepsuł się krótko przed remontem. Nawet śmialiśmy się, że kuchnia sama się sypie i prosi o remont. Wtedy kupiliśmy pierwszy lepszy kran, taki na chwilę, wiecie jak to jest. Uznaliśmy, że nowa kuchnia, może mieć na razie ten stary kran, który w sumie nie jest taki stary. Krany nie są wcale tanie, więc ten który wybrałam kupię, jak zepsuje się ten co mam teraz. Wprawdzie ten obecny kran, jest chromowany, czyli bardzo srebrny, ale nie gryzie się z innymi elementami. Tym bardziej, że obok na mikrofalówce, mam wieszaczek na ręcznik też w kolorze chromu, a i sitko zlewu jest chromowane.
I tak przeszliśmy do kuchenki mikrofalowej. Tutaj w sumie nie miałam wyboru. Po prostu kuchenkę mamy już 15 lat i nie chce się zepsuć, a używamy jej przynajmniej kilka razy w tygodniu. Nawet mi pasuje, chociaż jest biało kremowa, ale postawiona w narożniku, nie jest przynajmniej ciemną plamą. Pewnie teraz, gdybym miała kupić nową kuchenkę mikrofalową, ta byłaby w kolorze inox. I co za tym idzie pod szafkami, gdzie stoi mikrofalówka, kuchnia byłaby ciemna. Jedynym, jakby pasującym elementem z kuchenki mikrofalowej, jest jej czarna szyba i to mi w sumie wystarcza. Swoją kremowo białą barwą, kuchenka mikrofalowa pasuje mi również do panelu ściennego, który teraz chciałabym omówić
Płytki na ścianę w kuchni
Wiedziałam, że płytki na ścianę w kuchni, nie mogą być gładkie, ale również, nie mogą być zbyt pstrokate. Chciałam postawić na dwa kolory, ewentualnie jedno kolorowe płytki np. białe lub jasnoszare z ciemną fugą. Na pewno nie chciałam, białych cegiełek typu metro, bo są tak samo wszechobecne, jak białe szafki kuchenne. Dłuższy czas szukaliśmy płytek, odpowiednich do naszej kuchni. Tym razem, chciałam, żeby mąż się bardziej zaangażował w zakupy, nie chciałam, żeby cała nowa kuchnia, była tylko moim wyborem. W sklepie oboje zatrzymaliśmy się, przy tych samych płytkach i wiedzieliśmy, że to właśnie te.

Wybraliśmy płytki z serii biało-czarnej. W tej serii są też inne biało-czarne płytki, z innymi wzorami. I chociaż płytki opisywane są przez producenta, jako biało-czarne, to tak naprawdę, są lekko kremowe, na których czerń wygląda, jak ciemny grafit. Widać to zwłaszcza wtedy, gdy na tle tych płytek, postawię coś białego, np. słoik z białą solą. Wtedy wyraźnie widać, że biel na płytkach, jest lekko złamana i wpada w ecru. Wprawdzie płytki, mają wzory, ale stonowane i delikatne. Uważamy, że te płytki bardzo pasują do stylu naszej kuchni. Do nich dobraliśmy jasne fugi, które niestety w okolicach płyty gazowej, szybko się brudzą. Natomiast same płytki, bardzo mi się podobają i lubię ich strukturę, która jest matowa, lekko satynowa i nie widać na niej brudu.
Najbardziej zaskoczona jestem tym, że w okolicach zlewu, gdzie na ścianę chlapie woda i powinno być od niej, pełno białych plamek, to niczego nie widać. Wprawdzie przecieram płytki często. Patrząc jednak np. na płytki na ścianę w łazience, w której nad umywalką mam położone ciemne płytki, to wystarczy jeden dzień i już zostają na nich białe kropki. Natomiast, na tych płytkach w kuchni, naprawdę nie ma tego problemu. Trochę bardziej brudzą się przy płycie, bo tam wiadomo chlapie się tłuszczem, czy sosem, ale i tak codziennie przecieram je, myjąc płytę gazową.

Kuchnia, to stół z krzesłami
Musiałam się chwilkę zastanowić, czy wszystko już opisałam, jeśli chodzi o sprzęty i inne elementy, dzięki którym, to jest już kuchnia. Doszłam do wniosku, że nie wspomniałam nic na temat krzeseł. Wiedziałam, że moja kuchnia nie sprawdzi się z krzesłami, z jakimkolwiek obiciem. Po pierwsze mi się to nie podoba, a po drugie, jeśli chodzi o kuchnię trzeba liczyć się z tym, że obicia często mogłyby się brudzić. Wolę już kupić sobie poduszki i położyć na krzesłach. Poszewki takich poduszek, mogę częściej wyprać. Na razie, nie zdecydowałam się na poduszki, bo wydaje mi się, że nie są zbyt wygodne. Przeważnie przywiązywane są, tylko do tylnych nóżek krzesła, a przód się troszkę ślizga (sprawdziłam w sklepie). Nie zdecydowałam się na razie na poduszki, ze względu na moich starszych rodziców. Bałam się, że nie wyczują czy poduszka leży właściwie i nie będą mogli pewnie usiąść na krześle.
Bardzo chciałam, żeby moja kuchnia miała drewniane krzesła, z tak zwanym iksem w oparciu. Wszędzie sklepach widziałam tego typu krzesła, tylko w kolorze białym, który do niczego mi nie pasował. Bardzo trudno było znaleźć krzesła w kolorze szarym. Kiedy wreszcie je znalazłam, to gdy przyjechały, okazało się, że są trochę ciemniejsze niż na zdjęciach sklepu. Nie mogłam zobaczyć ich na żywo, bo daleko musiałabym pojechać.
Na początku, trochę mi się nie podobało, że są takie ciemne, ale w sumie już po paru dniach stwierdziłam, że pasują idealnie do lodówki i do zlewu. W jaśniejszym odcieniu, mogłoby nie pasować do drewnianego blatu na stole. Krzesła te, występują również w kolorze drewna, widziałam je na żywo i bardzo mi się podobały. Wiem jednak, że to byłaby już przesada w połączeniu z drewnianym blatem i drewnopodobną podłogą. Dlatego chociaż trochę trudno było dobrać kolor, kupując przez internet, uważam, że miałam trochę szczęścia, bo wyszło idealnie.

Źle dobraliśmy farbę do ścian
Na koniec napiszę, że nasza kuchnia, ma ściany w jasnoszarym kolorze, ale troszkę wpadającym w ciepły odcień beżu. Od początku tak chcieliśmy, z tym, że zamiast kupić próbkę, zdecydowaliśmy się na zakup farby, która w sklepie wyglądała idealnie. Natomiast w domu, gdy mąż, pomalował pierwszą warstwę, wiedzieliśmy, że nie jest dobrze. Liczyliśmy trochę na to, że jest wieczór, czyli inne światło, no i może jeszcze ściany dobrze nie wyschły. Chcieliśmy, żeby tak było, bo problem polegał na tym, że został nam, tylko jeden pełny dzień do montażu szafek, w który oczywiście szliśmy do pracy.
Kiedy na drugi dzień rano, okazało się, że jednak kuchnia wygląda strasznie ciemno, widzieliśmy, że szybko musimy jechać do sklepu. Tym razem, zdecydowaliśmy się, na zakup próbki i dopiero, kiedy ona wyschła na ścianie, wiedzieliśmy, że taką farbę musimy kupić. Sprawdziliśmy ją w różnych miejscach, żeby było różne światło i upewniliśmy się, że ten kolor będzie idealny.
Pierwszy raz malowałam ściany
Ponieważ mąż szedł na drugą zmianę, przed pracą zdążył pomalować kuchnię pierwszą warstwą. Wiedzieliśmy, że kiedy wróci o 23:00, może być zbyt zmęczony, żeby pomalować kuchnię drugi raz. Dlatego to ja, ponieważ kończyłam pracę wcześniej, pierwszy raz w życiu, zabrałam się za malowanie ścian. Wiedziałam, że druga warstwa, czyli ostatnia po części jest ważniejsza, bo bardziej ją widać. Ale wiedziałam też, że będzie mi łatwiej, bo większość nierówności, została pokryta pierwszą warstwą.
I tak pierwszy raz w życiu, chwyciłam za wałek i pomalowałam całą kuchnię. Najtrudniej było przy suficie (chociaż okleiłam taśmą) i w narożnikach, gdzie musiałam używać pędzelka. Ale uważam, że spisałam się na medal i byłam z siebie bardzo dumna, że mogę dopisać coś do listy “Sama zrobiłam”. Jak mąż wrócił z pracy, to kuchnia już prawie wyschła. Wtedy wiedzieliśmy, że rano może wchodzić ekipa montująca szafki. Oczywiście zostało mi jeszcze mycie podłogi i sprzątanie wszystkiego przed montażem szafek, ale przecież to mały pikuś. Na drugi dzień miałam już, swoją wymarzoną kuchnię.
Tak jak już wspominałam, we wcześniejszych wpisach, moja kuchnia bardzo mi się podoba, nie zmieniłabym w niej niczego, poza tym drobnym szczegółem dotyczącym zlewu. Myślę, że jak na kupowanie, w różnych sklepach oraz na stronach internetowych i dopasowanie wszystkiego, żeby do siebie pasowało oraz czekanie na efekt końcowy, praktycznie dopiero w dniu montażu, to naprawdę miałam dużo szczęścia, że wszystko mi się tak poukładało.
Ana

