
Drugie urodziny bloga – A Napiszę czemu czuję się bezradna
Czuję się bezradna i mam podcięte skrzydła
Trochę obawiałam się tego urodzinowego wpisu, bo coraz bardziej czuję się bezradna, a nie lubię narzekać. Nawet zastanawiałam się czy go w ogóle pisać, ale chcę pokazać, że nawet jak się robi coś z pasją, to czasem może być trudno. Wpis ten kieruję głównie do początkujących blogerów, ale oczywiście ucieszę się, gdy przeczytają go i być może zostawią swój ślad, wszyscy inni czytelnicy.
Sama jako początkująca blogerka lubię czytać o tym jak wyglądały początki innych blogów i trochę się do nich porównywać. Niestety nie zawsze wychodzi mi to na dobre. Ale właśnie dlatego sama póki co, piszę o moich początkach bloga, by inni jeśli chcą, mogli porównać się do mnie. Czy będę pisała regularnie takie urodzinowe artykuły, jeszcze nie wiem. Czy z czasem jak wiele blogów zacznę prowadzić poradniki na temat blogowania, też jeszcze nie wiem. Na razie skupiam się na opisaniu problemów na jakie trafiam. A to i tak tylko wycinek całości sprawiający, że skrzydełka mi opadają i czuję się bezradna.
Opiszę problemy na które natrafiam prowadząc bloga
Pierwszy w tej serii pojawił się artykuł “Początki bloga, bo zaplecze jest bardzo ważne”. Opisywałam w nim, jak trudne jest dla mnie ogarnięcie wszystkiego co wiąże się z prowadzeniem bloga, zwłaszcza bez znajomości języka angielskiego. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze mój wiek, bo ja nie jestem z pokolenia, które rodzi się z tabletem w ręce: “Skończyłam 50 lat – teraz już z górki, czyli łatwiej!”. W dodatku jestem bardzo ambitna i póki co, chociaż często czuję się bezradna, wszystko chcę robić sama.
Kolejnym artykułem na temat prowadzenia bloga był “Pierwsze urodziny bloga – A Napiszę, jak spełniam marzenie”. Opisywałam tam między innymi, jak wygląda moja praca nad blogiem i podejście do SEO. Już w tych wcześniejszych wpisach wspominałam, że wiele rzeczy, które dla innych są jednym kliknięciem, dla mnie jest wielogodzinną, a nawet wielomiesięczną walką.
Tym razem opisując drugie urodziny bloga, mam ochotę tylko ponarzekać. Ale jestem zbyt pogodną i optymistyczną osobą, by sobie na to pozwolić. Dlatego nie obawiajcie się, że zaleje Was sama negatywna energia. A moje spostrzeżenia potraktujcie trochę jak plaster na Wasze jeszcze nie w pełni rozwinięte blogowe skrzydełka. Znów postaram się nie słodzić i nie wstydząc się ośmieszenia pokazać, jak jest naprawdę. Uważam też, że wiele blogów ma po prostu szczęście i ich twórcy sami nie wiedzą co wpłynęło na duży sukces bloga. I takiej łatwizny również Wam życzę.
Przychodzi czas na promocję bloga
Nie wiem jeszcze, czy będę pisała takie teksty z okazji każdych urodzin bloga, ale często czytam, że dwa pierwsze lata blogowania są bardzo ważne. To właśnie wtedy wkłada się najwięcej pracy i najmniej się z tego otrzymuje. I nie chodzi nawet o zarabianie na blogu, bo o tym na razie w ogóle nie myślę. Chodzi bardziej o to, że to właśnie wtedy blogerzy publikują dużo wpisów, żeby przyciągnąć czytelników, ale czytelnicy nie zawsze wiedzą o istnieniu bloga. Dlatego blogerzy muszą pomóc czytelnikom go znaleźć.
Z czasem blogerzy zaczynają mniej pisać (widać to w większości blogów) i bardziej skupiają się na promocji bloga. Oczywiście wielu blogerów od początku stara się promować bloga, ale na wszystko trzeba poczekać, więc statystyki na początku nie są zadowalające. Dobrze jest jeśli blog ma sporą ilość artykułów, którymi może zainteresować czytelników. Przyciąganie czytelników do kilku wpisów, mogłoby być bez sensu. Przeczytają je w jeden dzień i pójdą zapominając o blogu. Większa ilość wpisów jest też ważna dla wyszukiwarek, bo generuje więcej słów kluczowych i przyciąga większą ilość czytelników. Ale o tym napiszę w dalszej części.

Ograniczę liczbę wpisów i poprawię zaplecze bloga
Do tej pory, nie licząc dwóch pierwszych miesięcy bloga, wpisy publikuję bardzo regularnie. Artykuły pojawiają się zawsze każdego 5, 10, 15, 20, 25 i 30 dnia miesiąca. Postawiłam na taką regularność, bo podobno lubią to czytelnicy i roboty Google, ale nie wiem, czy naprawdę tak jest. I chociaż ta regularność czasem wywiera na mnie presję, to jednak czuję, że w ten sposób bardziej panuję nad blogiem. Obawiam się, że gdyby nie było tej regularności, a ja trafiałabym na kolejne problemy, które sprawiają, że czuję się bezradna, to coraz bardziej przesuwałabym termin kolejnej publikacji, próbując posklejać skrzydła.
Dzisiejszy wpis jest 153 opublikowanym w ciągu dwóch pierwszych lat na moim blogu. Już od jakiegoś czasu przygotowywałam się na to, żeby po dwóch latach blogowania i 150 wpisach, trochę zwolnić. Dlatego za 5 dni pokaże się ostatni tak często publikowany artykuł. Od kwietnia zmniejszę publikację wpisów o połowę i nowe wpisy będą pojawiały się każdego 10, 20 i 30 dnia miesiąca. Nie wiem, czy trzy wpisy na miesiąc to dużo, czy mało, ale czuję że muszę tak zrobić.
Wspominałam już we wpisie sprzed roku, że na każdy artykuł potrzebuję kilku dni, a nie jak często czytam u innych blogerów 3-4 godziny. Nie chcę nikogo negować, ale często spotykam wpisy, które przypominają kopiuj wklej, zwłaszcza dotyczy to blogów kulinarnych. Nie twierdzę, że jestem aniołem i nie korzystam ze słów innych, ale zawsze robię to tylko po to, by potwierdzić wiarygodność. Ponieważ nie czuję się ekspertem w każdej dziedzinie, zawsze gdy nie jestem czegoś pewna, już pisząc artykuł sprawdzam wiarygodność na kilkunastu stronach internetowych. Do tego dochodzi oglądanie programów telewizyjnych, przeglądanie gazet i książek. A to wszystko zajmuje czas. Może wygląda to jak narzekanie, ale chcę podkreślić, że prowadzenie bloga i pisanie kolejnych wpisów nadal jest moją pasją.

Statystyki spadają, a ja czuję się bezradna
Niestety w efekcie nie mam czasu na promowanie bloga i poprawienie działania zapleczowego, co przekłada się na słaby wzrost statystyk bloga. A po co pisać długie i wyczerpujące (nie wiem kogo bardziej) wpisy, jak nikt o nich nie wie. I tak przeszliśmy do statystyk, a zaglądam do nich codziennie. Podobno nie jest to najlepsza taktyka i to też mam zamiar zmienić. Po prostu muszę trochę odpuścić, bo codzienne oglądanie statystyk też sprawia, że czuję się bezradna i skrzydełka idą w dół.
Niestety wbrew wszelkim zapewnieniom, nie notuję tylko wzrostów. A porównując się do innych blogów po dwóch latach działania, moje statystyki nie są imponujące. Ale poprawiłam sobie trochę humor, bo znalazłam też blogi, które miały słabsze wyniki po trzech latach, niż ja po dwóch i w dodatku były z tego dumne. Oczywiście i sobie i im, życzę większych sukcesów. Patrząc na to, na ile przeszkód natrafiam, cieszę się z tego co mam, a nawet jestem dumna. Przez dwa lata na blog weszło 27.118 osób. Dziękuję…

Statystyki na drugie urodziny bloga
Za chwilę pokażę statystyki za dwa lata istnienia bloga. Ale muszę wspomnieć, że pierwszy wpis opublikowałam 25 marca 2020, a pod statystki Search Console i Analytics podpięłam się po ponad miesiącu, bo byłam tak zielona, że nie wiedziałam o ich istnieniu. Pewnie przez pierwszy miesiąc na blogu oprócz mnie i tak nikogo nie było. Wspominam o tym, żebyście nie popełnili takiego błędu.
Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Otóż nadal nie wiem czemu to co pokazuje Analytics, tak bardzo różni się od tego, co pokazuje Search Console. Niby coś tam czytałam, że Analytics liczy tylko osoby, które “dojechały” do danego miejsca na stronie, a Search Console wszystkie, nawet omyłkowe kliknięcia, ale nie chce mi się wierzyć, że różnice są aż tak duże. Czytałam też, że Analytics daje tylko próbkowe dane, ale nie wiem ile w tym prawdy.
Wprawdzie nie wiem jak jest u innych, ale u mnie wygląda to dość dziwnie. Analytics pokazuje mi średnio tylko 25% kliknięć, które mogę zobaczyć w raportach Search Console. Dla mnie to ogromna przepaść. W dodatku uważam, że Analytics zawyża mi wejścia Direct, które według niego wynoszą ponad 50%. I znów nie chce mi się wierzyć, że tyle osób wchodzi wpisując adres w wyszukiwarkę. Zwłaszcza, że często dotyczy to nie strony głównej, ale nowych lub świeżo poleconych np. na Pinterest wpisów. Czyli konkretnego adresu zawierającego pełny tytuł artykułu. I to też mogłoby się zgadzać, bo dane z raportów Pinterest również są wyższe od tych, które pokazuje Analytics. Ponieważ chciałabym mieć bardziej precyzyjne dane, z okazji drugich urodzin bloga mam zamiar podpiąć się pod podobno najbardziej wiarygodne źródło, czyli Matomo.

Każda Wasza uwaga jest dla mnie cenna
Może kogoś dziwić, że przejmuję się statystykami, nie myśląc (póki co) o zarabianiu na blogu. Bardzo lubię pisać i właśnie dlatego założyłam blog, by wyrzucić z głowy te wszystkie myśli, które już się tam nie mieszczą. Gdybym chciała pisać tylko dla siebie, to nadal pisałabym do szuflady. Czytelnicy bloga są bardzo ważni i kiedy widzę, że ktoś akurat czyta mój artykuł, serce mi rośnie i rozkładam skrzydła.
Często też czekam na Wasze reakcje, np. na to, czy przejdziecie na inny artykuł. Z reguły jednak wychodzicie po przeczytaniu tylko jednego wpisu i między innymi nad tym chciałabym popracować. Widać to zresztą po współczynniku odrzuceń, który w moim przypadku jest bardzo wysoki.
Dlatego przy okazji chciałam prosić, żebyście wskazali mi słabsze strony mojego bloga i pokazali co powinnam na nim poprawić, byście chcieli dłużej na nim zostać. Wiem, że większość z Was korzysta komórek, a ja piszę blog, który lepiej prezentuje się na komputerze. Nie wiem, czy chodzi o to, że jestem starej daty, czy o to, że większy monitor lepiej wszystko pokazuje, ale taka wersja bloga bardziej mi się podoba. Nie znaczy to jednak, że blog nie jest przystosowany do urządzeń mobilnych.
Ale może moje teksty są mało czytelne, może nie pasuje wam grafika albo za bardzo przynudzam. Każda Wasza uwaga będzie dla mnie cenna. Przy okazji dziękuję za wszystkie komentarze, wiadomości i polecenia na innych portalach. Zwłaszcza polecenia są dla mnie cenne, bo tłumaczę sobie, że widocznie wpis lub blog się spodobał, skoro przekazaliście go dalej. Dlatego jeszcze raz dziękuję i skromnie proszę o więcej.
Moja promocja bloga na Zszywce
Jak pewnie zauważyliście na początku ubiegłego roku (końcówka pomarańczowego wykresu), czyli po około 10 miesiącach blogowania, statystyki bardzo mocno poszły w górę. Jaka ja byłam szczęśliwa… ale, żeby nie było tak prosto, same tam nie poszły, trochę musiałam im pomóc.
Od początku prowadzenia bloga, jakoś tam próbowałam go skromnie promować, chociaż nadal unikam wielu proponowanych w poradnikach sposobów, jak np. Facebook, czy lista mailingowa. Bardzo korcił mnie Pinterest, ale podchodziłam do niego jak do pies do jeża. Bałam się, że znowu coś mi nie wyjdzie i spalę potencjał. Dlatego najpierw postanowiłam spróbować na podobnym portalu, takim polskim Pinterest, czyli na Zszywce. Tak wiem, rzadko o nim słyszycie i pewnie wielu z Was dziwi się, że o nim wspominam, bo to taki trochę relikt przeszłości. Ale mam tam konto od ponad 10 lat, więc postanowiłam spróbować.
Przypinałam dwie zszywki dziennie, a statystyki bloga poszły w górę niesamowicie. Z 100-200 osób miesięcznie, w dwa miesiące zrobiło się 1200 osób miesięcznie. No szok. Już widziałam jak mój blog eksploduje i żałowałam, że nie zaczęłam wcześniej. Nareszcie wiedziałam, że nie piszę do szuflady. Ale przecież nie może być tak pięknie i nagle wszystko się skończyło, a ja czuję się bezradna.

Zszywka sprawia, że czuję się bezradna
Co się stało? Nie wiem, po prostu nagle zszywki przestały być widoczne dla wszystkich. Przypinają się tylko na moich tablicach. Wiem, że problem ten dotyczy też innych użytkowników. Zszywka ma coś takiego jak promowanie zszywek, ale jak dla mnie nikt z tego nie korzysta. Niektóre zszywki wyświetlają się w nowościach, a inne nie. Nie wiem o co chodzi, ale czuję się bezradna.
W międzyczasie założyłam dwa inne konta licząc na to, że zszywki tam dodane pojawią się w nowościach. Niestety żadna ze zszywek tam przypiętych nigdy nie pokazała się innym osobom. Byłam załamana, bo nagle statystyki zaczęły spadać, a ja nie mogłam nic zrobić. Nie myślcie, że nie próbowałam, dwa razy pisałam do pomocy Zszywki i nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Mam wrażenie, że nikt już nie zarządza Zszywką, a ona umiera śmiercią naturalną. Gdybyście jednak chcieli mnie tam znaleźć to zapraszam.
Boli mnie to, że użytkownicy, którzy wchodzili tam tylko po to, żeby poczytać i pooglądać nowe zszywki myślą, że my już nic nie dodajemy. Strona robi się nudna, bo nie mają o czym poczytać, więc odchodzą. Sama kiedyś na Zszywce siedziałam po kilka godzin dziennie, a teraz wystarczy mi minuta. Czasem coś tam jeszcze wstawiam, ale nie robię sobie nadziei. W każdym razie w jaki sposób bym nie dodawała zszywek swoich i z innych blogów, czy po prostu zdjęć bez linka i tak ich nie widać, a ja czuję się bezradna.

Pinterest żyje własnym życiem i ciągle się go uczę
Zachęcona sukcesem Zszywki, w międzyczasie zajęłam się prowadzeniem konta na Pinterest. Nie wiem jak prawidłowo prowadzić Pinterest i póki co robię to bardzo po omacku, trochę na chybił trafił. Staram się go po prostu testować. Wprawdzie można znaleźć parę poradników na ten temat, ale nie są to dla mnie zbyt wiarygodne źródła, albo wisi nad nimi jakaś klątwa. Dlatego ja też nie chcę za dużo na ten temat pisać. Oczywiście żartuję, ale większość z tych poradników pochodzi z blogów, które albo już nie istnieją, albo przynajmniej nie mają spektakularnych osiągnięć na Pinterest. Moje zdanie jest takie, że tak naprawdę nikt nie wie jak działa Pinterest i co by się nie robiło, portal ten żyje własnym życiem. Przynajmniej takie działanie zaobserwowałam u siebie.
Próbowałam już wstawiać po 3, 5, 10 pinów dziennie, przepinać na inne tablice, przypinać piny innych, udzielać się bardziej lub mniej i nadal nie mam pojęcia, jakie działania są najlepsze. Na początku statystyki szybko szły w górę. Po czym nagle zaczęły spadać, a ja poczułam się bezradna i przestałam się udzielać przez miesiąc. W tym czasie statystyki spadły prawie do zera. A przecież czytałam w poradnikach, że nawet jak się przestanie udzielać, to te już przypięte piny dobrze pracują.

Przez Pinterest też czuję się bezradna
W sierpniu focha schowałam do kieszeni i wróciłam na nowo. Statystyki bardzo poszybowały w górę, miałam ponad 350 tys. wyświetleń miesięcznie. Wprawdzie dawało to znikomy procent kliknięć, ale było bardzo motywujące. Wpłynęło też na poprawę statystyk Analytics. W pewnym momencie miałam już nawet 4500 użytkowników w miesiąc i znów rozpostarłam skrzydła.
Postanowiłam nic nie zmieniać i dalej robić wszystko tak samo. Nie wiem co jest nie tak, ale znów przyszedł czas, że statystyki bardzo spadły, a ja czuję się bezradna. Póki co nadal robię swoje i bardzo cieszy mnie gdy przypinacie piny prosto z bloga. To one każą mi wierzyć w potencjał Pinterest i dalej robić swoje. Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy obserwują mnie na Pinterest. Nawet o tym nie wiecie, ale witam Was każdego z osobna i cieszę się, że ze mną jesteście. Gdybyście zechcieli mnie tam odwiedzić, to zapraszam.

Bloglovin mnie rozczarował i nadal czuję się bezradna
Jak widzicie poza pisaniem artykułów, próbuję dotrzeć do nowych czytelników. Między innymi postanowiłam dodać blog do katalogów blogów. Wprawdzie coraz rzadziej czytam o tym sposobie promocji jednak wiem, że nawet dość młode blogi z tego korzystają. Nie pamiętam do ilu katalogów próbowałam się podpiąć, ale 3-4 na pewno. Za każdym razem bez efektu, zawsze było coś nie tak i mój blog znikał gdzieś w czeluściach.
Najbardziej zależało mi na Bloglovin i niestety to on najbardziej mnie rozczarował. Robiłam wszystko według wskazówek Bloglovin, ale moje konto było cały czas puste. Żadne moje wpisy się tam nie dodawały, a ja jak się domyślacie czułam się bezradna. Napisałam nawet do kilku blogerów, którzy mają tam konto i podpytałam jak to zrobili. Uprzejmie odpowiedzieli, że normalnie, jak było w instrukcji. Ale jedna osoba też miała problem i pisała do administracji. Niestety nie doczekała się na odpowiedź, więc ja postanowiłam nie pisać. Nie chciałam czuć się tak zignorowana, jak w przypadku Zszywki.
Co mi dała przygoda z Bloglovin? Od dłuższego czasu nie mogę się tam nawet zalogować. Podpięcie pod bloga sprawiło, że strony wolniej się ładowały, więc go odpięłam. Ale to nie wszystko, została mi po nim cała masa spamu. Przez cały czas przychodzą na maila nowe powiadomienia. I mimo tego, że co jakiś czas wyłączam subskrypcję w mailach, one nadal przychodzą, tylko w mniejszej ilości. Podejrzewam, że musiałabym coś zmienić w ustawieniach konta, ale tam nie mogę nawet wejść, bo podobno podaję nieprawidłowy adres maila. Czyli do subskrypcji jest prawidłowy, ale do zalogowania już nie… i co… czuję się bezradna.

Co mi dają strony z Top 10 w Google?
Ale przecież nie może być tak, że tylko gdzieś tam się promuję, a zaniedbuję SEO. Przecież to świętość, o którą trzeba walczyć. Tak przynajmniej wszędzie czytam, więc walczę, chociaż muszę przyznać, że coraz mniej na to naciskam. Mam sporo artykułów bez wybranej frazy kluczowej np. cała seria pamiętnika diety była pisana bez myślenia o SEO, a jakoś w Google można znaleźć poszczególne części. “Pamiętnik odchudzania z dietą ONZ – wprowadzenie i Start!”. I nie przeszkadza mi to, że są na niższych pozycjach.
Czemu nie walczę o SEO? Ponieważ widząc całą masę poradników “jak być na pierwszej pozycji w Google?” myślałam, że jak już tam będę, przynajmniej z jednym artykułem, to świat będzie kolorowy i czytelnicy będą się bić o moje strony. Uwaga, teraz napiszę coś, co może wyglądać jak przechwalanie. Podobno mało który tak młody blog jest w Top 10, z naciskiem na “podobno”. Search Console informuje mnie od dawna o moich pozycjach w Top 5. Za luty dostałam informację, że mam około 10 stron z pierwszym wyświetleniem. Mam też ponad 200 fraz kluczowych, na które jestem w Top 10. A jak wyglądają kliknięcia? Dla mnie słabo, mam nadzieję, że nie grzeszę i Google nie trzepnie mnie za to po skrzydłach. Poniżej pokazuję kliknięcia najbardziej popularnych zapytań z pozycji pierwszej i drugiej za cały miesiąc luty.

Rozczarowały mnie kliknięcia z Top 5
Bardzo martwią mnie te słabe wyniki, nie wiem czy tylko ja mam takie, ale czuję się bezradna niską klikalnością. Oczywiście wszystko zależy od wyszukiwanej frazy. Co z tego, że na frazę “pierwsze listki” mój artykuł wyświetla się na pierwszej pozycji, jak tego nikt nie szuka i przez 3 miesiące artykuł kliknął się 5 razy. No szok!.. a może powinnam skakać z radości? Ale przecież są też inne popularne frazy, na które można mnie wysoko znaleźć. I nie chce mi się wierzyć, że tak ma wyglądać ilość kliknięć z pierwszej pozycji w Google, a CTR często jest w granicach 20%-25%, a nawet wyższy.
Może kiedyś zmienię zdanie, ale naprawdę jak na kliknięcia z pierwszej pozycji, to szału nie ma. I wiem, że gdzieś tkwi przyczyna, ale ja nie potrafię jej znaleźć i czuję się bezradna. Chociaż muszę przyznać, że mam jedną stronę, która robi mi jedną czwartą wszystkich kliknięć. I trochę nie rozumiem tego fenomenu, bo artykuł jest raczej sezonowy, a klika się cały rok. Wybaczcie, że nie pokażę o jaki artykuł chodzi i jakie ma wyniki.
Za to pokażę Wam statystyki innej dość młodej strony, na tą frazę jestem na pozycji drugiej. Zwróćcie uwagę, że są to dane za trzy miesiące, ale cieszę się, że rosną. Muszę jeszcze wspomnieć, że na odwrotnie zapisaną frazę czyli “zioła niebezpieczne” jestem na pozycji pierwszej. Nie piszę tego po to, żeby się chwalić, tylko po to, żeby pokazać Wam jak działa SEO, bo na początku blogowania, nie wiedziałam, że tak to wygląda.

Słabe wskaźniki internetowe przez które czuję się bezradna
Wiem, że Google promuje tylko strony dobrej jakości, które są odpowiednio zoptymalizowane i dostosowane do urządzeń mobilnych. Dlatego zależy mi na tym, żeby mój blog spełniał te warunki i cały czas staram się nad tym pracować. Sprawdzam wyniki między innymi w PageSpeed i GTmetrix. Oczywiście w Search Console też widzę, czy mam strony z błędami. No i właśnie mam i to od blisko roku. To już ostatnia rzecz, którą chcę opisać i chyba ta najbardziej mnie załamuje i to przez nią najbardziej czuję się bezradna.
Nie chcecie wiedzieć ile artykułów na ten temat przeczytałam, niektóre po kilka razy. Ile obejrzałam filmików, nawet tych po angielsku z napisami. Nie pamiętam ile wtyczek optymalizujących użyłam, oczywiście odpinając poprzednie. Za każdym razem wysyłam poprawkę do weryfikacji, która zawsze kończy się niepowodzeniem. W tej kwestii czuję się tak bezradna, że co jakiś czas zostawiam to w diabły, żeby zapomnieć, nie myśleć i nie wlec skrzydeł za sobą. Oczywiście ciągle do tego wracam, bo to ciągle nie jest poprawione. I znów patrząc na innych, dwa kliknięcia i zrobione, a ja… sami wiecie.

Ostatnio mój ulubiony mentor Darek od wtyczek i nie tylko, pokazał film z wtyczką petardą, poprawiającą wszystko w kilka minut. Ale uwaga u wszystkich innych, nie u mnie. Jaka ja byłam szczęśliwa instalując to cudowne rozwiązanie. Przy okazji polecam kanał Darka na YouTube, bo znajdziecie tam masę przydatnych informacji. A obserwując Darka jak się rozwija, Facet (w formie) wie co robi, zakładając strony www i nie tylko. Wkleję też filmik, o którym piszę, bo wierzę w to, że u Was wtyczka zadziała.
Nie wiem co jest nie tak, bo naprawdę wszyscy chwalą wtyczkę, ale u mnie nie przyniosła efektów. Wprawdzie wyniki w PageSpeed się poprawiły, ale bardzo się wahają, często spadając nawet do granic 60 i nadal mam niezaliczone wskaźniki internetowe. W Search Console w przypadku komputerów, jakby nic się nie wydarzyło w ciągu roku, a w przypadku mobilnych dziwne skoki. Napiszę tylko, że odczekałam pełny miesiąc i nic się nie zmieniło, a ja znów czuję się bezradna i wlokę skrzydła za sobą.
Za chwilę wkleję wyniki w PageSpeed przed publikacją tego wpisu. Potem po opublikowaniu sprawdzę i pokażę Wam jak będą wyglądały nowe wyliczenia. Coś czuję, że szału nie będzie, bo wiem jak było w przypadku wcześniejszych wpisów. Za parę dni wyniki powinny się poprawić, ale nie wiem, czy tak powinno to wyglądać.


Mogłabym pewnie przytoczyć jeszcze więcej takich przykładów, ale powiedzmy, że wybrałam te najbardziej spektakularne. Może kiedyś przyjdzie czas, że częściej będę opisywała moje zapleczowe prowadzenie bloga, bo blog to nie tylko publikacja wpisów. Na dziś muszę już kończyć, bo dawno minęłam bezpieczny pułap słów. W tej chwili zbliżam się do 3600 słów, a podobno już w okolicach 1700 czytelnicy zaczynają ziewać. Dlatego jeśli wytrwaliście do końca i nie zasnęliście, dajcie proszę jakiś znak. Będę za niego bardzo wdzięczna i na pewno dzięki niemu rozwinę skrzydła na kolejne lata.
Ana


4 komentarze
ADAM WIERCIGROCH
Hej Ana,
Chyba za bardzo jesteś uzależniona od wyników statystyk. Jeśli rzeczywiście nie chcesz zarabiać na blogu to uważam, że niepotrzebnie przejmujesz się ilościami wyświetleń, kliknięć itd. Dwa lata pisania to jest coś! Przez ten czas poświęciłaś tyle energii i pasjii, żeby dzielić się swoimi myślami, opiniami oraz wiedzą z innymi osobami. To chyba coś znaczy. Każdy, kto przeczytał choć jeden Twój artykuł, to taki Twój mały sukces. Policz więc te małe sukcesy, a okaże się, że naprawdę osiągnęłaś wiele. Kto wie, może nawet osiągnęłaś swój cel? Właśnie, a jaki cel sobie wyznaczyłaś? Może tu leży źródło Twoich problemów?
Pozdrawiam i życzę wytrwałości,
Adam
anana
Adam witaj na moim blogu. Dziękuję ci za te słowa, bo takie komentarze sprawiają, że znowu rozkładam skrzydła. Myślę, że na początku prowadzenia bloga za dużo przeczytałam rożnych poradników, które obiecały świetne wzrosty w statystykach, jeśli tylko zrobię to i tamto. Za mało znalazłam wpisów innych blogerów, którzy opisywaliby też te trudne strony prowadzenia bloga i problemy na jakie natrafiają. Miedzy innymi dlatego napisałam ten wpis, żeby inni początkujący blogerzy nie czuli się osamotnieni w swoich dążeniach do celu. I masz rację, każdy czytelnik na moim blogu, jest moim sukcesem. Pozdrawiam Ana
ADAM WIERCIGROCH
Cześć Ana,
Jak sobie radzisz przed kolejną rocznicą? Roczek był OK ale 2 latka zaliczyłaś lekki dołek… Jestem ciekaw w jakim nastroju będziesz celebrować swoje 3 latka? Mam nadzieję, że zdecydowanie w lepszym nastroju:)
Ja swojego bloga o pracy, ale także o mojej pasji piszę od ponad 2 lat i cały czas sprawia mi to przyjemność. Nie ukrywam, że ta przyjemność jest o wiele większa, gdy widzę, że mój artykuł ma dużo lajków (linkendin) , oraz gdy odnotowuję wiele wejść na mojej stronie internetowej. Oczywiście pojęcia “dużo” i “wiele” są pojęciami nie precyzyjnymi, ale naprawdę cieszę się z każdego wzrostu. I może właśnie o to chodzi w tym wszystkim.
Pozdrawiam,
Adam
anana
Witaj Adam! Cieszę się, że znowu odwiedziłeś mój blog. Przede wszystkim gratuluję Ci sukcesów i wytrwałości w prowadzeniu bloga, który wygląda bardzo profesjonalnie. Często zwracam na to uwagę, bo w tym jak wygląda blog widać pasję. Jeśli o mnie chodzi, to muszę przyznać, że Twój ostatni komentarz bardzo mnie podbudował. Miałam też parę innych komentarzy i wiadomości, które pozwoliły mi odważniej rozłożyć skrzydła. Teraz mniej się wszystkim przejmuję i po prostu robię swoje. Więcej na ten temat napiszę w kolejnym urodzinowym wpisie, który planuję opublikować 30 marca. Zapraszam do lektury i pozdrawiam Ana